xx1647xx. Dlaczego po latach powiem o sobie: feministka

18:32

W języku, a szczególnie w polskim, feministka zyskała nacechowanie pejoratywne. Powstał stereotyp, albo brzydka, albo facet ją rzucił, albo stara panna z kotem [opcjonalnie bez kota], albo lesbijka, pewnie gruba, obcięta "na chłopca", żeby wyrazić swój feminizm pali staniki i sika na stojąco.
Stereotypy istnieją, a moim zdaniem, istnieć jeszcze długo będą. Czy o wyżej wspomnianej idei, czy o ludziach innego wyznania, rasy etc. Nie będę próbowała stworzyć celnej riposty - pokazywać pięknych kobiet, szczęśliwych żon i matek; tłumaczyć, że orientacja nie ma wpływu na poglądy, ani wyśmiewać ludzi, którzy szufladkują ludzi na podstawie noszonej przez nich fryzury. Po co? Ciemnogród ciemnogrodem pozostanie.
Natchnęła mnie Feminoteka, dla której miałam przyjemność napisać jakiś czas temu tekst. Seria grafik, zaczerpnięta z anglojęzycznego tumblra >> Who Needs Feminism przetłumaczona na język polski.
Nie lubiłam tego słowa, moje poglądy były zgodne z poglądami jakie głosi feminizm. Wierzę w równość; w to, że płace powinny zależeć od kompetencji, a nie od płci [patrz: wage gap], wierzę, że każdy powinien mieć prawo wyglądać jak chce; ten problem widzimy głównie w USA, szkolny "dress code", w niektórych placówkach jest po prostu absurdalny - nie wiem jak można zabraniać pokazywania kolan, przedramion czy innych części ciała, których "seksualność" budzi we mnie poważne wątpliwości, JEDYNIE dziewczętom, w obawie przed rozpraszaniem . Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to jest śmieszne, ale i krzywdzące. Z chłopaków robi się nie wiadomo jakie bestie, które po zobaczeniu kawałka łopatki oszaleją i wszyscy, jak jeden mąż, dostaną bo ja wiem, małpiego rozumu? natychmiastowej erekcji? Jako koneser urody obu płci stwierdzam, że nawet jeśli zobaczę półnagą [np w stroju kąpielowym] obiektywnie ładną dziewczynę - nie zacznę się ślinić. Nie stracę rozumu w pół minuty. Sądzę, że nawet młodzieńcy z buzującymi hormonami nie zwariują, a ich myśli to nie tylko seks, seks i seks. Chodzę do klasy z przeszło dwudziestoma facetami, w wieku późno-nastoletnim [ach te czasy, gdy bliżej ci do dwudziestki niż piętnastki...] i widzę jacy są. Oczywiście, że latają dwuznaczne żarty - znamy się, lubimy, wiemy, że w swoim gronie sobie możemy na takie coś pozwolić, ale cholera jasna, to jest ułamek tego, co się dzieje. Wkurza mnie, choć jak wspomniałam, problem nie dotyczy bezpośrednio mnie, mojej szkoły; z facetów robi się istoty myślące jedynie fallusem. Oczywiście, że są wyjątki, które swoim impertynenckim zachowaniem wpływają na postrzeganie całej grupy, ale nie zapominajmy, że wśród dziewczyn zjawisko to też istnieje. Co jeszcze szkodliwe jest w takim postrzeganiu ubioru płci żeńskiej? Dla mnie to jest jawne seksualizowanie wizerunku kobiety od najmłodszych lat. Tak jak powiedziałam, dla mnie widok odsłoniętej skóry nie jest powodem do natychmiastowego odruchu bezwarunkowej chęci reprodukcji, nie rozprasza mnie to. Czemu więc skoro ja potrafię zapanować nad swoimi niby-żądzami to ktoś inny nie potrafi? Należy przestać postrzegać ciało, które jest w sumie pojemniczkiem na 206 kości i mózgownicę jako obiekt, którego się używa do zaspokajania popędu - ojej, to takie proste! Że też jeszcze nikt na to nie wpadł! A może jednak - feminiści.
Tak, feminiści, bo to nie tylko kobiety; to coraz większa rzesza panów, którzy wspierają tę ideologię. Pozwolę sobie zacytować z wikipedii wybór głównych zagadnień:

  • równe traktowanie; równouprawnienie w polityce, pracy, społeczeństwie, rodzinie itd.; 
  • przemoc indywidualna i strukturalna wobec kobiet; 
  • seksualne samostanowienie; 
  • dopuszczalność aborcji; 
  • krytyczne ujęcie spraw reprodukcji; 
  • pozycja matek w społeczeństwie; 
  • homoseksualizm – równe traktowanie związków hetero- i homoseksualnych; 
  • konstrukcja i dekonstrukcja tożsamości płciowej; 
  • kulturowe i indywidualne samostanowienie;
  • przeciwdziałanie tendencjom dyskryminacji poprzez dążenia emancypacyjne; stosunek wobec innych ruchów społecznych, takich jak ruch robotniczy, ruch ekologiczny, ruch wolnościowy; obecność kobiet w różnych obszarach życia (np. kobiety w nauce); 
  • intersekcjonalność, czyli relacje płci do innych podstawowych kategorii społecznych, takich jak rasa, klasa, orientacja seksualna.
Nie z wszystkim trzeba się zgadzać, ale chciałabym tylko podkreślić występowanie słowa "równe". Nie chcę dyskutować na temat skąd wzięła się potrzeba feminizmu. Nie chcę rozprawiać o kulturze patriarchalnej, o tym rozmawiają ludzie mądrzejsi i z większym zasobem wiedzy.

Jestem feministką i potrzebuję feminizmu, bo spotykałam się z dziwnymi spojrzeniami, kiedy mówię o swojej karierze matematyka; bo chcę i stanowię sama o sobie; bo nie chcę, żeby mnie postrzegano przez pryzmat mojej orientacji; bo nie chcę, by mnie oceniano na podstawie moich wyborów życiowych; bo mam dosyć mówienia mi, że jestem za mało kobieca, albo, że próbuję udawać mężczyznę przez wzgląd na charakter czy bycie ścisłowcem; bo nie chcę żeby ktoś zaglądał mi pod kołdrę, wyzywał bo wyglądam tak, a nie inaczej; bo chcę czuć się bezpiecznie wychodząc w nocy do sklepu, bez gwizdów i komentarzy starszych panów; bo chcę stanowić o własnym ciele i życiu, tak jak to powinno być. Bo nie chcę, żeby to, czy mam dzieci/męża/kogokolwiek albo robię karierę stanowiło przedmiot dyskusji innych ludzi.

To, że jestem feministką, nie znaczy, że nie lubię mężczyzn. Wręcz przeciwnie, moich klasowych towarzyszy uważam, za wspaniałe "okazy", piekielni inteligentni, uczynni, choć podobno w tak zwanym głupim wieku. Cieszę się, że mam okazję przebywać w ich towarzystwie. Moi dwaj ulubieni pisarze, których uwielbiam ponad życie - Baudelaire i Witkacy. Idole lat młodzieńczych - Jay Z, Kanye West i Beyonce. Dziwnym trafem udało mi się stworzyć w miarę poprawnie funkcjonującą relację z mężczyzną. Lubię facetów z mojego otoczenia, a oni chyba mnie też. Mam kolegów, mam przyjaciół pośród nich. 

Mój feminizm to nie teoria "Jestem kobietą, jestem od ciebie lepsza, bo jesteś tylko myślącym penisem facetem.".
Mój feminizm to "Mam te same prawa i możliwości, co ty. No może trochę lepiej poszłoby mi z zajściem w ciąże, bo nie masz macicy, natomiast ja nie mam szans z Tobą, jeśli chodzi o produkcję plemników.". 
Bo takie między nami, mężczyznami, a kobietami są różnice. Natura tak sprawiła, że w procesie biologicznym, jakim jest reprodukcja, każda ze stron wnosi coś innego; poza tym, jesteśmy tacy sami, wszyscy.
Nie wyszukujmy sobie problemów na siłę.

You Might Also Like

5 komentarze

  1. I tak dobrze, że możemy głosować. A patrząc co się dzieje w np. Arabii Saudyjskiej, nie mamy nawet tak źle.
    Jednak racja - byłoby miło wyjść wieczorem, pójść przez park i, za przeproszeniem, nie srać ilekroć duża grupa mężczyzn przejdzie obok. Czy tak powinno być, że kobieta widząc grupę mężczyzn, odruchowo myśli "może tędy uda mi się zwiać, a może tędy, pomiędzy drzewami"? To chore.
    Zamiast trąbić o zakrywanie każdego kawałka ciała, powinno się uczyć chłopców, że w ŻADNEJ SYTUACJI nie mogą rzucić się na dziewczynę i nie mają prawa zrobić nic wbrew jej woli. Ale cóż, przecież to, że my umiemy się poskromić nie znaczy że inni mogą, przecież te workowate jeansy i gruba kurtka były takie wyzywające, sama się prosiła! Samo kultywowanie gwałtu sprawia, że sprawy wyglądają jak wyglądają - gwałciciel jest usprawiedliwiony, a ofiara zbiera baty, bo była wyzywająca, bo się prosiła, bo jak śmiała wyjść z kuchni, w kuchni nikt by zgwałcił.
    Nie wiem czy znasz blog Kiciputka, jeśli nie to zajrzyj, wydaje mi się, że by Ci się spodobał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Kiciputka to ja znam prawie od początku jej kariery w internetach.
      Powinno się uczyć dzieci, ogółem, niezależnie od płci, że nie mają prawa do agresji, że nie mogą się wyżywać, ani pastwić nad drugim człowiekiem. Niby są próby, ale jest jak jest.

      Usuń
    2. ^No właśnie. A rodzice przymykają oczy na to, z resztą szkoła tak samo

      Usuń
  2. Nie rozumiem tej "walki" Sufrażystki walczyły o równość, dostały to czego chciały - prawa wyborcze. W Polsce od 1918 roku kobieta moze glosować więc w czym jest gorsza ? Wspomniany dress code tyczy się zarówno kobiet jak i mężczyzn wiec twierdzenie ze to krzywdzi kobiety jest conajmniej przesadzone, nie można zapominać też o czymś co nazywamy dobrym obyczajem, bo przyjśćie w mini i dekolcie do urzędu jest conajmniej nie stosowne, ubiorem ukazujemy szacunek do drugiego czlowieka z którym mamy zamiar się spotkać.Wspomniałaś o przemocy domowej, szkoda tylko że w tym mamencie zapomniałaś o równym potraktowaniu obu płci i nie zajżałaś do statystyk które mówią jasno, w ponad 1/4 przypadków ofiarami przemocy w domu są mężczyźni.Nie zgodzę się również z stwierdzeniem że ciało to pudełko na kości i mózg. Jak mniemam nie jesteś osobą wierzącą więc uznajesz teorie o ewolucji i krztałtowaniu ciała człowieka przez naturę. A właśnie natura nakazuje nam kierować się bodźcami, to w naturze samiec ( lub samica w niektorych gatunkach - NATURALNY FEMINIZM ! ) wybiera partnera /partnerkę w celu reprodukcyjnym przez wlaśnie wygląd. Nie wątpliwie gwałt jest czymś obrzydliwym i w żaden sposób nie mam zamiaru bronić gwałcicieli ale stawianie ich jako argumentu za feminizmem również zakrawa o absurd. Trzeba pamiętać że w wielu przypadkach (tak to możliwe ) Kobiety są napastnikami, jednak nie to jest istotne, gwałciciel to osoba niezrównoważona psychicznie - dewiant który odstaje od reszty społeczeństwa więc ten argument jest nawet krzywdzący. A grupka "dresów" stojąca w ciemnej bramie jest zagrozeniem nie tylko dla kobiet. Nie dostrzegam jakis wielkich rozbierznosći pomiędzy dwoma płciami,to normalne że są zawody wykonywane przez mężczyzn i wykonywane przez kobiety, zwykły podział "obowiązków" osobiście nie wyobrażam sobie kobiety z kilofem 1000 m. pod ziemią, lub kobiety w zawodze drwala. Taka "nierówność" jest czymś normalnym w naturze, więc nie wydaje mi się że przez taki podział kobieta ma ograniczoną wolnosć. Pewnie znajdą się jakieś ortodoksynje feministki które stwierdzą że to ogranicza ich w swobodę lecz.... czy naprawde można dziś stwierdzić że... to praca czyni wolnym ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie jestem wierząca, nie wiedziałam, że aż tak to ode mnie bije. Argument o przemocy domowej - nie mówię, że kobiety są jedynymi ofiarami. Rozumiem, że to może być pierwsza wizyta "u mnie", więc z treścią jednego z poprzednich postów nie każdy musi być zapoznany, tym bardziej z moją aktywnością na m.in tumblrze czy facebooku.
      Jedna z artystek naszego polskiego światka komiksów internetowych - Kiciputek wykonała kiedyś serię grafik o przemocy domowej, której ofiarami są mężczyźni, również o gwałtach na mężczyznach. Prawdopodobnie znajduje się to również gdzieś tutaj na blogu, jednakże nie zalinkuję, gdyż niestety, w pośpiechu odpisuję na ten komentarz, a postów jest sporo.
      Co do dress code'u - oczywiście, że się zgadzam, ubiór winien być adekwatny do miejsca, do którego się udajemy, jednakże, krew mnie zalewa jak [głównie] czytam o szkołach, które zabraniają przyjść w krótki spodenkach [nie takich zakrywającym zaledwie pół pośladków, tylko normalnych] uczennicom w gorące dni, albo wyrzucanie uczennic z balu, bo suknie nie pasują do "Zasad szkoły". Tu zalinkuję artykuł o kilku takich sukienkach. >> http://www.cosmopolitan.com/style-beauty/fashion/news/a40441/banned-from-prom/
      Z gwałtem - nie zgodzę się. Młodziutka jestem, to pamiętam, że od najmłodszych lat, jak chłopczyk "ciągnął za warkocze" to była oznaka "sympatii" albo "zabawa". Jednak sprawienie bólu [bo umówmy się, ciągniecie za włosy, szczególnie długie, boli] drugiej osobie nie jest zabawą, ani nie powinno się na to przymykać oka. Co to ma wspólnego? Na niektóre dzieci to nie wpłynie, a dla niektórych jasny sygnał "mogę robić, co chcę i jestem bezkarny". Lata mijają, często tylko potwierdzają "słuszność" tej tezy i w końcu dochodzi do tragedii, jaką jest gwałt.Choćby nie wiem jak podobała mi się dziewczyna albo chłopak, to nie rzucę ich na ziemię i proszę o wybaczenie, nie wyrucham jak dziki zwierz. Bo ludzi od zwierząt właśnie odróżnia to, że potrafią myśleć, rozumować i odczuwać szereg emocji, a nie kierują się jedynie instynktem.
      Zawody zawodami, dostaję ataku apopleksji jak ktoś z kpiącym uśmieszkiem na ustach pyta "Ty? Matematyk? To nie dla kobiet.". Nie lubię stereotypów, ogółem.

      Usuń