xx1354xx. Łaknąć.

15:02

- Źle mi, potrzebuję Cię. - to wystarczyło.
Tamtego dnia słońce mocno świeciło, ale to jej nie powstrzymywało przed noszeniem czarnych ubrań, wręcz przeciwnie, jakby w ramach protestu przed konwenansami, ubierała się na ciemno. Włosy jak zwykle miała pokręcone, cóż za przypadek, wiedziała, że lubił ją w tym wydaniu najbardziej. Zawsze rzucała mu się na szyję i lgnęła do niego całą sobą, jakby chciała wtopić się w jego objęcia. Nie miał jej tego za złe. To było nawet zabawne, chodziła na tych swoich obcasach, patrząc na ludzi z góry, była młodziutka, ale odczuwano przed nią respekt, a kiedy już byli blisko siebie jej oczy łagodniały, błyszczały, a kiedy wyciągała ręce jej usta krzywiły się w mimowolnym uśmiechu. Niewielu ludzi mogło poszczycić się znajomością tego widoku. W jego ramionach stawała się sobą. Ze wszystkimi niedogodnościami bycia nią, ze wszystkimi błędami i wątpliwościami, porażkami, wadami, słabościami, które tak skrzętnie ukrywała przed wszystkimi.
Niby przypadkiem otarła się o zarost - Znów krzak agrestu? - Ostrzegałem. - niezrozumiałe mruknięcie.
Łaknęłam jego ciepła, to wszystko, więcej niż potrzeba mi było, lgnęłam do człowieka, który emanował energią miliona słońc. Jak Ikar, mogłam zginąć, byle doświadczać stanu wzniesienia, który towarzyszył spalaniu się.

You Might Also Like

0 komentarze