xx1701xx. Klasyka gatunku.

20:11

~ czyli jak wychować młodą damę ~

👅
Pewne rozmowy, a także i ostatnie wydarzenia są dla mnie niejako inspiracją do tej notki. Będzie feministycznie, bo tak; bo mam ochotę.
Z niektórych rzeczy, jak również, z ich konsekwencji w naszym dalszym życiu nie zdajemy sobie sprawy. Byłam "niestandardową" dziewczynką, m.in. pod tym względem, że nie lubiłam sukienek; od kiedy sama się ubierałam praktycznie ich nie nosiłam, przez co słyszałam, co chwilę od ojca, ze jestem mało kobieca [serio? W wieku jedenastu lat miałam być kobieca? PLZ]. W szkole podstawowej, zwłaszcza w klasach 1-3 panuje ten piękny stereotyp - dziewczynki są ułożone, ciche, spokojne, starannie piszą, lubią rysunki, muzykę; ładnie śpiewają, recytują wierszyki i nie sprawiają problemów. W zeszytach mają szlaczki, na głowie dwa warkocze, a pola na oceny w dzienniku przy ich nazwisku są zapełnione piątkami.
Ja nie robiłam szlaczków, moje pismo było [i nadal nieco jest, chyba, że się mocno postaram] tragiczne, a ze spokojem to po dzisiejszy dzień u mnie krucho. Agresywny typ ze mnie, co ja poradzę, że typowy choleryk. Tym samym nie spełniałam oczekiwań, głównie od babci, tej ze strony ojca, że mam być grzeczna, uczyć się, odrabiać zadania i mieć ładne pismo; a jak chłopiec mi dokucza, to mnie lubi. Mama załamywała ręce nad moimi uwagami, że czemu ja znowu uderzyłam starszego i wyższego o 30 cm chłopca. No, bo mnie zdenerwował, mamo, obraził mnie. Przemoc nie jest rozwiązaniem, ale ze mną się nie zadziera. Większych kłopotów i wyciągania poważniejszych konsekwencji nie było, bo należałam do tych "utalentowanych" uczniów, a ich zawsze się chroni, taka prawda, ale nie o tym.
Ostatnio usłyszałam, że jedna ze znajomych matek powtarzała swoim córkom, jacy to mężczyźni nie są okropni, że na każdym kroku może je spotkać gwałt; po latach starsza córka stwierdziła, że z powodu jej rodzicielki kilka jej związków się rozpadło, a młodsza, że czasem po prostu boi się facetów. To bardzo krzywdzące, dla obu stron; kobieta boi się wejść w związek, a mężczyźni stawiani są w roli tych złych; oprawców.
Ciężko jest być dorastającą dziewczyną czy też młodą kobietą. Fakt, że jesteśmy w kraju, gdzie większość ludzi wychowywana jest w kulturze i tradycji chrześcijańskiej. To kolejne obostrzenia wobec młodych ludzi.
Po Internecie krąży grafika, w której porównuje się - jeśli dziewczyna się maluje: jest próżna, pusta; brak makijażu - nie dba o siebie; ubiera się w ciuchy z dekoltem/krótkie - powiedzmy ładniej, ladacznica - nie "odkrywa" się? - MNISZKA. Interesuje się typowo "dziewczęcymi" zajęciami? Pusta. Coś bardziej "męskiego"? Pozerka, pewnie się wcale nie zna na tym, udaje. [Szczególnie stereotyp "girl gamer"]. Uprawia seks - dziwka, puszcza się, nie uprawia - zakonnica. Zależy jej na wykształceniu - nudna, chodzi na imprezy - idiotka.
Czego by nie zrobić, to i tak źle. Więc co?
"Nie przejmować się." - tak, bardzo proste, wspaniała rada. 10/10. Uświadomienie sobie jak wielkie piętno odciskają na nas owe stereotypy, zabobony i odgórnie narzucone role zajmuje wiele czasu. Podjęcie próby uwolnienia się od nich - jeszcze więcej. Dojście do tego, że ja, jako człowiek jestem zupełnie odrębną jednostką i jedyne, za czym powinnam w życiu podążać to moje sumienie, moje oczekiwania wobec siebie i swój, własny pomysł na życie wcale nie jest takie proste.
“A girl should be two things: who and what she wants.” ― powiedziała Coco Chanel
Myślę, że to się tyczy nie tylko dziewcząt, ale wszystkich ludzi. To od nas zależy co zrobimy z tym, co nam dano - tj. życiem. TO OD NAS ZALEŻY, CZY WYPEŁNIMY JE STRACHEM, ZŁOŚCIĄ I NIENAWIŚCIĄ, CZY TEŻ UDA SIĘ NAM BYĆ SZCZĘŚLIWYM. 
Nie czuję się winna przez to, że nie zachowuję się tak, jakby chciała tego moja matka, że dokonałam wielu wyborów sprzecznych z tym, w co ona wierzy, bo jestem innym człowiekiem, o innej mentalności i to nie grzech. Spotykam dziesiątki ludzi w moim wieku, często z zupełnie innymi poglądami niż ja; staram się szanować wszystkie, jednak, kiedy widzę, że powtarzają oni ogólniki zaczerpnięte nie wiadomo skąd, bez jakiegokolwiek wkładu czy wysiłku umysłowego z ich strony jestem wściekła. Większość z nas jest naprawdę uprzywilejowana, a nadal pozostaje ignorantami.
Lubię wymieniać się poglądami i dyskutować, jednak tak długo, jak nie atakuje się mnie, nie próbuje na siłę przekonać i przede wszystkim, nie obraża się swojego współrozmówcy.

Więc jak wychować młodą damę?
Wpoić jej, że dobrze jest być niezależną, jednak miłość, związek z kimś nie czyni człowieka słabym, że wykształcenie jest ważne, że szczerość, to bardzo dobra cecha, jednak nie wszyscy potrafią ją znieść, mimo, że na prawo i lewo wołają "chcę znać prawdę", że są źli ludzie na świecie, lecz to nie znaczy, że nie ma dobrych; że uprzejmość i takt zawsze są w cenie, i nie oznaczają dwulicowości, jedynie dobre wychowanie i dojrzałość; że nigdy nie powinna robić rzeczy wbrew sobie, albo próbować czegoś udowadniać, zwłaszcza źle się przy tym czując. Uczyć, że nie powinna się zmieniać, by komuś się "przypodobać". Że wszystkie jej uczucia są słuszne, obowiązujące i ważne, i nikt nie ma prawa powiedzieć inaczej. Jeśli jest smutna i płacze - ma prawo, jest zła i krzyczy - ma prawo. Że ma nie dusić swoich uczuć. Że jej zdrowie psychiczne jest ważne. Że to ona decyduje o sobie, jak i o swoim ciele. Że ma prawo być inna, że mimo niepodzielania Twoich wartości, religii, orientacji seksualnej, niezgadzania się w kwestiach moralnych nadal jest Twoim ukochanym dzieckiem, że chcesz służyć jej radą i pomocą. Że może Ci ufać. Dać do zrozumienia, że między najbliższymi nie powinno być kłamstwa, a także, że nie musi się bać powiedzenia Ci czegokolwiek "złego", czego się dopuściła.
Naucz, że jest szefem, i że może osiągnąć wszystko, czego tylko zapragnie, nie wykorzystując "swoich atutów"; nie tylko w "kobiecych" dziedzinach; że nie musi mieć męża, dzieci i domu z ogródkiem, by zyskać Twoje uznanie i wywołać zadowolenie. Że nie ma nic w złego w odmiennych priorytetach.
Twoja przyszła młoda dama nie musi odgrywać żadnych ról, niech po prostu będzie sobą, najlepiej w wersji szczęśliwej, to jest cel.
 

Mamy ponad tysiąc słów kochani, dzisiaj może jeszcze będzie jakiś jedzeniowy post, ponieważ było jedzenie, jest pies, będzie wino. Jest dobrze.

You Might Also Like

0 komentarze