xx1671xx. Highlights

00:22


Dzisiejszą porcję mojej tapety już mieliście zapewnioną - podoba mi się właśnie to, ale znając życie zrobię granatowo-fioletowe, bo lepiej mi do karnacji pasuje, choć tern dobór kolorystyczny może wyglądać jak wielki siniak... Ale l'art pour l'art.
Bardzo widzi mi się to pierwsze moje zdjęcie. Wprawdzie jakość przedniej kamery nadal zostawia wiele do życzenia [próbowaliście dobrze uchwycić makijaż oka? tragedia.] Trochę wyblakłe są ciemne kolory - poznać po brwiach, bo wiadomo jakie nosze na co dzień - ciemniejsze od włosów, natomiast ładne odwzorowanie jasnych tonów - taki właśnie mam kolor oczu - niebieskoszary, podobno zwie się go blue steel. Jak się ktoś na tym zna to może mi pomóc. Również rozświetlenie wewnętrznego kącika oka jest on point. Rzadko widać mi tyle tęczówki [przykład], ale specjalnie się poświęciłam i dla dobrego światła skierowałam twarz ku słońcu [ból]. Choć nie lubię tego typu opowieści to sądzę, że jednak moje oczy mają tendencję do zmiany koloru, właściwie odcienia - środek jest wyraźnie jaśniejszy, lecz zewnętrzna część jest nieco bardziej niebieska, czasem pod wpływem kąta padania światła, po prostu, warunków pogodowych mogę mieć bardziej niebieskie oczy [przykład], lub też niemal całkowicie szare [przykład]. A według Małgorzaty zdarza się zielony. 
Bardzo sprytnie się ustawiłam w te wakacje, jako, iż moje gardło od ponad dwóch tygodni jest w stanie mocno niepokojącym [z rana mam iść znowu do lekarza], wiec zalegam na łóżku i kanapie. Jestem również na przymusowym odwyku od rzeczy, które najbardziej lubię - tj. ostrego jedzenia, palenia papierosów i picia czegokolwiek z jakąkolwiek zawartością alkoholu. Damn. Nie służy to mojemu zdrowiu, więc muszę zrezygnować na jakiś czas, ale za to już tak się wpasowałam w łóżko, że się z nim zlewam.
Co jeszcze? Byłam dzisiaj po raz pierwszy od ponad pięciu dni poza obrębem mojego domu i ogrodu go otaczającego. Surrealistyczne odczucie, gdyż przez cały ten czas przywykłam do tego otoczenia i tego, że zmienia się jedynie pora dnia, a słońce czasem ustępuje deszczowi. Postanowiłam pojechać po zbiór zadań z Podkowy [w Sowie nie ma do rozszerzenia, trzeba było do Orbity tuptać], zrobiłam mały spacer po centrum. Mimo, że poranek [który nastał w dniu dzisiejszym o godzinie dwunastej w południe] nie zapowiadał gorącego dnia - lekka mżawka i wiatr sugerowały, by coś na siebie narzucić, to po przybyciu dało się wyczuć duchotę i zbliżające się podnoszenie temperatury. Rybnik nie jest bardzo dużym miastem, bywałam w o wiele wiele większych. Co jednak łączy go właśnie z tymi metropoliami to właśnie ten klimat i nastrój, który panuje, gdy oddychanie zaczyna być trudniejsze. Mimo mojego aktualnego mieszkania na "obrzeżach" to jestem niewątpliwie dzieckiem asfaltu. Lubię od czasu do czasu wyjść, gdy miasto jest lepkie, nagrzany asfalt wydziela specyficzną woń, a zawarte w powietrzu spaliny kleją się do skóry. To coś niepowtarzalnego, poczuć to, zdawać sobie z tego pełną świadomość i falować wraz z tym momentem.
Z czasem zachodzi słońce, u mnie zostaje stosik [jeden z kilku] książek, które czytam, ostatnio na tapecie debiut Małgorzaty "znanej z MTV, a później VIVY" Halber. Dobra książka, polecam. Jakoś płynie czas, chcąc nie chcąc ćwierć wakacji za mną. Wiecznie nawalające górne drogi oddechowe, kłótnie i małe dramaty do czwartej rano. No cóż, nawet życie [niezbyt]wziętych blogerek bywa nudnawe, z pozoru, w środku ciągle się kotłuje.

You Might Also Like

0 komentarze