xx1398xx. zapiski śródnocne.

01:30

Odnalazłam dziwny spokój w trakcie sprzątania; porządkowanie rzeczy daje mi pewien rodzaj wyciszenia, które jest mi tak bardzo potrzebne... Ostatnimi czasy czuję, jakbym się postarzała o kilka lat. Ma to oczywiście swoje plus, ale i minusy. Jestem bardziej zmęczona, ale żyję w jako takim spokoju, myślę, że dojrzalej postrzegam niektóre sprawy, aczkolwiek nie zawsze umiem jeszcze się odpowiednio zachować. Cóż to znaczy odpowiednio? Tak, bym czuła, że robię wszystko w zgodzie ze sobą, bez dylematów moralnych.
Chciałabym znaleźć więcej czasu na czytanie książek, to jest mi potrzebne. Jak widać z pisaniem idzie mi całkiem nieźle - jest dosyć regularnie ostatnio, czasem nawet zdarza mi się napisać coś dłuższego. Polubiłam spokój, to nie znaczy jednak, że przestałam być choleryczką, i że straciłam zainteresowania i pasje, które doprowadzają mnie czasem do skrajnych emocji.
Chyba dorastam, chyba się starzeję, ale to nadal wywołuje we mnie ambiwalentne uczucia; z jednej strony kurczowo trzymam się tej swojej "młodości", a z drugiej chcę już potrafić dobrze zarządzać swoim życiem. Bycie pseudoartystką, duchem lawirującym pomiędzy przyziemnymi umysłami i ludźmi skupiającymi się na fizycznym aspekcie bytu bywa przyjemne, jest przyjemne, ale ileż można? Nie chcę całkowicie tego stracić, ale czuję, że to czas, w którym moja odpowiedzialność i rozwaga winny się rozwinąć w jak największym stopniu. Racjonalne myślenie mi służy. Jeśli porwałam się na zaangażowanie się w bardzo intensywny sposób w życie szkoły sama muszę dojść do ładu. Nadal pozostanę księżniczką chaosu, nadal będę doceniać piękno poezji i literatury, żyć metaforami, ale biorę na siebie, na swoje barki, nie lada obowiązki, które zamierzam godnie wypełniać. Nie chcę robić czegoś połowicznie, stuprocentowe oddanie, albo nic. Może skala zero-jedynkowa, ale nie ma miejsca na badanie odcieni szarości.
Jestem tu i teraz, u progu dorosłości; za niedługo będę dokonywać poważnych decyzji. Infantylność, choć podobno warto zachować jej minimalny ułamek w swoim umyśle, jest mi zbędna. Zachwycanie się życiem i swoim otoczeniem tak, jak robi to dziecko uznawane jest za składnik bycia szczęśliwym, ale, czy na pewno? Wielu ludzi to potwierdza, ale jakoś zauważyłam, że to, co odnosi się do ogółu, rzadko sprawdza się u mnie. Wolę osiągnięcia niż idealizowanie banałów.
Oczywiście, że są momenty, w których nie liczy się nic innego prócz celebrowania chwil, w których jestem absolutnie szczęśliwa, bo te momenty są. Nie przynosi mi ich szkoła, czy sukcesy, ale ludzie. I w te znajomości inwestuję swój czas, swoje serce i uczucia. Tyle mi wystarczy. Aż tyle i tylko tyle.
Mimo wszystko nauczyłam się być szczęśliwa.
Od czasu do czasu.
Tyle, to nawet mi nie zaszkodzi.

You Might Also Like

0 komentarze