xx1362xx. Shut your mouth and think before talking bullshit.

17:26

Więc to jest TA notka, ta, którą staram się napisać od... półtora miesiąca?
***
Nie jestem feministką, wprawdzie moje poglądy częściowo pokrywają się z feminizmem, ale nie. Jak to ujął tumblr - i'm not a feminist, i'm equalist. Jak to zgrabnie ująć w języku polskim jednym rzeczownikiem? Aktualnie nie mam pomysłu. Jestem więc osobą, która optuje za równością wszystkich ludzi, niezależnie od płci, religii, orientacji seksualnej, wyglądu, statusu materialnego czy czegokolwiek, co jest powodem do dyskryminacji w dzisiejszych czasach. Nie będę chodzić z transparentem"kobiety do kopalni/na traktory" itp., jak to nazifeministki robią/robiły [oczywiście, że absolutnie jestem za tym, że jeśli jakaś kobieta chce jeździć na traktorze/zostać górnikiem - ależ you go for it, girl!] ani prychać, gdy mężczyzna ustąpi mi miejsca, BO JESTEM KOBIETĄ. Tak, jestem kobietą, no dobra, dziewczyną, bo poczułam się staro; to, że ów pan ustąpił mi miejsca, przepuścił w kolejce do kasy, przytrzymał czy też przepuścił w drzwiach świadczy o KURTUAZJI, a nie o tym, że uważa mnie za słabszą, chce mnie zdominować czy poniżyć. Nie traćmy rozumu! Bywa, że aktywnie działające femi-nazistki [bo inaczej jednak nie mogę tych pań nazwać] doszukują się jakichś ukrytych motywów w najprostszych rzeczach czy czynnościach. Ja wszystkim panom, którzy mi miejsca ustępują dziękuję, a właściwie moje nogi dziękują, bo 90% czasu noszę wysoce niewygodne buty, i tu uprzedzam pytanie, dlatego, że mi się podobają, a stawiam estetykę ponad komfort, jeśli chodzi o wychodzenie/spotykanie się z ludźmi; dziękuję wszystkim panom, którzy przepuszczają mnie w drzwiach, bądź też je dla mnie przytrzymują, albowiem prawie zawsze mam obie ręce zajęte, albo jestem nieostrożna, w sensie roztargniona i mogłabym się pierdolnąć, dziękuję Wam bardzo! Dziękuję panom, którzy mnie przepuszczają w kolejce do kasy, kiedy widzą, że mam tylko napój w dłoni i nerwowo przebieram nogami, dziękuje im serdecznie, bo właśnie ratują mi dupę i dzięki nim się nie spóźnię. Nie czuję się obrażona, moja godność nie została umniejszona, cieszę się z tej uprzejmości, bo niestety mało jej na świecie.
Zjawisko powszechne - zawiść, a także nienawiść. Kobiety o inne kobiety. Może tylko mi się wydaje, ale nie zauważyłam, by mężczyźni mieli z tym wyraźny problem, z mojej obserwacji wynika, że kończy się to na "nie lubię chuja, koniec gadania, nie chcę się wkurwiać", za to dziewczyny inaczej, ładny czasownik jest w języku angielskim "bitching". Girls be bitching about each other. Tak, owszem drogie Panie, początek jest taki sam "nie lubię tej suki", ale kontynuacja "wiec obrobię jej dupę, powysyłam hejty" czy też próby wszystkiego by tylko delikwentce uprzykrzyć życie. Ogólnie nie pochwalam tych wulgarnych epitetów [choć bywa, że już innego słowa użyć nie można...], ale w porządku, są emocje, złość, bywa, że i rozgoryczenia - nie lubimy kogoś, ale czy to od razu znaczy, że musimy się nakręcać i nakręcać, żeby w końcu wyrzucić z siebie porcję jadu. Czy obsmarowanie/sprawienie przykrości komuś, kogo nie lubisz jest satysfakcjonujące? Nie poruszam tematu słuszności negatywnego podejścia do czyjejś persony, nie potrafię się o tym zbytnio wypowiadać, albowiem ja albo kogoś lubię, albo jest on dla mnie obojętny. Nie mam wrogów [przynajmniej ja nikogo nie mam za wroga], nikogo nie nienawidzę, proste. Dosyć jest już rzeczy w moim życiu, które nawet do neutralnych czynników mają bardzo daleko, więc nie chcę tracić energii i siły na ludzi, którzy na dobrą sprawę mnie nie obchodzą. To już jest naprawdę sprawa na szerszą skalę. Nienawiść dziś będzie w sumie tematem przewodnim, albowiem skrajna forma braku tolerancji prowadzi do nienawiści. Mimo, iż nie jestem wyznawczynią żadnej religii, to jednak buddyjska karma ma dla mnie sens, może dlatego, że jako matematyk mój umysł we wszystkim doszukuje się przyczyny i jej skutku. Jeśli wysyłasz nienawiść w świat to ona do Ciebie wróci, nie pytaj skąd wiem, po prostu mi zaufaj.
Chcę równych praw dla wszystkich; chcę, żeby pensje kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach/o podobnych kwalifikacjach były równe, żeby pracodawcy nie rezygnowali z zatrudniania młodych kobiet "bo są w wieku rozrodczym, zaraz zaciążą i pójdą na L4"; chcę żeby kobieta nie była postrzegana tylko i wyłącznie przez pryzmat bycia żoną i matką, chcę by mężczyzna, który lubi spędzać czas ze swoim dzieckiem i robi to często, nie był wyśmiewany przez innych mężczyzn, chcę by urlopy tacierzyńskie były równie popularne, co macierzyńskie; chcę aby zaprzestano segregacji czynności/zawodów/wszystkiego na damskie/męskie. Tańczyć balet może nie tylko kobieta, a mechanikiem samochodowym nie musi być zawsze mężczyzna. Pragnę większej swobody bycia sobą. Pragnę społeczeństwa, które nie szufladkuje. Ateista? Szatana wyznaje. Chłopak z długimi włosami? SATANISTA/brudas. Osoba ubrana całkowicie na czarno? - satanista/depresja, niedoszły samobójca. Włosy w niecodziennych kolorach? u dziewczyny - wariatka/hipster; u chłopka - PEDAŁ. Inaczej, ale dobrze ubrany facet? Pedał! Dziewczyna w krótkiej sukience - dziwka! Dziewczyna "szczelnie" okryta - nienormalna cnotka jakaś! Chłopak, który nie chwali się swoimi "podbojami" - PIZDA! Dziewczyna, która często zmienia partnerów - DZIWKA. Kiedy w końcu ludzie zrozumieją, że KAŻDY z nas, posiada WŁASNE życie, i to on o nim decyduje, a nikt inny nie ma prawa narzucać nam SWOICH poglądów, bo one są jak dupa, każdy ma własną, i każdy własnej powinien pilnować.
Moim zdaniem słuszne. Kanye West nosił kilt na trase Watch The Throne i była beka, ale o chuj chodzi? W starożytnej Grecji/Rzymie chodzono ubranym w togi. Jakby nie było toga to suknia
Mam dosyć stereotypów. Co chwilę słyszę [gdy jestem pytana o profil, albo przyszły kierunek studiów] - dziewczyna? ścisłowiec? matematyka? puknij Ty się w głowę, to dla facetów jest. Nie i chuj, rozumiecie? Ostatnie 9 lat spędziłam na rozwijaniu się pod kątem nauk ścisłych [no dobra, nie tylko, ale głównie] i ciągłym samodoskonaleniu się. To moje marzenie i to moja pasja; cel, do którego dążę. Oczywiście, że na kierunkach ścisłych jest więcej facetów, nie czarujmy się, ale to nie znaczy, że nie dam rady. Mówię teraz o tym, czego doświadczam z autopsji, ale również mężczyźni pewnie czasem czują to samo, spotykają się z identyczną reakcją z pogranicza niedowierzania/uśmiechania się z politowaniem, kiedy oznajmiają, że chcą pójść w stronę, która do tej pory była traktowana jako stricte kobieca.
https://33.media.tumblr.com/9d8658e5a2926123495c6d01d604fb3f/tumblr_mub6vvCSaM1qb9pa3o1_250.gifhttps://33.media.tumblr.com/9afd6d860bbb7018f9f6c2ed0460af90/tumblr_mub6vvCSaM1qb9pa3o2_250.gif 
Następnie - rzecz, która bardzo mnie boli. Seksualizowanie ciała kobiecego. Nie wydaje Ci się to problemem?
Sutek to sutek, męski - proszę bardzo, kobiecy? BÓJ SIĘ BOGA TY EROTOMANIE.

Chciałabym się odnieść do powyższego rysunku i dyskusji w komentarzach jaką wywołał na tumblrze, ktoś zaoponował, że kobiece piersi są organem seksualnym [a męskie to już nie] co jest absolutnym szczytem głupoty. To kultura uczyniła je czymś seksualnym, przedmiotem pożądania. Piersi u każdego ssaka służą do KARMIENIA MŁODYCH, nie są organem seksualnym. Przytaczam tu argument o dojeniu krowy - skoro piersi kobiece to organ seksualny ==> wymiona u krowy również są organem seksualnym, wniosek? Dojenie krowy jest aktem seksualnym!
Ponadto, co zrobił rynek reklam z kobiecym ciałem? Zniżył je do rangi przedmiotu, chwytu marketingowego, który przynosi zysk.
Dla przykładu, zdjęcia z kampanii reklamowych marki American Apparel
To smutne, naprawdę, smuci mnie to. W co drugiej reklamie dla panów kobiety świecą cyckami, to jest okej, ale kobieta nie ma prawa do własnej seksualności, ona ma być bierna, to faceci decydują o jej życiu seksualnym. Ciało kobiece jest demonizowane, sprowadzane do bycia równoznacznym z grzechem. W telewizji można zobaczyć nagie męskie torsy, w kontekście, który od seksu jest milion lat świetlnych [patrz. reklamy antyperspirantów, gdzie dzielny mężczyzna wspina się po górach], a na kobiece ciało natomiast nakładane są zakazy i nakazy, ale kiedy dochodzi już do jakiejś nagości, kobieta zawsze przedstawiona jest wtedy w sytuacji jeśli nie stricte seksualnej, to już mocno dwuznacznej.
Kobieta, która jest świadoma swojej atrakcyjności najczęściej nazywana jest pustą, zadufaną w sobie, itp., jak nie gorzej. Kobieta, która natomiast miewa problemy z akceptacją siebie, poczuciem własnej wartości znów jest attentionwhore [kocham język angielski, za to, że są w nim słowa, które tak dokładnie oddają stan, o którym chcę napisać], ludziom wydaje się, że szuka ona w ten sposób uwagi [oczywiście, że są takie kobiety (ale i mężczyźni także!), które są fałszywie niepewne siebie (or sth like that)] i patrzą na nią z pogardą. Tak źle, i tak niedobrze. Przez lata ukształtował się mimowolny pogląd, że kobieta ma spełniać standardy, wyglądać i zachowywać się w pewien określony sposób. Każde odstępstwo od "normy" jest surowo, a także szeroko komentowane.
Zazdroszczę mężczyznom pod tym względem, ponieważ oni oceniani są [czy to przez pracodawcę, czy też innych ludzi] po kompetencjach, czasem zachowaniu, a nie głównie po wyglądzie [choć i tu są wyjątki]. Zazdroszczę im, bo bywają kobiety, które za przeproszeniem, w dupę sobie mogą wsadzić swoje dyplomy, magistry i doktoraty, bo mają nieodpowiedni dekolt [za mały/za duży, różnie bywa].
Gwałty. Poruszenie tej kwestii było nieuniknione. Mimo, iż ani ja, ani nikt z moich bliskich nie doświadczył takiej traumy czuję rozdzierający ból, kiedy pod informacją o zgwałconej dziewczynie pojawiają się komentarze "sama tego chciała"/"upiła się, to ma za swoje"/"PROWOKOWAŁA wyglądem". JA PIERDOLĘ, jak można być tak głupim?! Rzadziej, choć zdarzają się również takie sytuacje, słyszy się o zgwałconym mężczyźnie, tu również pojawiają się niewybredne uwagi w stylu "co to za pizda z tego gościa? powinien się cieszyć, ze poruchał".  
To także powoduje u mnie opadnięcie szczęki na podłogę i "podziwianie" debilizmu. Kochani, każdy człowiek jest panem swego ciała, nie znaczy nie. Krótka spódniczka nie znaczy "wyruchaj mnie niezależnie od tego, co mówię". 
Polecam ten spot, jest świetny. Fantastycznie ukazuje to, co chcę Wam przekazać.

Kolejna rzecz. Mało wiem o tym temacie, dziecka nie mam, młodszego rodzeństwa również nie, ani nawet małych dzieci w bliskiej rodzinie. Mam na myśli wychowywanie dziecko w duchu STAROPOLSKICH ZASAD [circa średniowiecznych]. Chłopcy lubią autka, roboty, strzelać z procy i chodzić po drzewach, mali, odważni odkrywcy. Typ rozrabiaki. Ledwo przechodzący z klasy do klasy, ale to okej, chłopcy nie mają głowy do nauki przecież. Okazywanie uczuć jest złe, chłopczyk ma być twardy. Stuprocentowy mały mężczyzna.; dziewczynki natomiast bawią się lalkami, urządzają podwieczorki dla misiów, są płaczliwe i spokojne. Ułożone. "Dobrze wychowane". Dziewczynka nie może być agresywna, brzydko się wyrażać. Od małego wpaja im się tzw. "maniery" - tatuś/bracia są święci, ty sprzątasz, ty im usługujesz, ustępujesz, masz być cicha i miła, nigdy się nie unosić, nie krzyczeć - broń Boże! Z wiekiem dowiadujesz się, że to gotujesz, prowadzisz dom, a największym Twoim obowiązkiem jest spełnianie zachcianek Wielmożnego Pana - czyt. twojego przyszłego męża. Dziewczynki nie wspinają się na drzewa, mają ładne pismo, dobrze się uczą, powinny być nieśmiałe. Jednocześnie mają dbać o urodę, by być ozdobą swego Pana i Władcy, aczkolwiek nie może to oczywiście kolidować z usługiwaniem Mężczyźnie, Który Był Tak Dobry i Wziął Ciebie, taką Brzydką i Nic Niewartą za żonę. To może lekka hiperbola. Ale można to zauważyć. Chłopca wychowuje się na samca alfa, nie robi mu się problemów o rozdarte spodnie, siniaki na kolanach czy umorusaną buzię, on może, bo jest chłopcem - "chłopcy tak mają". To smutne, że już od najmłodszych lat przypasowywane są nam etykietki, jesteśmy wkładani do szufladek. Chłopczyk ciągnie dziewczynkę za włosy - to wyraz sympatii twierdzą dorośli. Oczywiście, tak tak, a co jeśli robi to coraz częściej, starając się zadać ból? Jeśli już na ciągnięciu za warkocze się nie kończy, a przechodzi do ofensywy słownej? Dziewczynka najczęściej nie wie, że powinna walczyć o to, by zaprzestał tego, bo wmawia się jej, że to jest w porządku. Kobiety są uczone by być pasywne, a mężczyźni, że to oni muszą dominować, bo inaczej coś z nimi nie tak. a co jeśli jest na odwrót? Jeśli mamy spokojnego chłopca, który woli czytać książki zamiast bić się na miecze z kolegami? Co jeśli jest dziewczynka chodząca po drzewach i biegająca za piłką? Co jeśli brat bierze lalki siostry, kiedy ona podbiera jego autka? Błąd w systemie. Chłopca wygania się siła do męskich zajęć, a dziewczynce zmienia jeansy na sukieneczki z falbaneczkami. Bo tak powinno być.

 
***
Sprawa odmiennej orientacji seksualnej. Dostałam pytanie na asku - jakiej orientacji jestem. Niby nic, ale troszkę zmotywowało mnie to do napisania w końcu tej notki. Niby mogłabym zwyczajnie odpowiedzieć, ale chwila chwila. Co kogoś postronnego, kto mnie nie zna? [albo zna i boi się zapytać wprost] interesuje kto mnie pociąga. Z kim sypiam. Co lubię. KOGO TO INTERESUJE? To chyba moja/mojego partnera sprawa. Seksualność jest rzeczą osobistą, O-SO-BI-STĄ.
Orientacji seksualnej się nie wybiera. Pomalowanie pokoju chłopca na różowo nie uczyni go gejem, tak samo zabawa lalkami. Po prostu przyjdzie moment, w którym dojdzie do niego to, że "cholera, podobają mi się faceci",a  potem być może "kurde, lubię mieć kutasa w dupie". Wybaczcie, że tak obcesowo, ale inaczej się nie da. Na pytanie "a skąd wiesz, że jesteś homo/bi/cokolwiek? próbowałeś?" - "a skąd Ty wiesz, że jesteś hetero? Musiało dojść do seksu?". Zazwyczaj odpowiedź to nie. Jest wiele krzywdzących mitów na temat homo/biseksualizmu, Sad napisała dwa bardzo dobre teksty o tym jak to jest być homo? a także najpopularniejsze stereotypy o lesbijkach, macie tu linka, ja pozwolę sobie zacytować fragment, który jest odpowiedzią na najczęściej zadawane, homofobiczne pytanie: "a co jak gej/lesbijka upodoba sobie kogoś, kto jest hetero?" Sad napisała "Kobiety heteroseksualne są koleżankami, znajomymi, a nie obiadem.". Na jej drugim blogu jest także notka "Jakich pytań nie zadawać?" w niej poruszyła już nie tylko temat homoseksualizmu, ale także ogółem, seksualności człowieka, a także transseksualizmu, i niezręcznych pytań, które czasem padają, a nie powinny.
Tak samo jak heteroseksualna osoba nie "rzuca" się na każdą napotkaną osobę przeciwnej płci, tak samo osoba homoseksualna nie chce "zaliczyć" każdego przedstawiciela swojej płci. Znam osoby homoseksualne, znam osoby biseksualne; zarówno dziewczyny jak i facetów i jakoś nigdy nie zaobserwowałam, żeby którekolwiek robiło coś wbrew drugiej osobie. Częstszym zdarzeniem wydaje mi się działanie na odwrót właśnie - dziewczyny nachalnie podrywające zdeklarowanego geja, czy też faceci próbujący usilnie przekonać lesbijkę, że "dobrego rżnięcia w życiu jeszcze nie miała".
Notka dla ludzi, których mam w znajomych, a to czytają: jeśli jesteś pierdolonym, nietolerancyjnym homofobem, to z łaski swej wejdź na facebooka i usuń mnie ze znajomych. 
Nie chcę robić tutaj żadnej homopropagandy, ale naprawdę, to, co się dzieje to przesada. Nie wiem czy wiecie skarbeńki, ale w starożytnej Grecji za uświęcone uważano związki dwóch mężczyzn? Najczęściej mieli oni żony, aby mieć potomstwo, ale modelowym przykładem miłości była ta, pomiędzy mężczyznami. Bycie homo/bi, to nie taki nowy wynalazek więc.
Kolejnym aspektem, o którym chcę wspomnieć są zalegalizowane związki partnerskie. Kochani, to, że ludzie o odmiennej orientacji mają święte prawo do zalegalizowanych związków jest oczywiste, ale chyba nie dla wszystkich. Odmienna orientacja seksualna nie jest chorobą zakaźną. Waszym dzieciom od widoku dwóch panów trzymających się za rękę nic się nie stanie. O całowaniu wypowiadać się nie będę, bo ogółem nie lubię ostentacyjnego"ślinienia się" w miejscach publicznych. Tu już nawet nie chodzi o sam akt, który dla niektórych jest ważny, a dla innych być może trochę mniej, ale o konsekwencje prawne! O stan zdrowia, na wypadek pobytu w szpitalu, może być poinformowana tylko osoba z rodziny - partner/partnerka, mimo iż nawet wieloletni - nie, spadek - jeśli osoba, z którą spędziło się całe życie, w niezalegalizowanym związku nie napisała testamentu to nici z czegokolwiek, bo nie jest się rodziną.
 adijusttryingtosavetheworld:

icaylasweetheart:

Take the time to read through. This is the most beautifully sarcastic thing I’ve ever read.

what are people so afraid of. 
Adopcja dzieci przez pary homoseksualne nadal jest kwestią sporną, badanie nie wykryły jakichkolwiek odchyłów od normy w zdrowiu psychicznym dzieci wychowywanym przez rodziców tej samej płci. Mitem jest, że dziecko gejów/lesbijek również będzie homo.
Drodzy czytelnicy, jeśli jeszcze macie jakieś wątpliwości to chciałabym podsumować ten wątek tym, że:
a) seksualność jest osobistą sprawą każdego człowieka.
b) osoba homo/biseksualna nie napadnie na Ciebie i Cię nie zgwałci.
c) oficjalne związki partnerskie - 3 x TAK.
Choroby psychiczne/zaburzenia osobowości itp. Może nie wszystkim wiadomo, ale mam zdiagnozowaną depresję i zaburzenie osobowości typu borderline + jeszcze parę innych rzeczy, o których nie do końca chcę/potrafię mówić. Nie jest to tajemnica, że się leczę. Jeśli więc chcecie kogoś wytykać palcami za to, że jest świadomy swoich problemów, swojej choroby i udał się z tym do specjalisty to proszę, zróbcie to. Wyśmiewaj i wytykaj palcem każdego człowieka, który ma problem zdrowotny - może złamaną nogę - o, patrzcie go, złamaną nogę ma, poszedł do ortopedy, co za świr. Tak, tak właśnie wygląda. Wizyty u psychologa/psychiatry nie różnią się niczym od wizyty u lekarza jakiejkolwiek specjalizacji. Zasadnicza różnica między psychiatrą, a psychologiem polega na tym, że psychiatra jest dyplomowanym lekarzem, co za tym idzie, może przepisywać leki. Mentalność naszego kraju mnie przeraża, inny - gorszy, problemy z psychiką - od razu najgorszy z najgorszych, żółte papiery, świr, do psychiatryka, a najlepiej do Auschwitz od razu. Smutne, ale prawdziwe. Nie mówię tego w swoim imieniu, bo ja powoli wstaję na nogi, po latach emocjonalnej autodestrukcji, ale dla innych, którzy być może są w Waszym otoczeniu, a są na początku tej drogi. Odrestaurowanie psychiki jest naprawdę zadaniem trudnym, w dodatku ta konstrukcja jest bardzo niestabilna, jak domek z kart.
O rasizmie mówiono i pisano już wiele. Niestety, sytuacja, która wydarzyła się w Stanach - policjant zastrzelił, a właściwie powinnam napisać kilkakrotnie strzelał do nieuzbrojonego, czarnoskórego osiemnastolatka, który niczym nie zawinił ukazało nam, że jest jeszcze wiele do zrobienia. Nie rozumiem ludzi, którzy tworzą mity i stereotypy rasowe/narodowościowe. Nie rozumiem i zapewne nigdy nie zrozumiem. Kto zagłębił się w sprawę ten wie, kto nie, polecam komentarz poniżej.
Kończąc już tę przedługą notkę chciałabym wspomnieć o religii - jestem osobą niewierzącą, ale szanuję wszystkich PRAWDZIWYCH wyznawców jakiejkolwiek wiary, a nie takich na pokaz. Szanuję katolików, muzułmanów, buddystów, ewangelików, świadków Jehowy, prawosławnych, i każdego innego człowieka. Jednakże, nie będę tolerować prób "nawracania" mnie, możemy dyskutować o Twojej religii, nawet bardzo chętnie, lubię dowiadywać się nowych rzeczy, słuchać o zwyczajach i obrządkach, ale wiara jest również OSOBISTĄ sprawą. Ja nie przekonuję do bycia ateistą, Ty mnie nie przekonuj do wiary. W kręgu znajomych mam mix religijny - katolicy, protestanci, jehowi, agnostycy, ateiści, deiści i z wszystkimi potrafię się dogadać, trzeba tylko chcieć.
***
Dziękuję, jeśli przeczytaliście, najprawdopodobniej jest to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie w życiu napisałam. Jest to mój jebany manifest, którym chcę pokazać ludziom, że inne nie znaczy gorsze.



You Might Also Like

3 komentarze

  1. O jeju, przeczytałam ponad połowę, a drugą na wyrywki.
    Rzeczywiście długa notka i widać jak długo nad nią pracowałaś.
    Oczywiście we wszystkim się zgadzam i jestem taka jak ty. Może nie we wszystkim... "sprawy religijne" xd ale tak to wszystko dobrze napisałaś! Ten kto to przeczyta powinien troche pomyśleć.

    blog-blogerek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały twój tekst jest o tym, za czym są prawdziwe feministki, a jednocześnie ulegasz seksistowskiemu wyobrażeniu, że feministka to nieładne słowo (ba, nawet nieironicznie używasz określenia "feminazistka", co dla mnie jest nieco śmieszne), podczas gdy sama definicja feminizmu głosi, iż jest to pogląd zakładający równość. Equalism i feminism to jedna i ta sama rzecz, druga nazwa wywodzi się po prostu z tła historycznego tego ruchu. Bardzo mi przykro, ale jesteś feministką z krwi i kości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć czemu ulegam i co myślę, dziękuję za tę informację :)

      Usuń