xx1645xx. Dla ojca chrzestnego - S. I. W.

19:00

Tego roku zima nadeszła wyjątkowo prędko i niespodziewanie,
Czy za jej zapowiedź można było brać pojedyncze listki spadające z drzew podczas wichury?
Ojcze chrzestny, miałeś rację mówiąc, iż [my] 
"Wszyscy jesteśmy wariaci, chcący uciec za jaką bądź cenę od rzeczywistości.
I ta wiosenna ucieczka, kiedy Twój wzrok odbijał się od moich oczu, niby promienie słońca od mlecznych fragmentów skóry uwolnionych z kajdan ciepłych swetrów.
I to letnie nienasycenie; na granicy obłędu; kiedy oddech Twój onieśmielał i wzbudzał dreszcze, niczym chłodny wiatr muskający plecy w gorący dzień.
I te noce, kiedy otaczała nas cisza przerywana tylko ochrypłymi, gorączkowymi szeptami, jakbyśmy skrywali tajemnicę, byli jej jedynymi powiernikami; przed całym światem.
Lecz wspomnienia te rozmywają się jak zamki z piasku pochłonięte przez spienione fale.
To wszystko była ucieczka przed prawdą [?] - "Są w życiu chwile, kiedy czas i przestrzeń stają się głębsze, a poczucie istnienia ogromnie się nasila.", lecz czymże jest prawda?
Kiedy mówię, że kocham, i że jesteś całym światem, to niech mnie piorun strzeli, ale to najświętsza prawda. Kiedy mówisz, że każdą kartę byś na mnie postawił, to wierzę. Wuju mój najdroższy, czyż przewidziałeś? 
"Jestem twoja w niedosiężności mojej najgłębszej istoty, którą jest nienasycenie się w zbrodni i kłamstwie. Nic mnie nasycić nie może. Jesteś potworny, obrzydliwy chłopczyk. Kocham cię. Czuję, jak przetwarzasz mnie w twoje dźwięki." 
Przecież nie opisywałam Ci tego, skąd mogłeś znać me uczucia?
Jednak, jak sam zauważyłeś - "Lepiej jednak skończyć nawet w pięknym szaleństwie niż w szarej, nudnej banalności i marazmie." . Mówią, że jestem młoda, że czuję zbyt mocno, o właśnie "I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?", nie wiem najdroższy Stanisławie, ja naprawdę nie wiem! A ja ciągle tylko powtarzam za ojcem "A w duszy mej pogrzeby bez orkiestr się wloką, w martwej ciszy - nadziei tylko słychać jęk...". Pierdolona skurwysyńska nadzieja, wyzbyć się, wyzbyć. Pociąć, zniszczyć, splugawić, zabić, zakopać! Stałam się kobietą fatalną.
"Tak, możesz być wszystkim dla mnie. Wierzę w ciebie i wierzyłam od pierwszej chwili naszego poznania. Możesz wszystko zmienić, wszystko ze mnie zrobić, co zechcesz. Tylko chciej tego i kochaj mnie bardzo. Mnie trzeba strasznie, bez pamięci kochać i trzymać z całej siły. Inaczej nie ma mnie. Ginę czasem nawet sama dla siebie. Sama siebie nie znam w takich chwilach."
"Kocham Cię strasznie, ale swoboda to wielka rzecz.", ja niestety nie mogłam mu całkowicie tej swobody dać. To chyba był problem. Jest? Nie wiem czy jest, dalej, ze mną, przy mnie, zaczyna mnie przerastać zupełnie ta sytuacja.
Pięknie napisałeś "Pożegnanie jesieni", popatrz nawet jak wpasował się ten tytuł w moje początkowe przemyślenia, urzeka mnie ono za każdym razem. - 
" Żyć, będąc niezdolnym ani do życia, ani do śmierci; z świadomością małości i nędzy swoich idei; nie kochając nikogo i przez nikogo kochanym nie będąc; być samotnym zupełnie w nieskończonym, bezsensownym (sens jest tu rzeczą subiektywną) wszechświecie - jest rzeczą wprost okropną." 
Pan Marek powiedział, że ludzie Cię nie czytają, bo to dla nich za trudne. Naprawdę? Kiedy ja do Ciebie wracam, to czuję, jakbyś zamiast tuszem pisał moją duszą, rozlała się ona po wszystkich stronicach, uczyniłeś mnie nieśmiertelną. Nie wiem czy powinnam dziękować, na wszelki wypadek to zrobię. Dziękuję.
Zazwyczaj mówiłam do niego prozą, choć wiesz jak przepadam za poezją, ostatnio to było tylko coś w stylu "Tak ciągle żałuję Ciebie, do cholery, dla siebie. Mieszkaj gdzie indziej, ale bądź." .
Ale czy jest? Czy zraniłoby go to, czego chcę? Czy jestem okrutna, bo chcę żeby raz go zabolało tak, jak i mnie bolało? Nie będę prosić o wybaczenie. Wiedział kim jestem, jak i również co jest ze mną w pakiecie. Ale jak Boga nie znam, i jak Ojca Charlesa i Ciebie, Stanisławie czczę, tak z czystym sercem i sumieniem [jeśli chodzi o moje, cóż za oksymoron] mogę przysiąc, że go kocham. Mimo, że mnie krzywdził, najczęściej nieświadomie, ja kocham go, kochałam, jak i również kochać będę. Jestem w tym żałosna, uparta, ale i niezrównana. Jego, w przeciwieństwie do mnie, cierpienie [jeśli takowe nastąpi] może tylko i wyłącznie wzbogacić, mnie zniszczyło, dobrze wiesz.

W chwili, gdy będę już zasypiać, pod zamkniętymi powiekami będę miała obraz tamtej sytuacji, gdy cierpiąc na niedobór tlenu zamknięta byłam w Twoich objęciach. 17 V 2015.
 

W srebrzyste pola chciałbym z Tobą iść

I marzyć cicho o nieznanym bycie, 
W którym byś była moją samotnością,
I w noc tę prześnić całe moje życie.






***






Ja chcę być metafizycznie szczęśliwa i koniec.

mój koniec? nasz? a może lepiej jednak mój.
(...) jeśli się żyć pięknie nie może, należy przynajmniej pięknie skończyć (...)

You Might Also Like

0 komentarze