xx1436xx. mon.

13:23

Z każdym krokiem opuszczały mnie siły, zdrowie i opanowanie.
Stukot moich obcasów rozbrzmiewał na pół tej maleńkiej szkoły, aż w końcu dopadłam sali numer 12. Uchyliłam drzwi i zastałam w niej dzieci piszące sprawdzian, ale mogłam wejść. Miałam ten przywilej, że zawsze mogłam wejść i już z pozycji kogoś obcego spoglądać na to, jak przyszłość naszego narodu mierzy się z matematyką.
Widziała, że coś się stało, ja nawet nie próbowałam ukrywać, nie widziałyśmy się 4 miesiące, ale to nic. Wiedziałam, że w tym śmiesznym budynku mam drugą matkę, kogoś, kto rozwieje moje wątpliwości i wspomoże, w tak trudnym czasie. Z tym, że ostatnio już nie czuję się jak dziecko, bo spogląda na mnie jakbym była dorosła, lecz wciąż mówi "moja".
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na jedno, to wszystko skończy się jak "Czarny łabędź", będę na scenie. Okoliczności, w których się znalazłam nie pozwalają mi na odpoczynek. Jestem chora i wycieńczona [but there's no rest for the wicked], ale priorytetem zawsze był Frycz. To jest słuszny wybór, odpowiedzialny, godny osoby dorosłej.

You Might Also Like

0 komentarze