xx1328xx. we're overdosing.

23:00

Ulotność myśli.
Jestem filozofem na pełny etat, aczkolwiek bez jakiegokolwiek wykształcenia. Mówi się, że wspomnienia oraz wiedza są jedynymi rzeczami, które w nas pozostają [a o Alzheimerze nie słyszeliście, drodzy mędrcy?], reszta dóbr, zwłaszcza te materialne, ale i piękno czy też sława są ulotne [vanitas vanitatum, et omnia vanitas jak się patrzy]. Oprócz naszego kolegi A na ulotność myśli wpływa jeszcze ich waga. Myśl waży? Nie chcę wchodzić w noetykę, albowiem specjalistą nie jestem, ani nawet w najbliższym czasie nie planuję zostać, ale wydaje się mi, iż myśli, choćby jak najdonioślejsza, waży nic. Prawie nic. Ujemne wykładniki potęg rzędu kwadrylionowych są potrzebne do jej opisania. Dlatego też, moje myśli, choć wydają się być istotne i na ważne tematy gubią się, zdmuchuje je wiatr, właściwie, wir, ewentualnie huragan nic nieznaczących wydarzeń. W ogólnym rozrachunku to wszystko jest niczym. [Paradoks, antyteza, koncept barokowy.]

Miejscem niektórych idei powinien pozostać tylko i wyłącznie umysł wynalazcy, myśliciela czy zbawcy. Chora imaginacja i potrzeba, jako matka wynalazku. W świetle nocy czy szarzyźnie wczesnego poranka niektóre pomysły wydają się dobre. Traci się rozsądek, zdrowe zmysły i pozwala się swoim fantazjom wydostać z ograniczonej przestrzeni, więzienia, klatki czy jak by tam nie nazwać tego mózgu. W cieniu nie widać nierówności powierzchni, ubytków i niedoskonałości. Nie wspominając już o innych katalizatorach, które tylko zniekształcają wizję i odbiór. Dlatego te dziwne stworzenia, o ile w ogóle, powinny rodzić się w nocy i przed jej zakończeniem umierać. Choć całe życie hołdowałam szaleństwo i chaosowi to chyba czas, żeby zacząć myśleć mniej egoistycznie, nie można tylko brać. Nikt nie chce żałować i ja niczego nie żałuję. Ale moja samolubność nie może niszczyć, ani niekorzystnie wpływać na rzeczy, na których mi zależy. Powinnam wykazać się odpowiedzialnością, powinnam dojrzeć. Dlaczego dokonuję złych wyborów, mimo, że doskonale wiem jak kończą się takie pochopne decyzje? Uniesienia serca, chwila czy pożądanie nie są dobrymi doradcami. Emocje mi ciążą, te wszystkie niewłaściwe działania., tylko przez to, że chce sięgać po to, co zakazane. Pragnę zmieniać przyszłość, ale podobno przeznaczenia nie oszukasz. Właściwie, czy można mówić o czymś takim jak przeznaczenie? Gloryfikowałam zamęt przez większość mego pobytu na padole łez [uwielbiam ten ironiczny wydźwięk, jaki mają te słowa w moich ustach]. Światem rządzi przypadek? A może jednak nie. Ciągle jestem rozdarta między tymi dwoma skrajnościami. Bo, jeśli istnieje fatum, to czy warto o cokolwiek walczyć i się starać [patrz: humanizm heroiczny]? Skoro los jest odgórnie przesądzony, to przecież i tak wydarzy się to, co zostało zapisane w gwiazdach

You Might Also Like

0 komentarze