xx1627xx. Kultura szpagatowa u stołu

00:17

Bywa i tak, że mimo własne niechęci ubierasz tę cholerną sukienkę, malujesz się, układasz włosy - wychodzisz do ludzi, bo trzeba, bo wypada, bo musisz iść na przyjęcie urodziny babci, choć wiesz, że wyjdziesz z niego z wyrazem zrezygnowania i zawodu gatunkiem ludzkim na twarzy.
NO CÓŻ.
Scenariusz co roku ten sam, tylko ja wchodzę z bardziej zaciętą miną.
Ledwo przekroczę próg [warto tu dodać, że wchodzę na trzecie piętro w butach, przy których zakupie głównym kryterium była estetyka, nie wygoda], z rękami pełnymi prezentów, już się na mnie ktoś rzuca. Cudem łapię równowagę, składam jakieś mało składne życzenia i marzę, żeby przestano mnie dotykać, przytulać, witać, ludzie, dosyć - moja przestrzeń prywatna i intymna zostaje pogwałcona przez tak zwaną "rodzinę", bliższą, dalszą, emocjonalnie mi odległą o miliony lat świetlnych. Mam ochotę zacząć krzyczeć, nie chcę, nie lubię, obcy a kysz! Ale spoufalanie się z obcymi to nie najgorsza część tego cyrku.
Większość mieszkań w blokach ma do siebie to, że następuje w nich kondensacja - pomieszczenia są łączone, tudzież salon zagracony zostaje wielkim stołem, dookoła którego ledwo można ustawić krzesła, a gdy siedzą na nich goście to o przejściu można zapomnieć, no chyba, że przeprosisz ciotkę, wujka, czy inną stryjenkę by na chwilę przestali drapać talerzyki swoimi widelczykami z okruchami ciasta [Albo o zgrozo, łyżeczkami. Jestem przewrażliwiona na punkcie posługiwania się sztućcami, ich ułożenia, etykiety przy stole ogółem.]. Kopernik zatrzymał słońce i poruszył ziemię, Ty natomiast poruszasz się w szczelinie pozostawionej przez ciotkę Jadźkę, która mimo próśb nie ruszy się ani o milimetr.
Kiedy kontemplujesz nad swoim życiem próbując nie zauważać wujka swego ojca [chyba, ja już nawet nie znam tych powiązań] plującego biszkoptem we wszystkie strony świata, przychodzi ci do głowy myśl "jakim cudem jestem tu, w tym właśnie miejscu, w którym nie pasuję tak bardzo, że to aż boli? czy to jakiś chory żart?". Ale siedzisz, zgromadzenie ciotek w drugim pokoleniu przypatruje ci się jak stado sępów, ich spojrzenia krążą wokół ciebie i po tobie jak rzeczone ptaki nad padliną. W końcu dziękujesz za jakieś tam pseudokomplementy. Wymieniasz uprzejmości, sztuczne to jak chipsy jabłkowe o smaku malinowym z dodatkiem marchwi, ale w tych salonach [sic!] co innego byłoby obrazą narodu. Wujaszek nadal się pluje, ja natomiast jestem coraz bardziej zdegustowana.
Po serii pytań o życie zawodowe [w moim wypadku - fantastyczna i światła kariera naukowa, jaką mam zamiar dopiero prowadzić], następnie dyskusja o prawie jazdy [Ty przecież zdajesz w tym roku!] i o tym jak bezsensowne są nowe reguły egzaminów - do przeżycia. Na szczęście nikt nie pyta mnie o moje związki, czy tam inne pierwiastki, pewnie bym przestała być urocza, chłodna, powierzchownie miła. Tak, przyznaję się, utarte grzeczności, kurtuazja są dla mnie równie istotne, co górnolotnie nazywane, BYCIE PRAWDZIWYM. Jestem w tym prawdziwa, umiem się zachować stosownie i z komentowania zachowań, bądź też konfrontowania samych zainteresowanych nikt nie miałby korzyści - byłoby to źle przyjęte, mimo, że to prawda. Teraz również nie piszę skargi czy też zażalenia, przyjęłam do wiadomości, iż ta akurat komórka społeczna się nie zmieni i basta. Po prostu obserwuję, oczywiście, że nie stronię od ironii, sarkazmu czy czasem cynizmu, ale to raczej majznerus ridens - wytrzymać muszę dwa razy do roku, trochę obcuję sobie z wiejskim absurdem, wierzeniami zakorzenionymi gdzieś ze sto lat temu i przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Po tym quizie pod tytułem "Barwne i awanturnicze życie panny N wcale takie nie jest" następują monologi poszczególnych ciotek - dowiadujesz się wszystkiego o wszystkich, życie każdego z licznego kuzynostwa zostaje przywołane - najważniejsze wydarzenia, nowe związki rodzinne, choroby. WSZYSTKO.
W końcu jednak musi nastąpić ten moment, w którym tematy "grzeczne" się kończą i wkraczamy na pole bitwy. Wtedy nawet golonko, ani pieczeń ze śliwkami nie są w stanie zatkać armat, w które zamieniają się ludzie siedzący przy stole. Rzecz ciągle dzieje się na Śląsku, przy stole jedna tylko osoba"nie-hanys", ciotka ojca Jadwiga, która ostatnie 50 lat spędziła tutaj, jednakże nadal ma silny, wschodni akcent i zachowała swe obyczaje - ona więc milczy przy pierwszym zapalniku - kopalni. Potem płynnie przechodzimy do historii [A ZA KOMUNY BYŁO LEPIEJ!!!!], Hitlera [wujka Bernata pięknie podsumowała ciotka Krystyna, jego żona "a pierdolisz!"], stąd już bliziutko do polityki - tu zaczynam swoją partię - jestem feministką i interesuję się polityką, ponieważ według mnie najgorszym, co może być jest ignorancja - zwłaszcza dla młodego człowieka, ponieważ będzie w niej dłużej żył. Nie obawiam się wygłaszania swoich poglądów, przestaję być poprawna, nic w tym złego, zdarza mi się podnosić głos, przedzierać się przez irytujące szmery - sama param się polityką, w mikroskali, ale zawsze. Zaczynają się bitwy, wojny, zahaczamy o religię. Wszystko jednak prowadzi do tego samego wniosku - ludzie tak bardzo boją się o swoje dupy [właściwie, emeryturki], że nie myślą o dobru ogółu - o świecie, w jakim przyszło żyć ich potomstwu, w pierwszym, drugim pokoleniu - kogo to interesuje - byle pieniądze są. Nie mówię, że nie - sama zamiast płakać w PKSie wolałabym robić to w Lamborghini, ale gdzieś z tyłu głowy mam to, że ja tu żyję, jeśli będę miała jakieś dzieci, to chciałabym lepszego świata dla nich, ale żeby świat był lepszy, to musi być wola, chęć pracy, i działanie, a nie tylko, jak do tej pory zawsze było - czcze gadanie.
"Gówno prawda" skwitowałaby to ciotka Jadwiga - już używała w dniu dzisiejszym, a właściwie wczorajszym, tego stwierdzenia parokrotnie. Nie mam nic do "łaciny kuchennej", sama jestem znana z tego, że poniedziałek rano w moim wykonaniu, to na 90% wiązanka przekleństw, ale litości! Brak poszanowania do rozmówcy to już... Może na szybko jednak zdefiniujemy sobie co ja rozumiem przez poszanowanie rozmówcy: a) nie oznacza to tego, że uważa się tę osobę za autorytet; b) szanuje się tego człowieka jako byt ludzki posiadający pełnię praw; c) nie obraża się, nie wyśmiewa jego/jego poglądów; i co dla mnie najważniejsze - d) NIE PRZERYWA SIĘ KOMUŚ W POŁOWIE ZDANIA. Dobrze wychowany człowiek się tak nie zachowuje.

Z tym Was zostawiam.
Największa Snobka w Mieście

You Might Also Like

0 komentarze