xx1700xx. niekonwencjonalny przepis na zadowolenie.

13:32

Więc bierzesz kociołek, wrzucasz ogień i wodę, dolewasz nieco paradoksu, dosypujesz uczuć, indywidualizmu i mieszasz, aż wybuchnie. Im skrajniej, tym lepiej. 

Wyjazd poprzedzony był czymś, co Niemcy określają słowem Reisefieber. Milion myśli się kłębi, począwszy od "na pewno czegoś zapomnę", przez "chcę za dużo rzeczy zabrać", aż po "ale ale ale jak to, on mnie zobaczy bez tapety". #horrifying.
Powinnam wstać o ósmej rano, czyli pójdę spać o trzeciej - logika od zawsze jest moją mocną stroną. Przynajmniej pomalowałam paznokcie na swoją ulubioną czerwień, no, nie tylko swoją. Za dwadzieścia jedenasta niemalże wbijam je w kogoś bardzo specjalnego. Jakoś nie bardzo potrafię się powstrzymać, nie chcę nawet próbować. Stęskniłam się.
Podróże małe i duże; rozmawiamy jakoś o wszystkim, za nami siedzą dwie kobiety, jedna z nich mówi, że ma dosyć swojej pracy, zwariuje od myślenia o niej, a potem raczy swą towarzyszkę wykładem trwającym półtorej godziny czym to ona się nie zajmuje, ironia losu, byłoby to nieznośne, gdyby nie fakt, że oboje jesteśmy śpiący, niecierpliwość bierze górę, szybko układam się na ramieniu i wsuwam swoją dłoń w drugą, większą. Rozpoczyna się maraton trzymania za ręce. Tył zajął jakiś wieczór kawalerski, zachowują się jak niespełna rozumu hołota, ale już powoli odpływam. Przymykam oczy i czuję ramię zamykające się na mnie. Obojczyk. Wgłębienie. Broda. I odchylona szyja. - Ty mały wampirze. - nie przejmuję się zbytnio, tylko kontynuuję. Wiemy, w co gramy i jak się to skończy. W połowicznym letargu przejeżdżam paznokciami, a to po głowie, a to po przedramieniu, odpowiada mi zadowolony pomruk i głaskanie mojej ręki.
Spacer do hotelu przebiega spokojnie, bez problemu docieramy na miejsce po drodze kontemplując przestrzeń i architekturę stolicy Dolnego Śląska. Meldowanie trwa zbyt długo, od tego oczekiwania myli mu się miesiąc, co z uroczym uśmiechem zauważam, zbyt rozkojarzony, by spiorunować mnie wzrokiem szybko poprawia dziewięć na osiem. Ledwo zamykają się za nami drzwi windy już, minus przyciąga się z plusem, i chociaż to tylko trzy piętra musimy trzymać się za ręce. Tak po prostu musi być.
Jestem próżna, ledwo dostałam się do lustra musiałam poprawić makijaż, nieco niepotrzebnie, gdyż jak tylko od niego odeszłam zostałam pociągnięta na łóżko, piłam kawę mając nogi przerzucone przez jego, właściwie jak zwykle plączemy się, symbioza. Ręką, bardziej paznokciami przejeżdżam kilkakrotnie po jego włosach, przestaję na parę sekund, a tu nagle z K zrobił się kot, który przesuwa łebkiem, by go dalej drapać. Bawi mnie jego mina niezmiernie, ale powstrzymuję chichot, sama często taką mam. Jakiś cichy pomruk, tu już nie wytrzymuję i pytam, co to za mruczenie, odpowiada bliżej niezrozumiałym burknięciem. Śmieję się w duchu, w końcu role się odwróciły. Po plecach też mam drapać. bo tymi paznokciami to tak przyjemnie. Więc co innego mi pozostało? No nic, tylko miziać, przynajmniej mam gwarancję, że będę miała wynagrodzone. W końcu następuje zmiana i czuję odrastający zarost lekko haczący o moje włosy, w połączeniu z dłonią na lędźwiach jest to wyraźny i czytelny komunikat. Resztka świadomości mi podpowiada, "spróbuj się nie zachowywać jak małe zwierzątko". No ale jestem przy nim małe zwierzątko. Takie, które w końcu czuje się bezpiecznie. Ostatnio stwierdziłam, że jestem królewną z lodu i dlatego rozpuszczam się, kiedy czuję chociażby jego oddech na skórze. Z zamyślenia wyrywa mnie tylko - no chodź tu. Wyplątuję się. Zaskoczenie. Ponowna próba, daję mu po łapach. Kończy się przyciągnięciem do siebie i stalowym uściskiem. Nie mam szans, myślę, próbuję udawać, że chcę się wyrwać, ale aż taką dobrą aktorką nie jestem. Czuję palce wplątujące się w moje loki, no cholera jestem zgubiona. I daję się porwać.
Ledwo zdecydowaliśmy się wyjść na miasto to zaczęło padać, trudno, zjedliśmy obiad, rozpogodziło się, więc zrobiliśmy sobie długi spacer; poszliśmy nieznaną nam drogą.
żałuję, że nie weszliśmy.
Takie widoki z kładki.
według K to jest "Marcin + Robert"

takie tam, metafory na budynkach.




Później pojechaliśmy na Pergolę, bo ja kocham pokazy fontann, jako, iż mieliśmy czas to przeszliśmy się dookoła po parku i innych zieleńcach. No i zeszło na trochę dziwne tematy. I tak trochę no... Łatwo się denerwuję, zwłaszcza, kiedy on "świruje", bo tak to nazywa. I pobiłam osobisty rekord, bo zachowywałam się ozięble i oschle przez przeszło czterdzieści pięć minut. I próby udobruchania mnie były nieudane. O nie nie, głaskanie po nosku, buziaczki i próby rozśmieszenia mnie to za mało. Księżna jest urażona. Jednak księżna po zastanowieniu stwierdziła, ze usłyszała "przepraszam"  i to kilka razy, plus szanowny Książę naprawdę się starał i przejmował, a to już combo w jego przypadku niespotykane, więc ostatecznie postanowiła go jeszcze chwilę podręczyć, a później wspaniałomyślnie wybaczyć.
Ogólnie, śledząc nasze perypetie wiadomo, że to ja jestem prowodyrem sprzeczek, ale również szybko spuszczam głowę i chcę się pogodzić. Tym razem jednak było inaczej, zreflektował się, że chyba coś zbytnio nie tak. To chyba było pierwszy raz tak en face, widziałam zmartwienie na jego obliczu, ale tak, konsekwencje. Staliśmy patrząc na fontannę, po czym powiedział, że idzie usiąść i czy pójdę z nim, nie zareagowałam, więc objął mnie ramieniem i przyciągnął, bym szła z nim. Odwróciłam się plecami i siedziałam kolejne minuty w ciszy, aż w końcu nie wytrzymał. Pierwszy raz. będziemy tak milczeć? porozmawiamy normalnie? a możesz powiedzieć czemu się odwracasz do mnie plecami? chcę rozmawiać z Tobą, nie z nimi. Duma mówiła zostaw, niech się męczy, ale na szczęście jestem rozważniejsza. W ramach quasi-pojednania wzięłam jego dłoń i użyłam zwyczajowego wzroku "kocham Cię, ale mnie wkurwiasz czasem". Jednak to nie był koniec.
przykład jaka jestem czuła - tak w ogóle, dziwnym trafem jak jestem smutna/zła to mój głos jest wyższy :x
nie ma jak ciepłe "zamkniesz się?" przy Beyonce.
Ale niektórzy ludzie, czyt. pewni uparci ludzie pokroju K uwielbiają się droczyć i trzeba podjąć ostateczne środki, by ich uciszyć. Jako Nieanonimowy Choleryk podejmuję konkretne działania działania, a jako, że mój ulubiony śmieszek twierdzi, iż nie odczuwa jakiegokolwiek wstydu to odstawiamy romantyczne sceny pośród setek ludzi. Moje wkurwienie jeszcze potrzebuje chwili, aby się ulotnić, więc nieco agresywne okazywanie uczuć kończy się śmiechem, kpiącym uśmieszkiem i pytaniem "to miała być kara?". No pewnie.



wcale nie stałam na środku drogi i jednocześnie torów tramwajowych robiąc to zdjęcie.
Po fontannach chcieliśmy iść na piwo, więc sobie zrobiliśmy spacerek, dosyć znaczny. Za to piwo po nim smakowało najlepiej na świecie. Rynek we Wrocławiu to nie rynek w Rybniku, życie nie zamiera jeszcze dłuuuuuugo po północy.Jednakże, w przeciwieństwie do naszych małych mieścin tam wszystkie chodniki, ścieżki, ulice są oświetlone, więc myślę, że jakbym była sama to bym się nie bała chodzić po nocy [+ liczne patrole policji], a jak mam wyjść po papierosy do sklepu wieczorem na osiedle to miewam trzy zawały po drodze.
Nasze nocne rozmowy bywają dziwaczne, czasami aż nader szczere. przeszłość, przyszłość, teraźniejszość, w której jesteśmy na wyłączność. Trochę to szalone. To, że żyjemy z pewnymi łatkami, które tak nie do końca wiadomo skąd się wzięły.

sodoma i gomora, siedzieliśmy w barze tak długo, aż go zamknęli.

W dosyć wesołych nastrojach koło godziny drugiej albo bliżej trzeciej wyruszyliśmy w kierunku spania, śmiejąc się jak popierdoleni z wszystkiego i ogółem zachowując się niezbyt dobrze. Ale było zabawnie. Sen był kamienny tamtej nocy, zmęczenie dało się we znaki, więc jedyne co, to kąpiel i amen do łóżka, spoczynek, wypoczynek; inhalacja zapachem, który uwielbiam; mała łyżeczka + duża łyżeczka, podgrzać i zawinąć w kołdrę, zostawić na noc - dobry przepis, polecam. 
Obudziłam się podejrzanie szybko, więc stąpałam na paluszkach, żeby nie obudzić Starego Niedźwiedzia, który mocno spał. Dominika umiliła mi z rana czas, kiedy wysyłałam jej zdjęcia Domu Doktoranta. W końcu było dosyć późno, Szanowny Pan nie przejął się budzikiem, więc musiałam go obudzić - jak zwykle, najtrudniejsze rzeczy należą do moich obowiązków. Na szczęście udało mi się nie rozzłościć tego leniwca. Ogółem, samo to doświadczenie było dla mnie surrealistyczne - to był pierwszy raz, kiedy widział mnie bez makijażu, niedługo po wstaniu z łóżka, także nieco się wstydziłam, lecz jak się okazało - nie było czego.
I stwierdziliśmy, że pójdziemy do ZOO, a później znów na Pergolę.
na takim wybiegu to i ja mogę się przechadzać.

pingwinki ♥ uwielbiam pingwiniątka.


Dwie minuty wcześniej państwo Lamowscy oddawali się przyjemnej czynności, jaką jest prokreacja. O dziwo, matki nie robiły dziwnych komentarzy, natomiast ojcowie podzielili się na dwa obozy - pierwszy "dzieci, odwróćcie głowy, nie patrzcie tam" i, szczególnie gdy w grupach, "*rubaszny śmiech* heheh, patrz jak się ruchajo!!!". Bardzo zabawne, no niemożliwe.
Oprócz radosnego podglądania pingwinów i fok [żałuję, że nie mam zdjęcia foki, bo była przepiękna] musieliśmy radzić sobie z napływem miliona ludzi, w pewnych momentach K kurczowo trzymał mnie za rękę, bo bał się, że mu się zgubię, oczywiście musiał przy tym dodać parę żartów na temat tego, jakobym była TAAAAAKA niska.

Zebra Goha

Ogrody japońskie


Wracaliśmy o wpół do szóstej, abstrahując już od ludzi pchających się do tego busa, jakby ich życie od tego zależało to staliśmy w korku na A4 chyba z dwie godziny, za bardzo nie wiem, gdyż jako sprytny kot umościłam głowę na kolanach K i tyle mnie interesowało, większość drogi przespałam zgięta jak paragraf, ale przytulona, więc jakoś to było. 
Kiedy tak orientacyjnie liczę, to byliśmy ze sobą non stop przez blisko 34h, z czego dobre 29 trzymał mnie za rękę. Całkiem nieźle jak na kogoś, kto jest absolutnie nieromantyczny.
Chyba mam dobry wpływ.
i dwa pierwsze miasta musiały obserwować naszą bezwstydność.



this right here I swear will end too soon


You Might Also Like

1 komentarze