xx1584xx. Szaleństwa nocy letniej.

00:21



Jestem szalona, w pełni świadoma to mówię, w każdym aspekcie. Bo proszę pana, proszę pani również, ja jestem jednostką wybitną, ja myślę inaczej, i nie, egotyzm przeze mnie nie przemawia, albowiem ten świat, i ludzie na nim są zgoła inni ode mnie. Myśli ostatnio pozostają w mojej głowie, tylko ja je przetwarzam, nie dzielę się już nimi prawie w ogóle. A huczą te myśli mojej spracowanej głowie bardzo dziko. Nieznośnie głośno. Czy ja wariuję? Czy ja zwariowałam?
Towarzyszy mi zmęczenie, cały czas, nieważne ile sypiam. Wracam do starego trybu – oglądam 1 z 10, podbudowuję się, że z wiedzą ogólną u mnie całkiem nieźle, wracam do swoich obowiązków – kto by pomyślał – systematyczna w miarę] praca z polskim i matematyką tu mi lepiej wychodzi] przynosi efekty. Jednak czuję się marnie, choroba mnie łapie, zasypiam prawie wszędzie. Jem chrupki Monster Munch, które kojarzą mi się ze wczesnym dzieciństwem, mieszam to z kofeiną i całkiem dorosłymi papierosami. Jednak z pewnością nie mam umysłu dziecka. Dziecko jeszcze nie postrzega drobnych czynności, np. takich jak oddychanie, jako wyznacznik swojej śmiertelności – ja czasem myślę o tym, że każdy oddech przybliża mnie do zgonu. Limes przy x dążącym do nieskończoności…
Odległe wydają się te czasy, gdy rozumowanie było pozbawione tego kluczowego elementu – zrozumienia – czego ja właściwie chcę, co ja właściwie mam zrobić. Chyba przez to poznałam, że się postarzałam. Z wiekiem jestem nieco bardziej wyważona, jeszcze mocniej uwydatnił się mój indywidualizm, moje skrajności oddaliły się od siebie znacznie, przez co szybuję dłużej, ale i uderzam mocniej. Jestem bezkompromisowa w tym, co robię, ale nie drę już szat, nie załamuję rąk nad ludzkością; po prostu się odsuwam, pozwalam ludziom zbijać własne trumny, patrząc na to już bez smutku, a jedynie jak na oczywistą oczywistość. Nie moim zadaniem jest nieść kaganek oświaty i próbować na siłę otworzyć oczy ślepcom. Nie, ja nie zbawiam nikogo, nawet siebie nie mogłam. Nie po drodze mi niebo, nie po drodze mi piekło, muszę tu zostać, wieczna. Jako przykład. Jako ktoś, kto teoretycznie nie zmarnował sobie życia, bo ambicja wzięła górę, bo pomógł wrodzony talent do spadania na cztery łapy. Ale czy ja jestem szczęśliwa? Jedynie w skończonych momentach. Na razie uczę się oddychać bez sznura na szyi, bez kamienia zamiast serca, powietrzem zamiast chloroformem.

You Might Also Like

0 komentarze