xx1699xx. DEKADA

09:25






It's been a while
~ notka autotematyczna, raz na jakiś czas się to przydaje ~
Nazywam się Nicole, i jestem blogerką.
Od dziesięciu lat.
[początki mojej aktywności to lipiec/sierpień/wrzesień 2005]

Swoje początki miałam na onecie; blogi onetowskie wymagały jedynie trzech kliknięć, a zbiór dziwnie brzmiących liter w postaci HTML był jakąś abstrakcją, dla profesjonalistów, fajniejsi i bardziej hipsterscy ludzie [zapewne byli oni również starsi i lepiej obeznani w temacie] używali myloga, a największe nooby pochodziły z platformy bloog sygnowanej przez WP i Interii, tak wyglądał polski, [głównie] nastoletni światek blogowy niedługo po rozpoczęciu drugiego millenium naszej ery.

Czym więc się zajmowałam w tak młodym wieku? Jednym z pierwszych, o ile nie pierwszym moim blogiem był taki, który miał być czymś, na kształt pamiętnika. Oczywiście skończyło się szybko - parę postów, głównie o treści "hej, mam dla was super obrazki. *szereg brokatowych gifów, nowomoda i awangarda wtedy, dollsów, WITCH [ileż tych blogów czytałam], brokatowe dollsy, więcej DOLLSÓW, słodkich zwierzątek i tego typu rzeczy*" a miesiąc później "hej hej, sorka, że mnie nie było, miałam szlaban na komputer/strasznie dużo rzecz w szkole, no to pa." [a żeby tam jeszcze była interpunkcja...]. Potem był blog, który był czymś a'la fanfiction, choć tego gatunku z nazwy nie znałam - zachciało mi się pisać POV'a jako uczennicy Hogwartu - HP fan forever, może ze trzy notki napisałam? Od 2007 natomiast działałam na blogu o Rihannie, który jeszcze wisi w sieci [bo nie pamiętam danych do logowania na onet :x], jakiś czas później, równocześnie z tamtym fanblogiem powstała pierwsza próba założenia pamiętnika, tym razem już poważnej, dziesięcioletniej kobiety, ów blog był chyba protoplastą Nicky Was Here, tak myślę teraz - nazywał się Nicky97/Nicky976, niestety, pamięć już nie ta; nikt o nim nie wiedział, był cały czarny, a ja zaczęłam pisać. Po prostu pisać. Wkrótce koleżanki z klasy go znalazły, myślały, że je tam obgaduję, a tu takie zdziwienie. Usunęłam go wkrótce po tej sytuacji, postanowiłam najpierw być jednym z tych fajnych dzieciaków - przez parę miesięcy ścierałam się z mylogiem, pisałam tam opowiadanie, wyszły może ze 3 części? Gdzieś w połowie roku 2008 zaczął się zupełny boom na blogi, w szczytowej formie miałam ich kilka - na onecie, mylogu, później nawet na bloogu. W końcu natrafiłam na platformę blogger/blogspot [kinda confusing, when you're like, 11] i założyłam tutaj pierwszego bloga, który długo nie przetrwał, a potem powstał ten, 3 grudnia 2008 roku do życia zostało powołane Aj Em, które w marcu 2009 przekształciło się w Nicky Was Here. I jest do teraz.
Czasem zastanawiam się nad zmianą nazwy. Nicky to pozostałość po czasach, kiedy byłam redaktorem szkolnej gazety, i jakoś tak ze mną pozostała, wprawdzie tutaj już od lat mam zmieniony podpis na Nicole, a sam tytuł - Les Fleurs du Mal są dalekim odejściem od tego, co tu było. Teraz jest PrincesseChaos/the-decadence/czasem, w skrócie myślę o tym, co jest tutaj jako samo les Fleurs, jednakże, przyzwyczaiłam się, jest skrót NWH, którego używam już prawie 6,5 roku; jest przyzwyczajenie. Może kiedyś mnie natchnie i zmienię adres bloga, ale trochę czasu będziemy działać pod starym.
Nicky Was Here to swego rodzaju koncept - byłam tutaj;
w danym momencie tutaj byłam, bo nie zawsze jestem. Zaczęło się od pamiętnika jedenastoletniej dziewczynki, czwartoklasistki, która jakoś potrzebowała pisać, część notek z tamtego okresu przeszła lifting, albo została pozbawiona treści, [nieco żałuję, ale nie potrafiłam na to patrzeć]; a w ciągu tych niemalże siedmiu lat przerodziło się to w... No właśnie, w co?

Zabiorę Was dzisiaj w nieco nostalgiczną podróż.
O ile moje początki nie były spektakularne - za młoda byłam, żeby działać cuda w Photoshopie i na tym opierać i budować swoją fanbazę, nie znałam też angielskiego, więc tylko podziwiałam blogi o Witchu prowadzone przez starsze dziewczyny, które wyszukiwały informacje na zagranicznych stronach i tłumaczyły je na polski i ogółem, robiłam coś, co robiło wielu. Pamiętam podniecanie się grami-ubierankami z PaperdollHeaven.Com - dziś to Stardoll, a wspomniana witryna po prosu została na nowo stworzona w późniejszych latach i wstawianie linków do nich w boczne ramki.


Dla ciekawych - jeden z moich najulubieńszych, a zarazem najstarszych blogów o Stardollu.
W 2006 uwielbiałyśmy [tak, głównie dziewczęta się tym trudniły] dollsy, chyba nie muszę tłumaczyć; później były wariacje - robiło się gify w Gifacie, na zielonym tle, dodawało się do tych gifów swoje imię, brokat - full wypas. Tak więc, pierwszy raz od x lat wstawię an bloga, a na tego to też po raz pierwszy w ogóle DOLLSY <3 p="">

Dollsy wersja Gra o Tron, naprędce zrobione, ale zacne - s'il vous plait - [x]
To właśnie był ten wspaniały content, dodajmy onetowskie galerie pt. "zdjęcia sławnych gwiazd" czy "słodkie psiaki", zmieszajmy z dawką pokemońskich emotek, pisania falą, neonowy róż i "nara"; brokatowe napisy, brokat z brokatem, a także teksty piosenek Gosi Andrzejewicz, albo Rihanny jak się było ambitnym poliglotą, takie rzeczy. Gry na Postopii [która niestety już nie istnieje], linkowanie ich na blogu, wraz z kolekcjami ubieranek, gier o gotowaniu, etc. z z gry.pl; Club Penguin i miniclip.com; stare gry z Barbie.com, MyScene.com i Polly Pocket; wielu z tych rzeczy już niestety nie ma - kultowy makeover, od którego zaczęło się uzależnienie internetowe wielu dziewczynek z przełomu wieku jest gdzieś zagrzebane.
O tym się blogowało!
Tak się wydaje, że to tylko Internet, ale my, milenialne dzieciaki spędzaliśmy tak swój czas. Pamiętam jeszcze blogi ze strasznymi historiami, też bardzo lubiłam. Pamiętam także marzenia - żeby znaleźć się w rankingu onetu, być w Top 5, czy innym Hot Fafnoście. Potem jednak zrezygnowałam z poszukiwania sławy i przyszłam tutaj. Pisać dla pisania.
Bo jakoś potrzebowałam tego. Jakoś nadal potrzebuję.
Piszę to notkę już kilka godzin, ale postanowiłam zawrzeć w niej ostatnią dekadę mojej działalności w internecie. Były zwykłe blogi, flog, fotoblog, ale istotne było tylko jedno - pisanie. MUSZĘ PISAĆ. Bo w ten sposób oswajam sama siebie i uczę się żyć ze sobą.

Z blogami wiążą się moje wielkie inspiracje, z lat onetowskich pamiętam Anię od Niecodziennika Sieradzkiego, pisałam już tu o niej, wielką fanką jestem do dzisiaj, pięć minut właśnie po raz pierwszy napisałam do niej, przez fb ostatniego projektu i mi odpisała, kyrie, Ania to mój blogowy Kanye West, jestem dumna z tego kontaktu. Potem był Antoni aka Trepp, ale aktuanie nie jest aktywny literacko, jedynie plastycznie. Dużo później trafiłam na Zazie - muszę się przyznać, że mam u niej zaległości, śledzę przez Facebooka, ją i jej mopsy, no i Syda. Kolejną, wielką miłością blogową jest Diggerowa aka Valdienne Moskievsky aka Znowu Pół Roku Czekam na Notkę - prawdziwa Beyonce polskiej blogosfery dla mnie, uwielbiam ją, ona i Tycjane to jedno z moich niewielu OTP, a jak Tycjane zaczęła mnie follować na instagramie to skakałam ze szczęścia. Lubię Konrada, namiętnie komentuję Stri, sama pani Katarzyna ze Szprotestu pozytywnie ocenia moje teksty i mamy kontakt, niesamowita Karolina z tl-dr.pl ma przerwę, ale wierzę, że wróci. Jest też Grant Thorsson - niedawno się "poznaliśmy", trochę rozmawialiśmy przez komentarze. Od wszystkich tych ludzi czegoś się nauczyłam/czegoś się uczę. Cieszę się, że na nich trafiłam - dzięki internetowi, dzięki komentarzom, dzięki blogosferze. Wszyscy jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, ale łączy nas jedno - piszemy.

Mogłabym wymieniać, ale chcę to ściśle określić - przez lata pisania, a także czytania historii, opinii innych ludzi nauczyłam się - po pierwsze - lepiej wyrażać siebie, a może właściwie - dałam sobie pozwolenie na wyrażanie myśli. Czasem wiąże się z tym ogólne niezrozumienie, bo jak wspominałam jakieś parę-paręnaście postów temu - lubię mówić zagadkami, może nawet nie lubię, tylko po prostu tak mam.  Po drugie - zabawnie mi jest dzielić się swoją kontrowersyjnością, która tak naprawdę nią nie jest, o tym również mówiłam - nie narzucam sobie filtra poprawności politycznej, wypowiadam się w taki sposób, w jaki myślę, dokładnie, co myślę i bez ogródek, wręcz ostentacyjnie czasami. A to się nie podoba. Niektórzy ludzi bardzo by mi chcieli strzelić linijką po łapkach ze względu na to, że potrafię jasno wyrazić swoje niezadowolenie, a także nie silę się na słodzenie - właśnie przypomniał mi się pewien sms od K, który cytowałam już dawno temu, dzięki podkręconym zdolnościom umysłowym znalazłam - "pisanie czegoś bez sensu posypując E250, E300 i uważając, że to elokwencja". Scio me nescire, ale wolę błądzić po swojemu, niż udawać, że wiem co robię, idąc utartą ścieżką wyłożoną jednym, wielkim pierdoleniem, które stanowi esencję bytu ludzkiego. Ludzie, których blogi wymieniłam powyżej żyją po swojemu, całkowicie, są wspaniali, kreatywni, inteligentni, kreują swój byt, a nie bezmyślnie pozwalają, aby to społeczeństwo włożyło ich do szufladki. Ja też na to nie pozwalam. O ile w matematyce, która jest moją pasją również od dekady, nie mogę się wyrazić, to w ~sztuce~, którą tutaj uprawiam tak, i dopiero połączenie tych dwóch skrajnych dziedzin daje mi poczucie równowagi, ale słyszę, że nie mogę.
Z moim wrodzonym urokiem osobistym odpowiem tylko: niech fallus napotka Twój anus, właśnie, że mogę.

Jestem Blogerką - od dziesięciu lat, niemal bez przerwy. Myślę, że zasługuję na to miano. Niestety, bloger to nie profesor - nie dostaje się specjalnego zaświadczenia, że się nim jest. Ja to czuję. I po tylu latach to w sumie mi się "należy". Czy czuję się przez to inaczej? Nie. Ale to taka etykietka, dzisiaj raczej odbierana nieco negatywnie, blogerzy to głównie szafiarki, które pokazują swoje szmatki - choć nie powiem, natrafiłam ostatnio na bloga, niestety nie pamiętam nazwy, bo mama pokazywała mi na nim jakąś sukienkę, i pobieżnie przejrzałam posty owej pani - były bardzo ciekawe, a poza tym - czyste, przejrzyste i dobrze napisane. Właśnie - poprawność - kiedy zaczynałam, moja interpunkcja no cóż, pozostawiała baaaaaaaaaaaaaaaardzo dużo do życzenia, nadal nie jest idealnie, ale się staram. Z ortografią nie było najgorzej, więc nie mam czego zbytnio porównywać. Na pewno mam większą łatwość w wypowiadaniu się, dosyć szeroki zasób słów. Bo jestem pisarzem zarówno czynnym jak i biernym. Tworzę, ale i zapoznaję się z cudzym tworem. Produkuję, ale i odbieram, przyjmuję, tak jest dobrze. Bywałam atakowana o moją składnie, zaczynanie zdań małą literą. myślę, że choć moje nazywanie się "artystką" jest głównie ironiczne i ma charakter humorystyczny, to jednak z uwagi na to, że to ja jestem tutaj "twórcą treści" to mogę sobie pozwolić na pewne zabiegi stylistyczne. To taki przywilej, który sama sobie przyznałam.
Osiem porad, które są bardzo istotne, jeśli się chce.

Myślę też o tym, co się podziało ze mną przez te lata, w sensie, co ja reprezentuję tym blogiem. Na pewno świadomy feminizm. Na pewno chęć szerzenia ogólnej świadomości - nie chodzi mi o to, aby wszyscy podzielali moje poglądy. Chciałabym, żeby ludzie je po prostu mieli, ale nie oparte na "coś tam słyszałem w telewizji", piąte przez dziesiąte, "nie wiem, ale mi się wydaje". Cholera, skończmy z tą ignorancją, bądźmy świadomi - czy to kwestie socjalne, polityczne, czy jakiekolwiek inne.
Nie zajmuję się jednak samymi "poważnymi rzeczami", mam bardzo dużo, w dodatku bardzo rozległych, zainteresowań. Także pojawiają się tu i moje makijaże - bo lubię czasem coś sobie zmalować, pojawia się tu matfiz, bo to moja druga rodzina, jest jedzenie, bo gotować/piec lubię. [Choć wypiekom Żanety to ja chyba nigdy nie dorównam ;x]. Więc chciałabym też zastanowić się nad przyszłością Nicky Was Here - chcąc nie chcąc wyszedł mi blog pamiętniko-feministyczno-kosmetyczno-kulinarno-ciastkarniano-lifestylowy. Od dłuższego czasu jestem nieco rozdarta - prowadzenie kilku blogów, albo chociaż dwóch jest nieco czasochłonne, co ja mówię, prowadzenie jednego czasem mnie przerasta. Stąd też pomysł, że posty to nie zawsze będą moje przemyślenia czy inne rozważania. Wprowadzenie zdjęć makijażu/portretów, w sumie autoportretów, a tak szczerze mówiąc klimatycznych samojebek mojego autorstwa było swoistego rodzaju próbą. Możliwe, że z czasem zaczną się pojawiać tutaj przepisy, które lubię. DIY - bo zaczęłam się interesować, różne takie. Przyczyna jest bardzo prosta - NWH jest dla mnie naprawdę, jednym wielkim pamiętnikiem; wspomnieniami, źródłem wiedzy i narzędziem pracy nad samą sobą. Jeśli komuś nie pasuje - nie trzymam na siłę, ale tak w ramach jasności - w końcu podjęłam taką decyzję i tak będzie, wiec się nią dzielę. Żadna inna platforma/sposób przechowywania nie sprawdził się w moim przypadku w takim stopniu, jak ta oto witryna. Nonsensem byłoby zaczynanie kolejnego bloga, na którego nie bardzo mam czas. Tutaj jestem "na swoich śmieciach", jest mi dobrze, poza tym, to wszystko, to moje życie, a takie było główne założenie przy zakładaniu tego miejsca - będę pisać o sobie, bo o tym potrafię. To mnie dotyczy, myślę, że będzie dobrze. Mogę tu sobie wejść i poszukać rzeczy z przed x lat, wszystko pod ręką, o każdej porze dnia i nocy z dowolnego miejsca na ziemi, pod warunkiem posiadania połączenia sieciowego.

Zawsze po cichu marzyłam, żeby inspirować innych - niekoniecznie swoją "postawą życiową". Warto spróbować, nie każdy chce być feministą, jednakże, kto wie? Może kogoś zainspiruje absolutnie przepyszne ciasto czekoladowe, które jest bez glutenu i jest wspaniałe - nie wygląda jak hollywoodzka piękność, ale smakuje jak czekoladowa chmurka.

O rytuale, jakim jest dla mnie tworzenie bloga, ale i również pisanie innych tekstów już opowiadałam. Jednakże, nastąpiły zmiany - stary, stacjonarny komputer, w zeszłym miesiącu został wyeksmitowany z mojego, szumnie zwanego, biura i teraz przyzwyczajam się do laptopa, który ma zupełnie inną klawiaturę. Nie jest tak samo, ale jakoś mi idzie. Ostatni tekst o atopii został sporządzony w biurze właśnie, ale teraz już tak sztywno nie trzymam się miejsca, pozwalam sobie pisać w różnych miejscach, ale pod jednym warunkiem - muszę być sama. Czasem towarzyszy mi cisza przerywana stukaniem w klawisze, czasem muzyka, lecz musi być ona specyficznie dostrojona pod kątem tego, co ma wyjść spod moich palców, czasem tykanie zegara. Ale przede wszystkim - samotność pod względem mojej otwartości na człowieka. Nie rozmawiam, kiedy piszę. Nie odpisuję na wiadomości, pisanie jest pod tym względem święte. Nie lubię jednak, gdy ktoś jest obok, nie daj zielony borze, aby spróbował mi patrzeć przez ramię. Nie i nie. Pewne rzeczy muszę oswajać, czasem muszę je dopieścić, a czasem patrzeć tak długo, aż znienawidzę.
Pisanie rekreacyjne może być przyjemne, gorzej, kiedy zaczynasz je brać na poważnie. Kiedy gapisz się w słowa i ich dźwięk jest ohydny, bo bywają takie dni, że nie potrafisz napisać nic. Frustracja, kompletna, zupełna, marazm.
Fanką angielskiej dramatopisarki Sary Kane jestem nie od dziś, ten cytat bardzo mi się z nią kojarzy. [a będąc w temacie, marzy mi się zobaczenie jak Cielecka zaprezentowała się w 4.48]. Słyszałam, że piszę pięknie, że potrafię poruszyć dusze nawet, lecz jest coś, nad czym ludzie, których do pisania nie ciągnie/nie mają okazji tego robić/etc. często się nie zastanawiają. Mianowicie - co tak naprawdę dzieje się w umyśle autora, mam o tyle łatwiej, że to ja jestem protagonistką tej powieści, którą tutaj snuję, więc teoretycznie powinno mi być lepiej, jednakże co mają powiedzieć twórcy postaci, rodów, a nawet całych światów. 

Pisanie to czasem zabawa w Boga. Wszystkie najdziksze pomysły możemy urzeczywistnić za pomocą słów. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, jak potężnym narzędziem jest to prozaiczne słowo. I to właśnie chyba jego kolejna zaleta - coś, czego sił nie doceniamy łatwo może nas zaskoczyć.


~Sprawdziłam ile słów ma ten tekst - przeszło dwa i pół tysiąca, piszę go kilka godzin, z przerwami na kawę, lecz także paroma researchami. Jestem zadowolona, bo miałam ostatnio problemy z pisaniem. W najbliższym czasie notka opowiadająca o weekendzie we Wrocławiu, w zasadzie chcę, by była to ta następna. Może mi się uda dorównać temu, co stworzyłam w zeszłym roku w maju. Według paru osób to były jedne z najlepszych moich tekstów. Też je lubię. Tak, zdarza mi się lubić coś swojego.~

You Might Also Like

0 komentarze