xx1667xx. ratuj albo katuj.

13:01

Wasza najukochańsza blogerka chwilowo wraca krwawić na klawiaturę.
Muszę.
Średnikiem rozcinam sobie żyły, a z nich kapią słowa.
Kap. kap. kap.
Stukam nożem do listów w skroń. Dobrze ci tak, idiotko.
Puk. puk. puk.
Pustka.
Ty chyba jesteś bardziej popierdolony niż ja - tak sobie myślę - dlaczego mnie ranisz.
Dlaczego ty.
Dlaczego mnie krzywdzisz?
Karzesz za to, że mi zależy.
Jeb. jeb. jeb.
Mocniej, w ten pusty łeb.
Pokazujesz światu kolce. Nadymasz się jak ta śmieszna ryba.
Ma to znaczyć "nie podchodź, chcę być sam, zostaw".
Ale ja jestem na tyle pojebana, że wyciągam ręce.
Kaleczę je sobie o Ciebie.
Boli. Mówisz, że nie rozumiem, wiec do kurwy nędzy wytłumacz.
"Zrozumiesz z czasem."
Nie, ja jestem niepojętna.
no habla ingles
Kochaj mnie, ach kochaj.
Wylałam morze łez, a może i dwa morza.
Zabij mnie. Zabij.
Proszę.
Błagam.
Przed śmiercią wydrę sobie VIIXMMXII gdzieś na ciele.
Błogosławieństwo, jak i przekleństwo.
Parafrazując: czy osobowość dekadencka pomaga czy utrudnia odnalezienie się w życiu i czemu pierwsza opcja jest zupełnym idiotyzmem? Posłuż się powyższym fragmentem tekstu oraz dwoma innymi tekstami kultury.
Co jest najzabawniejsze. 
Nikt nic nie może zrobić, prócz miłości mego życia.
Cała moja egzystencja w jego rękach.
Ratuj albo mnie skatuj.
Robię się bardzo zabawna,
Prócz mojej żałości nad swoją słabością i zależnością nie pozostaje mi nic.
Dygnęłabym, ale niestety, do końca będę patrzeć z góry.
Już niedługo.

You Might Also Like

0 komentarze