xx1713xx. efekt motyla.

23:59

♥ | via Tumblr

Tak się zdarzyło w moim życiu, że pewnego dnia po prostu umarłam. Był to na pozór poniedziałek podobny do innych, a ja umarłam. I musiałam żyć z pustką w środku. Więc w stanie bliżej nieokreślonego zombie dryfowałam przez kontinuum czasoprzestrzenne.
Rzuciłam się w obowiązki, naukę albo swoją dekadencką duszę uciszałam bardziej prozaicznie. O tak, długo byłam martwa, możliwe, że wtedy border zaczął dawać znać o sobie. Nie myślę już zbyt często o burzliwych relacjach, które wtedy mi towarzyszyły, szkoda na to czasu. Byłam bardzo pogubiona i w stanie ciągłej wojny ze swoją odmiennością.
Ale tak, czasami pojedyncze zdarzenie uruchamia cały ciąg, efekt domina czy też bardziej - efekt motyla. Nie było jak w książkach, nie do końca. Czucie powoli zaczęło wracać do mnie z początkiem jesieni. Przełomem, który spowodował, że na nowo coś się we mnie obudziło było mówienie prawdy, bez owijania w bawełnę, bez eufemizmów. "Prawda was wyzwoli" jak głosi Biblia. Pozwoliłam się poznać. Czasem zastanawiam się, czy to aby na pewno nie był błąd.
Szczególnie w chwilach takich, jak te ostatnie. Kiedy Moje Słońce chowa się za chmurami i nie pozwala mi za nie wejrzeć. Muszę walczyć z murami, które wokół siebie buduje. Czasem dostaję przepustkę, ale i tak, wiem tylko tyle, ile raczy mi zdradzić. Nie lubię, kiedy się dystansuje. Znaczy się, ja też często to robię, ale akurat on jest wyjątkiem, bo za dużo nas w sobie nawzajem; lecz dla niego, to nie argument, by móc mnie dopuścić do najgłębszych pokładów swojego jestestwa.
Cierpię przez to, zwyczajnie, serce mnie boli. Bo jestem bezsilna w tym momencie, nie mogę niczego zrobić, choć gdyby trzeba było to spaliłabym cały świat. Kiedy jednak w środku nocy mówi mi, co czuje, przypominam sobie dlaczego nasza relacja jest taka silna. Przypominam sobie, czemu kocham.
Żyję w czymś, co kształtem przypomina otwarty związek, z tym wyjątkiem, że jest zamknięty na osoby trzecie. Szczerze - nie wiem, czy klasyczny wariant "bycia razem" jest do wykonania, jeśli chodzi o mnie. Oboje potrzebujemy wolności, nie chcemy etykietek, szufladek. Jest przestrzeń, czasem owszem, zbyt wielka, ale w ten sposób się nie dusimy, a jak wiadomo, żeby ogień się palił, musi być tlen. Przede wszystkim - nie żałuję [już], że pod koniec 2013 nasz, wtedy dopiero początkujący związek, zaliczył bolesny upadek. Miałam czas dojrzeć, mieliśmy czas skupić się na naszej przyjaźni. Paradoksalnie - dobrze, że tak się stało, bo nie wiem, czy dzisiaj nadal bylibyśmy. Bo bycie ze mną wyczerpuje emocjonalnie. Teraz, kiedy wypracowaliśmy pewne rozwiązania, lepiej się dotarliśmy, łatwiej nam ze sobą żyć. Potrzebne były telefony o czwartej rano, jak i również te, z drugiego końca Polski, gdy rozgrywały się dramaty w moim życiu.
Nieco opadły mi różowe okulary z nosa, ale po trzech latach nadal chcę się budzić koło tego samego człowieka. Bo widział mój smutek, mój ból, żal, łzy, gniew, znosił awantury, ale doceniał uśmiech i radość. Widział mnie surową, co było dla mnie głębokim przeżyciem. Piszę to wszystko z potrzeby, która się we mnie zrodziła. Życie z nim bywa ciężkie, ale wiem, że czegoś takiego nie przeżyłabym z kimkolwiek innym. Warte to wszystko wysiłku i czasu.

These four lonely walls have changed the way I feel
The way I feel, I'm standing still
And nothing else matters now, you're not here
So where are you? I've been callin' you, I'm missin' you




If I lose myself, I lose it all.

You Might Also Like

0 komentarze