xx1651xx. New in! [2] - Makeup Revolution London - Haul

23:08

Zacznijmy prozaicznie - od paczki, czasu realizacji, itp.
Jak powszechnie wiadomo, zamawiam rzeczy z różnych, często odległych zakątków świata, najbardziej cenię sobie azjatyckie przesyłki - w 99,9% są idealnie zapakowane, na opakowaniach nie ma jednego zagniecenia, dochodzą w miarę szybko, szczególnie zważając na to, iż do pokonania mają 7-8 tysięcy kilometrów. Zamawiając na stronie MRL zostałam poinformowana, że przesyłka zostanie nadana w ciągu pięciu dni roboczych od zaksięgowania wpłaty na koncie. Pięć dni minęło, a niestety status przesyłki nie uległ zmianie, w końcu, po kontakcie emailowym coś drgnęło i paczka zaczęła podróżować w stronę swojej destynacji. Wiele dni później w końcu ją otrzymałam.
W takim stanie:
Całkowicie pognieciona, w niektórych miejscach naderwana [stempli urzędu celnego nie widziałam, ale może to on ją tak urządził]. Jednakże, wyściółka z folii bąbelkowej powinna być wystarczającym zabezpieczeniem dla kosmetyków, no właśnie, powinna, ale o tym będzie później.


Na pierwszy ogień pójdzie paletka, która podoba mi się chyba najbardziej - Run Boy Run.
Kolor "Break out from society" [czwarty od lewej, dolny rząd] jest moim kolorem życia.

Każda z palet z serii salvation ma duże lusterko, oraz aplikator, opakowanie z błyszczącego plastiku - nie powiem, żeby to było moje ulubione wykończenie, gdyż strasznie się "palcuje", ogółem, brudzi. Pod tym względem kocham Urban Decay za ich metalowe opakowania palet.

Będąc przy produktach do oczu - mój wyczekany"cień" - metal foil w kolorze "rose gold", kiedy go odpakowałam, to chwilowo serce mi stanęło.
Brutalnie pogięte opakowanie nie wróżyło nic dobrego, jednak, kamień z serca mi spadł, kiedy zobaczyłam, że nic nie jest pokruszone. Zdjęcie nie oddaje uroku - złotko mieni się, w zależności od kąta padającego światła jest albo solidnie złote, przechodzi przez różowe złoto, a czasem przypomina coś lekko srebrzystego, jestem zakochana.
Pozostając w kwestii okołoocznej.
Go to Heaven - jak widać, wszystko jest w podobnej, nude tonacji z domieszką paru kolorów w stylu granatu/burgundu/fioletu, przyjemna paletka, a towarzyszy jej I ♥ my brows - paleta głównie cieni do oczu + cień do brwi, o konsystencji kremu + pęsetka. Wielki plus za to, że jest bardzo kompaktowa, a przy tym posiada jeszcze podłużne lusterko tej samej długości, co kasetka z cieniami [które do kolażu musiałam obciąć niestety].
Szminkę u góry już znacie, więc rozpiszę się o konturówce. Długo szukałam "tego idealnego" koloru nude dla mojej karnacji, wydawałoby się szaleństwem kupowanie przez internet, bez swatcha na żywo, kiedy praktycznie wszystkie testowane na sobie w sklepach szminki/konturówki w tym odcieniu odrzuciłam. Ta natomiast jest idealna. Ostatnie zdjęcie [na którym załapał się mój stary "motyli" manicure] widać po lewej - usta z konturówką, po prawej, mój naturalny kolor, jak dla mnie - cudo.
Tutaj mamy róże do policzków w płynie/kremie. [zastanawiam się jeszcze nad sztyftem] Po lewej, róż w klasycznym kolorze, chłodny, konsystencja kremu i WYSOKIE NAPIGMENTOWANIE. Naprawdę, trzeba uważać, jest na pewno wygodniejszy w nakładaniu, ale jak wspominałam, lecz podkreślę jeszcze raz - trzeba z nim uważnie, kolejna zaleta, jak dla mnie oczywiście - jest matowy. Po prawej [dziwnym trafem kolor w buteleczce na tym zdjęciu jest różowawy, zdjęcie niżej widać go lepiej, lekka brzoskwinka] róż w płynie, opalizujący, ma w sobie drobny brokat, którego nie jestem zbytnią fanką, ale na lato myślę, że będzie w sam raz. Ciepły kolor, na pewno odmładzający i ożywiający twarz, aplikacja nieco gorsza [dla mnie], gdyż jest bardzo lejący, lecz da się ładnie rozetrzeć.
uff, koniec tego, ileż można pisać o kosmetykach.
na dzisiaj to tyle.
[można propsować, co się Wam najbardziej podoba]





You Might Also Like

0 komentarze