xx1682xx. Krytykanctwo, demonizowanie i moje cycki w przestrzeni publicznej.

17:58

Więc tak, mamy lato, jest ciepło. Wręcz gorąco. A ja nie lubię nadmiernego ciepła. Więc idąc dzisiaj na pocztę postawiłam na sprawdzony materiał firanowo-obrusowy, tj. koronkę. Bo czuć jakieś powietrze przez to,a  poza tym, najzwyczajniej w świecie lubię rzeczy koronko-podobne. Wystarczy? Nie, nie wystarczy. Na swojej drodze nie spotkałam zgorszonych spojrzeń, ja sama też nie czułam się ubrana nieodpowiednio.
Światło z góry, naturalne, siedząc na podłodze.
Widać lepiej kolor, granatowy.
Wróciłam do domu, później matka wróciła, następnie się zaczęło. "Jak Ty wyglądasz?!". No jak? Tak. [ogólnie nie jestem masterem ootd, a moje duże lustro jest tak usytuowane, że zawsze jest przed nim ciemno #logika, więc muszę się zadowolić ujęciem z góry]. Koronkowa bluzka + legginsy, które posłużyły mi za spodnie - umówmy się, jestem leniwa, a wakacje nie sprzyjają temu, żebym miała chęć noszenia "prawdziwych spodni".
I zaczęła się tyrada - że ta bluzka praktycznie nie istnieje, a ja jestem praktycznie półnaga, że mój biust jest cały na wierzchu, a tak to sobie mogę chodzić na dyskoteki, ale to i tak jest niestosowane, i tak dalej i tak dalej, i w kółko i wykład trwa.
HOLD UP HOLD UP HOLD UP, bądź też wzorem jednej z moich profesorek - hola hej!
Ostatnio jak sprawdzałam to miałam wolną wolę, miałam też pewien przydział rozumu i wyczucia, a takt, mimo, iż do moich dominujących cech nie należy, to jego resztki też się gdzieś zachowały.
Światło naturalne w moim pokoju, na stojąco.
Na moim telefonie bluzka była praktycznie czarna.
Pogoda 25 stopni Celsjusza [odczuwalna +2, według meteorologów [sprawdziłam!] czyli circa 27°C], to swetra przecież zakładać nie będę. Jednak, ja to chyba mam gdzieś w DNA, że czego nie zrobię, będzie to uznane za kontrowersyjne i/lub gorszące. Powieszę sobie chyba tabliczkę Non Suitable For Workplace - podchodzisz na własną odpowiedzialność. Zazwyczaj nie bardzo przyglądam się, nie rozmyślam na temat tego, jak ludzie chodzą ubrani na ulicy. To ich sprawa, Mościckiego to nie Paris Fashion Week, a z osiedlowego nie wyjdzie Kendall Jenner ani Cara Delevigne w Chanel, takie coś to ja sobie lubię pooglądać w internecie i czasem pozachwycać się tym, co Zuhair Murad pokazał w swoim pokazie haute couture. Jednak co mi przyjdzie po gapieniu się i komentowaniu strojów przeciętnego obywatela polskiego [choć czasem widzę takie stylizacje, że bym najchętniej zrobiła zdjęcia, pozachwycała się i może zainspirowała], najczęściej negatywnym, bo tak w zwyczaju polskim się utarło? Żeby powytykać i się pośmiać, najczęściej wcale nie będąc lepszym. Nie mówię, że jestem święta, choć teraz - na pewno mi bliżej. Zdarzało mi się patrzeć na jakąś kompozycję, która mi nie przypadła do gustu, ale nie muszę wyrażać dezaprobaty. Myślę, że krytykanctwo wyglądu innych kobiet leży gdzieś w naturze kobiecej, po prostu. [nie mówię, że o wszystkich] Po to, żeby się lepiej poczuć? Z tego powodu, że to nie nasza estetyka? Widzę to u swojej babci, u mojej matki - kolorowe włosy [teraz już rzadziej, ale 2-3 lata temu, był mocny "hejt"] - no jakżesz ona wygląda, co to mówi o niej, o jej matce?! - tatuaże - kryminał, jak się tak można oszpecać - piercing - Maryjko, co to ma być, przecież "to" starszy". A ja się pytam po co? Ludzie nie są modelami, którzy mają za zadanie tworzyć nam pozytywne wrażenia i przeżycia estetyczne[choć prawdę mówiąc, na mnie zazwyczaj wywierają, lubię ludzi z pomysłem na siebie, kreatywnych, innych; tych zwyczajnych; nieco szalonych; eksperymentujących; zupełnie czarnych i niesamowicie kolorowych. Jestem skrajną estetką. Mi się to wszystko podoba.]. Życie codzienne to nie jest pokaz haute couture; w najlepszym wypadku prêt-à-porter, a też nie zawsze.
Po tej dosyć krótkiej dywagacji na temat gustów i guścików, jak i naszego polskiego krytykanctwa, wróćmy do tematu właściwego czyli moich cycków seksualizacji i uprzedmiotowienia mojego wyglądu przeprowadzonego przez moją matkę.
Rzeczona bluzka w maksymalnym prześwietleniu [słońce + operowanie pozycjonowaniem światła w telefonie. Kolor zdecydowanie jaśniejszy, aniżeli w rzeczywistości.
Zgodnie z metryką, jestem osiemnastoletnią kobietą. Może teraz podam szokującą informację - posiadam biust. Przedmiot: pierś, sztuk: dwie - takie coś z tłuszczu, jest tam gruczoł mlekowy, albowiem ich funkcja to właśnie karmienie młodych! Niespodzianka. Tak, piersi są po to, aby nimi nakarmić swoje potomstwo. Z wiekiem uczysz się wkładać butelkę wody do torebki/plecaka, a w okresie niemowlęcym jeśli matka chciała, sama była Twoim przenośnym "wodopojem". Jak natomiast rozumie się zjawisko biustu w kulturze masowej? Biust jest od seksu. Pierś jest obiektem seksualnym. Naga pierś = seks. Osłonięta pierś = prawie seks.
Klasykiem, niestety, są reklamy, niestety nie pamiętam już czego dokładnie, ale w każdym razie produktów typu wiertarki, kosiarki, kulturowo ukierunkowane do mężczyzn z paniami w "wiele odsłaniających" bikini. I to jest okej. Takie reklamy wiszą na billboardach, są puszczane w telewizji bez względu na porę. Nawet w moim rodzinnym Rybniku, o ile się nie mylę, to przy zjeździe z Ronda Gliwickiego w stronę Placu Wolności jest jebutna reklama firmy sprzedającej okna [? jak się pomyliłam to niech mnie ktoś skoryguje] z inaczej tego nie ujmę, cycatą, uśmiechniętą brunetką w żółtym bikini. Co ma piernik do wiatraka? Okna tak przejrzyste, że dojrzysz biust sąsiadki? Czy co?
Playboya widzę niemalże za każdym razem, kiedy idę do kiosku Ruchu po papierosy, pamiętam, że kiedyś też na ostatniej stronie Faktu były jakieś cycki, nie wiem jak jest teraz, podchwytliwe pytanie: skąd wiem, skoro nie kupuję tej gazety? Bo zawsze była wywieszona na zewnątrz budki, w taki sposób, by stojący przy okienku mógł zerknąć na "walory" pani z gazety. Marketing at its finest.

via Feminoteka, via Tumblr
W pobliżu niezwykle popularnego kąpieliska w Rybniku jest hipermarket, wiadomo, jak czegoś zabraknie, to tylko przejść przez drogę i kawałek po parkingu i można się zaopatrzyć. W wakacje często można spotkać półnagich mężczyzn szczęśliwie kopytkujących z piwem i jedzeniem z powrotem na teren kąpieliska, czasem są i panie, bywa, że w narzuconej sukience, która gdzieś się przyklei do jeszcze mokrego ciała, albo z założonymi spodenkami. Ciekawe czemu to one są obrzucane wrogimi spojrzeniami o wiele częściej niż panowie. Kwestia sporna, czy ogółem powinno się do sklepu wchodzić niekompletnie ubranym - to już pozostawię, aby każdy mógł sobie sam rozstrzygnąć, według siebie.
Musiałabym się mocniej zagłębić w temat, ale chwila na logiczne rozważania panny Majzner:
anatomicznie: zarówno mężczyzna jak i kobieta posiadają klatki piersiowe, tak samo jak i sutki/brodawki, jak kto woli. Kobiece spełniają o tyle dodatkową funkcję, że mając dzieci, mogą nimi karmić, właśnie dlatego pierś kobieca jest większa - gruczoł mlekowy gdzieś się zmieścić musi. To jest jedyna różnica. Kwestia biologiczna, miejsca te są dosyć nieźle unerwione i są strefami erogennymi, ależ na wszystkie świętości świata - U OBU PŁCI.
Czemu ja dostaję nolens volens opierdol, bo można dostrzec moją skórę, zarys moich piersi skądinąd schowanych w staniku, przez ową koronkową bluzkę? Zwłaszcza, gdy jest niemalże 30°C?
Czemu więc mężczyzna "klatą" może świecić, a kobiety dotyczy zakaz, nawet jeśli chciałaby nakarmić dziecko w przestrzeni publicznej?








You Might Also Like

0 komentarze