xx1702xx. Grow the fuck up. // adolescencyjne marzenia panny N.

16:49

Od jakiegoś czasu jestem pełnoletnia.
Od jakiegoś czasu wiem również, iż za rok o tej porze będę przymierzać się do mieszkania w pojedynkę, 150 km od domu. [jeśli plan wypali, a musi]
Wiem też, że żyję w nieco okrojonej rzeczywistości. Dlaczego?
Prosty przykład - nie wiem od jakiego piekarza jest chleb w moim domu, po prostu jest, ojciec wcześnie zaczyna pracę, więc jest jednym z pierwszych klientów piekarni - pieczywo mamy świeże i jesteśmy pewni, że jest ono dobrej jakości, bez sztucznych dodatków. No tak, ale ja nie wiem skąd - chleb magicznie pojawia się w szafce, a kiedy go nie ma to zdarza mi się zaopatrzyć w bułkę w Lidlu [dobre tam mają, ale czy na pewno 100% natural to nie wiem], choć te "zdarza mi się" jest bardzo rzadkie, głównie z racji mojego lenistwa.
Nie wiem do kiedy płaci się prąd i wodę, albo jakie jest ich przeciętne zużycie - tak, żebym potrafiła poznać czy nie płacę za dużo, czy ktoś mi się nie podłączył [nie takie historie na blokach się działy] i czy przypadkiem nie jestem nieco rozrzutna - ekologia przede wszystkim. Wiem, że raz na miesiąc przychodzi magiczna koperta nr 1, z logiem PWiK, bądź też koperta nr 2, chyba z Energi [???] i bawimy się w zgadywanie "kto poda kwotę najbardziej zbliżoną do rzeczywistej wysokości rachunku".
Nie wiem ile kosztuje węgiel, ile go zużywamy do ogrzewania domu; moje umiejętności kończą się na dorzuceniu łopaty opału albo paru drewnianych klocków do pieca, żebym nie zmarzła podczas zimy.
Nie wiem, ile gotuje się buraki, jak zrobić rosół, ani z jakiego mięsa robi się schabowe [wół, wieprz, kto by to rozróżniał... przecież moje "mięso" ogranicza się do kurczaka]. Kapustę kiszoną kupię sobie w sklepie, a ogórki i paprykę zaprawia mama. Ale wypadałoby samej umieć.
Nigdy w życiu nie myłam okien, ale to inna sprawa - nasze okna, za które chcemy odszkodowanie [sądzimy się już X lat]; a to plamią silikonem, ogółem są "smugogenne", więc matka nikogo do nich nie dopuszcza, bo tylko ona potrafi je ogarnąć.

Jestem nieco życiowo upośledzona, w kategorii mądrości oraz sposoby domowe dam sobie jedną z pięciu gwiazdek, przyznam to szczerze. Są dwie skrajności - jedna strona się wstydzi, ukrywa ten fakt, natomiast druga hiperbolizuje i gloryfikuje swoją nieporadność. Co je łączy - nic z tym nie robią. Ja natomiast się staram, powoli dochodzę do tego, że mam swoje własne "kuchenne sekrety", kiedy znów mi strzeli prąd [bo używam miliona elektrycznych urządzeń jednocześnie] to już wiem, gdzie trzeba przy bezpiecznikach pstryknąć, gdyż pewnego zimowego poranka K mi tłumaczył przez telefon, co się stało i co robić, żebym nie histeryzowała, że "zepsułam prąd". [sweet sixteen to były straszne czasy dla mojego ogaru]. Zaczęłam czytać blogi, głównie zagraniczne, gdyż ciągle staram się być bilingualnym stworzeniem, o tym, jak prowadzić dom, kiedy się jest przyszła zabieganą studentką, jak oszczędzać czas, w kolejce czeka DIY Planer - koniecznie chce sobie zrobić taki spersonalizowany ze wszystkimi bajerami. Mam też takie wspaniałe rzeczy jak szablon do "przepiśnika", który obiecuję zrobić mamie od dobrych dwóch lat - mamy przepisy mojej prababci, babci, mamy i w sumie moje także, chciałabym żebyśmy miały taką rodzinną księgę.

Zawsze mówiłam, że ja będę kobietą sukcesu, że najpierw moja nauka, kariera, a potem jakaś rodzina, dom czy coś.  Jednak czasami nachodzi taka myśl - fajnie by było wspólnie przyrządzać posiłki, kupować kieliszki i zastawę stołową, a w międzyczasie organizować przyjęcia tematyczne [takie, jak te, które widuję na blogach], dobrze by było wracać po pracy do swojego cichego zakątka. Nie lubię sprzątać, ale lubię mieć czysto, taki mini paradoks, ale są pewne czynności, które uwielbiam, gdy są zrobione. Świeżo ubrana pościel, wyprane firany i wiatr dostający się do wnętrza przez uchylone okno. Przejdźmy dalej - balkon, na nim duże donice z czymś zielonym; pomniejsze pojemniki ze szczypiorkiem, pietruszką, etc. Stolik, dwa krzesła i popielniczka, bo znając życie palenie rzucimy dawno po trzydziestce. I szerokie parapety, koniecznie, zarówno dla mnie, jak i dla kota. Mogą być też lampki, bo uwielbiam migoczące światełka. Potem kuchnia - tu mam problem, bo z jednej strony mam wielkie zamiłowanie do nowoczesności, prostych form, stonowanej palet biel-beż-szarość-czerń, lecz z drugiej moja miłość do shabby chic, mebli w stylu prowansalskim jest nadal niesłabnąca. Jestem przypadkiem nieuleczalnie eklektycznym, to mnie łączy z pewną znaną mi rodziną. Płynnie przechodząc do mojego gabinetu. Jest duże biurko, ogromne okna, gdyż lubię naturalne oświetlenie,a  wieczorem widok nieba i jeszcze większa biblioteka, choć właściwie to będzie tylko część naszego prywatnego księgozbioru; jakieśtam "branżowe" pozycje, gdyż nie będę literatury fachowej, związanej z matematyką trzymać przy poezji i beletrystyce [choć tak wygląda stos w moim pokoju]. Stoi komputer "do celów twórczych", centrum dowodzenia, zawsze też chciałam mieć maszynę do pisania, jedną z tych starych, lecz działających; dodajmy jeszcze laptop na moje rozrywki, tudzież pisanie w miejscach temu niesprzyjających, tablet graficzny, bo o dziwo, mimo, że jestem zupełnym beztalenciem to by się przydał, do celów różnorakich; dużą, białą tablicę, na której będę mogła liczyć. Jednocześnie mały kącik pełen ozdobnych papierów, wstążek, brokatu, drukarek do zadań specjalnych, żebym sobie mogła robić te wszystkie urocze projekty. I cała ściana w zdjęciach. Jeszcze koniecznie fotel w stylu ludwikowskim, najlepiej biały. W ogóle, lubię ten styl. Lubię moje pomieszanie z poplątaniem, dychotomiczność, związek bieli z czernią, ale i akcenty florystyczne w kolorach pudrowo-różowych.
"Na początku był Chaos..." 
~ J. Parandowski, wstęp do Mitologii. 
Luxurious "Shabby Chic" Rustic Bedroom...Love the Chandelier & Mirrors as a Headboard ~❤~
Pin by Marilyn Ledford on Shabby Chic | PinterestShabby mirrored wall
YAAAASSSSS
.
?.


You Might Also Like

0 komentarze