xx1435xx. nocne mruczenie.

23:22

Przeglądając dzisiejsze statystyki jestem pod wrażeniem, obroty zwiększyły się prawie czterokrotnie, wszystko, ze względu na felieton.
K twierdzi, że ludzie i tak będą gadać, nieważne co powiem, a ze mnie jest "twardziel i inteligent". Żarty się go trzymają, wybitnie.
Ale chyba to jest efekt uboczny tego, że jestem w jakimś stopniu kontrowersyjna, głośna i mówię, co myślę, bez filtrów "poprawności politycznej". Zazwyczaj.
Z wiekiem musiałam nauczyć się "zachowywać".
Ostatnie miesiące ogółem są jakieś szalone, czuję się, jakbym do tej osiemnastki miała pięciokrotnie zmądrzeć jeszcze [5*0 to nadal 0, hahah, Majzner, jakaś Ty zabawna].
Powinnam właśnie pracować nad fizyką, ale mam taki nicmisięniechcyzm, że najchętniej poszłabym spać.
Nie poszłam na pierwszy termin z polskiego, więc wyczuwam pogrom na drugim terminie. Jednakże, oświecenie jest przyjemną epoką w porównaniu z barokiem i jego twórczością, za którą nie przepadam [prócz Naborowskiego i jego wszechobecnego vanitas oraz Morsztyna z tą kunsztowną polszczyzną i puryzmem], a już na pewno oświecenie milsze jest niż romantyzm. Romantyzm przyprawia mnie o napady paniki i nerwicę.
***
Ludzie wchodzą i komentują i nie mają pojęcia. Nie wiedzą ile razy musiałam wchodzić przez okno, bo drzwiami mi nie było wolno. Ile razy słyszałam, że jestem młoda i głupia i powinnam porzucić marzenia i nadzieję. Zapomnieć o planach i poskromić swoje chore ambicje.
Ciągłe pytania po co mi to, czy tamto w moim życiu wyprowadzają mnie z równowagi. Od kiedy panuje moda na ustawianie życia ludziom, których się praktycznie nie zna?
Mam szczęście do skrajności, znam ludzi mocno niecodziennych i często obcuję z abstrakcją, ale nie.
To wszystko jest w mojej głowie.
Dziś w sumie nie mam marzeń za bardzo, nadziei również mi brak. Zostały plany i ich realizacja.
Marzyłam, żeby żyć w drugiej połowie XIX w. Poznać Baudelaire'a i w przesadnie ozdobnej sukni biegać po Montmartrze po wypiciu zbyt dużej ilości absyntu.
Marzyłam, by w końcówce lat 50. XX wieku, turkusowym cadillakiem przemierzać bezkresne drogi USA.
Ale wiem, że to niemożliwe, że to nigdy nie będzie rzeczywiste, mogę bawić się w przebieranki, ale zawsze wolałam żyć naprawdę.
Marzyłam, żebyśmy, K i ja, trwali wiecznie. Marzenia są niestety jak bańka mydlana i to, że jesteśmy, to nie zasługa nocy spędzonych na imaginacji, lecz wspólna praca nad sobą i relacją, w zamian za wszelkie trudy i niedogodności mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa, nieważne co.
Z wiekiem robię się coraz bardziej obojętna na to gadanie, zasługa K, powinny nas obchodzić tylko sprawy ważne, ale jednak ta część mnie, w gorącej wodzie kąpana gdzieś tam jest. Czasem się odzywa, dobrze, że to następuje coraz rzadziej.

(100+) Tumblr
to jest jedno z takich większych marzeń, ale myślę, że realne.

You Might Also Like

0 komentarze