xx1687xx. Rozliczenie z tym, co było.

15:16

ale mi się udaję, już 61 godzin.
Wydawało mi się, że kochałam kilka osób, lecz kiedy teraz o tym myślę, to było to semi- bądź quasi- kochanie, ale żeby nie utrudniać nie będę modyfikowała czasownika. W ogóle, jeśli chodzi o to uczucie język polski jest strasznie ubogi, trzeba przyznać. Przyglądając się choćby językowi greckiemu - jest agape, eros, storge - przyjacielska, dodajmy jeszcze platoniczną, etc... A u nas miłość i ewentualnie dodatek w postaci "zmysłowa", "matczyna" czy "rodzicielska", "braterska", "przyjacielska". Brak mi pojedynczych słów, przeszkadza mi ta opisowość.

Jednego z nich kochałam "pomimo" i ponieważ miałam silną potrzebę niesienia pomocy upadłym aniołom, przynajmniej tak wtedy myślałam, że ja trochę pomogę, a on przestanie usilnie pchać się na dno. Takie kochanie tylko pomimo jest niszczące, jest trudne i nie wiem czy ma sens, czy kiedyś się "opłaca". Przypomniałam sobie dziś o nim, przez książkę. To chyba właśnie boli najbardziej - pamięć; wspólne książki, filmy nie pozwalają mi zapomnieć. Chciałabym już nie mieć żalu; to po prostu resentyment, bo ciągle przypomina mi się zdradzone zaufanie i moja głupota, bo jak mogłam pozwolić komuś wejść do mojego życia, pokazać mu prawdę, kiedy wiedziałam za jakiego człowieka go uważają; że czynił wiele zła. Czemu musiałam wierzyć w ludzi? To było już tyle lat temu, a ja ciągle to pamiętam, choć nie było to nagłe; powoli widziałam symptomy i zamiast odejść - zostałam, bo miałam resztki nadziei. Oj Ty głupia dziewczynko, szukałaś w nim brata, a znalazłaś tylko rozczarowanie, w efekcie tylko smutek. Dzisiaj kiedy się mijamy, chciałabym odwrócić głowę, ale duma mi nie pozwala, więc tylko odpowiadam słabym uśmiechem na uśmiech, ale to już przeszłość.
Nie byłam święta, do innego się przywiązałam, bo spotkał mnie w tym, a nie innym momencie i chciał być lekiem na całe zło. Ale ja nie potrafiłam, nie potrafiłam ufać. Za kilka lat zorientuję się, że z mojego zaufania dla 99,9% ludzi nie zostanie niemal nic. Ale dalej kiedy usłyszę "Ojciec Chrzestny" pomyślę o tej samej osobie. Bo ktoś pierwszy raz przeczytał moja ulubioną książkę i stała się ona jego ulubioną książką, aż do dzisiaj nią jest. Może gdyby czas był inny i lepiej byśmy się zgrali, to coś by wyszło. Może koniec końców nie skrzywdzilibyśmy się nawzajem. Rozmawiamy raz do roku, przy naszych urodzinach. Czasem za nim tęsknię, mimo wszystko dobrze się nam dyskutowało, a ja to bardzo doceniam, żałuję, że pozwoliliśmy sobie to skomplikować, trzeba było się tylko przyjaźnić, ale ostrzegałam, obdarzanie mnie uczuciami to idiotyzm w 9/10 przypadków. Dziś mi nawet żal, że tak manipulowałam, ale to już przeszłość.
Z tamtego okresu pamiętam też dziewczynę, myślałam, że moją przyjaciółkę. Nie wiem co się z tym stało, pamiętam, że też jej ufałam, mimo, iż nie sadzę by to zaufanie zdradziła pewnego dnia zamilknęła i przestała być bliską mi osobą, a rozmawiałam z nią o tylu rzeczach... Żałuję, że tak się potoczyło, ponownie - lata minęły, a mi nadal zdarza odczuwać się smutek. I czasami nadal nawiedzają mnie w snach wspomnienia. Dzisiaj zdarza się nam widywać z odległości, macha mi, a ja odmachuję i wspominam tamte czasy, kiedy byłyśmy ledwo co nastolatkami i jak z każdym rokiem coś się zmieniało, aż w końcu się rozmyło, ale to już przeszłość.
Nie będę rozpamiętywać zauroczeń i małych romansików, ale w pamięci mam jeden, krótki i zdecydowanie od początku naznaczony piętnem niepowodzenia. Ale pamiętam, mam nadzieję, że w Holandii jakoś się ułożyło. Czasem myślę, jak to było możliwe - wybaczać mi moje kłamstwa, humory i mimo wszystko nadal chcieć mnie poznawać. Kilka tygodni, które zmieniły moje życie w pewnym stopniu. Nie było kontaktu od dwóch czy trzech lat, czasem tęsknię, a gdzieś na mailu mam jeszcze te rysunki dla mnie, ale to już przeszłość.
Zbyt dużo miałam w życiu sytuacji, że lubiłam czyjś umysł, ale nie potrafiłam żyć z osobowością. Pamiętam jeszcze te kilka miesięcy nocnych wymian myśli Rybnik-Opole i wspólnych planów o niszczeniu świata, a także tego dziwnego uczucia, gdy ktoś obdarza cię zaufaniem i wyznaje swoje sekrety, bojąc się, czy to cię nie odrzuci. Och nie, martwe słowo, odrzuciło nas to, że nie miało to przyszłości, a poza mną był ktoś jeszcze, więc zadecydowałam za Ciebie, choć chciałam się przyjaźnić dalej, to dla Ciebie to było zbyt trudne, ale to już przeszłość.
Pamiętam też pierwszy raz, kiedy zobaczyłam światło w postaci ludzkiej stępującej mi na drogę i wpadłam od razu, przez oczy, które określić mogę tylko mianem electric blue, po osobowość, która elektryzowała i wręcz iskrzyła. Poznałam ciemność myśli i nieszablonowość charakteru. I wiem, że to było moje pierwsze agape w połączeniu z platoniczną. Niemal pięć lat i choć najpierw było "za wszystko", to z czasem było "pomimo tego".  Czasem kochasz kogoś tak bardzo, a mimo to masz ochotę zacząć nim trząść. Często nie masz ochoty mówić, że dystansujesz się, by nie krzywdzić, bo wtedy szturm przybiera na sile, a ty tej siły nie masz, żeby chronić przed sobą. Bo pojawiają się problemy, bo są kłótnie, bo z czasem ma się szersze spektrum. I czasem nie wiesz nawet dlaczego i jakim cudem. Bo czasem robi się słono, czasem pada zbyt wiele słów, a zwłaszcza takich, które nie powinny paść, bo czasem są pretensje. Bo czasem jest Szekspir, a czasem jest tylko kurwa, spierdalaj. Nie jest łatwo, ale to nie jest przeszłość.
Pamiętam też agape numer dwa, musiałabym mieć Alzheimera, żeby nie pamiętać. Pamiętam pierwsze rozmowy, niesamowitą fascynację. Pamiętam moje odejście, a także późniejsze "jeśli chcesz, wróć". Pamiętam kłótnie, pamiętam łzy. Pamiętam "za wszytko" i "pomimo wszystkiego". I pamiętam to spojrzenie; "nie chowaj się za tymi włosami"/"o czym myślisz?". I wiem o mojej zmianie, wiem o tym, że dorosłam przez trzy lata i jestem gorsza, niż byłam. Bo prawda w oczy kole. I to nie jest kadr z Hollywoodzkiego filmu, choć zdarzają się picture perfect days that could last a whole lifetime parafrazując, ale to nie jest przeszłość.

You Might Also Like

0 komentarze