xx1509xx. Cuda wigilijne.

17:59



            Kolacja wigilijna właśnie dobiegała końca, telefon wydał dźwięk sygnalizujący przyjście wiadomości – to od niego – uśmiechnęłam się. „Dziś stanie się cud, stay tuned”. Kolejny uśmiech – tak bardzo w jego stylu – ale cóż to miał być za cud?
            Cudem była kawa o 23:45 w noc poprzedzającą jedno z najważniejszych chrześcijańskich świąt. Cudem było wpatrywanie się w siebie w środku nocy. Cud leżał obok mnie i niezmiernie bawiła go moja śpiąca mina. Tak bardzo, że postanowił posłużyć mi za poduszkę. Znów byłam w moim ulubionym miejscu, w ramionach, z głową przy sercu. Dwa tętna znów się ze sobą zmieszały, wyrównały, połączyły i stanowiły jedność. Odurzałam się wonią bliskości będąc spleciona z moją jedyną świętością niczym wąż ze swoją ofiarą. „czemu tak ciężko oddychasz? Duszę Cię?” – wyrwana z zamyślenia potrząsnęłam tylko głową i powróciłam na swoje miejsce – co miałam powiedzieć? Że nawet gdybym się dusiła to nic by mnie to nie obchodziło? Że liczy się dla mnie tylko to ciepło i spokój?
            Nie wiem jakim cudem doszła do nas świadomość, że musimy się rozdzielić, że to jeszcze nie są czasy naszego wspólnego domu na wschodzie. „chcę zostać do rana”, och, i jakże ja tego chciałam. Patrzył tylko na mnie i ironicznie zapytał czy mi czegoś potrzeba, a ja równie ironicznie wypowiedziałam te same słowa czyniąc dokładnie ten sam gest, co prawie osiem miesięcy wcześniej, sprawdzałam czy pamięta. Pamiętał.
 Jednak, co ma być złączone nie ulegnie przeszkodom, prawda? Resztę nocy i tak spędziliśmy rozmawiając.
            Nie pamiętam zbyt wiele z reszty dnia, bo w myślach miałam, że jutro znów wrócę do mojej ukochanej przestrzeni życiowej. Tymczasem narzuta i koc nadal pachniały boskością. Chyba zrodziło się we mnie ponownie szaleństwo, nic tak naprawdę nie było/jest/będzie ważne. Tylko my i my i my, i my. Gdzie się podziała moja siła? Gdzie moje ambicje?
            Jestem jak bohater romantyczny, ciągle rozdarta pomiędzy wielkimi wartościami, chcę się spełniać w obu, ale jednocześnie żadnej nie stracić. Spragniona i stęskniona bezpieczeństwa, które odnalazłam w tym człowieku byłam w stanie myśleć tylko o tym, by powrócił do mnie, do naszej kryjówki przed światem, samotni, w której razem, w idealnej symbiozie po prostu jesteśmy. Wyłączyłam się z życia, licząc godziny, aż znów się zapomnę. Jednakże czasami powinniśmy porządnie się zastanowić, czego sobie życzymy.
Bo to może się spełnić.

You Might Also Like

0 komentarze