xx1674xx. po stole, pierdolę, palcami po klawiszach.

02:22

Ostatnio rzadko mam ochotę pisać, w sensie właściwym. Trochę książek czytam, jak zwykle po kilka na raz, o, z niecodziennych zadań - blogi czytam. W nocy mam wyciszony zupełnie telefon, wszelkie powiadomienia. Facebooka nie oglądam zbyt często, po prostu zaczął mnie irytować, szczególnie po wczorajszym, w sumie przedwczorajszym incydencie [bo już wtorek].
W każdym razie. Dużo myśli kłębi mi się w głowie. Jestem teraz niby dla świata - poprzez swoje słowa, ale tak naprawdę mnie nie ma. Nie można mnie dotknąć, nie można na mnie popatrzeć, ani nie można się do mnie odezwać. Tak jest chyba dobrze.
Moje życie nadal jest burzliwe, cóż za niespodzianka.
Wraz ze zmianą leków zaczęły mi się znów pojawiać dziwne i męczące sny, na ogół w ogóle nic mi się nie śni, więc to doświadczenie podwójnie wyczerpujące. Chaotyczna mieszanina ludzi, miejsc, wydarzeń, o których nie chcę pamiętać.
W niedzielę jadłam kolację ze sobą na mieście, potrzebowałam odpocząć od ludzi [i wpadłam do restauracji podczas, gdy jest najbardziej oblegana przez rodziny z dziećmi, brawo], w sensie kontaktu, nie chciałam rozmawiać, musieć werbalizować myśli, poczyniłam pewne obserwacje, które chcę opisać, ale nie chcę się zmuszać do walenia w klawisze. Nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi, a ja mam potem moralnego kaca, bo pisanie jest czynnością bliską sacrum dla mnie, a ja ją profanuję poprzez poczucie pseudoobowiązku. 
Kolejny raz widziałam miasto trawione upałem, tym razem z zapowiedzią burzy na niebie. Słońce jak zwykle świeciło mi w twarz, co nieustannie napawa mnie wściekłością. Po prostu. Plac Wolności nie jest przychylny dla butów, które zwykłam nosić, nawet dla moich kopyt. Pomimo tych trudności spacerowałam z nieodzowną gracją, wyróżniając się z tłumu swoim całkowicie czarnym strojem, a potem był krótki, rzęsisty deszcz. Z ulgą wsiadłam do limuzyny i zaczęłam czytać książkę, w pewnym momencie dźwignęłam nieco nieprzytomny wzrok i zobaczyłam kogoś, kto śnił mi się nie dalej, jak dwa dni wcześniej i kogo miałam nadzieję nigdy więcej nie spotkać.
I choć dzieliły nas dwie ścianki z pleksi, chciałam wysiąść. Nie mogłam patrzeć na ten uśmiech, który pojawił się na mój widok. Uśmiech, który tak dobrze znałam, a który był nadal bolesnym przypomnieniem o sytuacji, w której zawiódł mnie mój instynkt. Zaufałam złej osobie, zdarza się. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi, mimo wszystko, były złe chwile, ale i te całkiem dobre. Jednak był we mnie jakiś niewyjaśniony smutek.
Podoba mi się to zdjęcie, bardzo.
Trzy lata minęły. a ja mam mętlik w głowie, nadal.

DE-KA-DEN-CJA

You Might Also Like

0 komentarze