xx1719xx. Batalia o majonez - czyli poronione idee ministerstwa.

20:39

Jedna z rzeczy, o których miałam pisać na początku września, ale jak zwykle wyleciało mi z głowy. Jednakże, z pomocą dla mojego Alzheimera przyszła niezastąpiona Kaja, która swym postem na naszej szkolnej grupie obudziła we mnie emocje. Mianowicie, do szkoły przyszedł list; list nie byle jaki, bo od Pani Premier Szanownej, z czym związany? Z tą przeklętą reformą jedzeniowo-sklepikową. SZPP zwraca się do nas, uczniów, z pytaniem:
"Czy stosowanie nowych przepisów (dotyczących grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży w szkolnych sklepikach) powoduje istotne przeszkody i utrudnienia w funkcjonowaniu szkolnych sklepików? Jeżeli tak, to jakiego rodzaju są to bariery?"
Moja odpowiedź?

OCZYWIŚCIE, ŻE TAK.
Może gdyby nasz, fryczowski sklepik, wyglądał jak ten w moim gimnazjum to bym się nie przejęła, ale większość uczniów II LO potwierdzi - kanapki/bułki/jak kto woli je nazwać robione przez pana Grzesia były przepyszne. Właśnie, były. Bo z kultowej kanapki z kurczakiem, z ogórkami kiszonymi, papryką i pomidorem oraz przepysznym sosem czosnkowym [który miał majonez, zabroniony!], zapakowanej w smaczną bułkę zrobiło się... Danie śniadaniowe z gotowanym kurczakiem, tylko zielonymi ogórkami [kiszone mają za dużo soli], sosem na samym jogurcie oraz bułką, pseudozdrową, która w momentach świetności tylko nieco zajeżdża tekturą. Serce się kraje, bo przykro jest nam - konsumentom, a także i panu Grzesiowi, gdyż on również zdaje sobie sprawę, że to nie jest to samo i mimo wszelkich jego starań, smak oryginalnych kanapek jest nie do podrobienia.
Kolejnym paradoksem, według mnie, jest decyzja o tym, jakoby najodpowiedniejszą szynką była ta konserwowa. Podobno nasze społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, czy na pewno? Szynka jest KONSERWOWA, zatem na 90% ma KONSERWANTY, które chyba nie są zdrowe, a już zwłaszcza dla dzieci. Ustawa reguluje dokładnie, jakie wartości odżywcze powinny zawierać produkty dostępne w szkolnych sklepikach, a także dotyczące dopuszczalnej ilości barwników oraz cukru i soli na 100 g. Tak, więc zapchajmy półki jedzeniem absurdalnie przetworzonym, lecz słodzonym sztucznymi słodzikami - to z pewnością jest lepsze. Miało być zdrowiej, więcej owoców itp. Jednakże idąc tropem cukrów - niektóre owoce - banany, winogrona zawierają sporo cukru - więc może ich też zabronimy.
Gdyby ustawa dotyczyła chipsów [choć nawet nie wiem, czy w naszym sklepiku one były], coca coli [przeżyłabym, choć powszechnie wiadomo, jak uwielbiam tę formę kofeiny] czy czekolad, batonów itp. to nie ma problemu. Ale tutaj czuję nadmierną ingerencję państwa w moje wybory. Mam 18 lat, moi koledzy z liceum - 16/17; fakt, że funkcjonuje u nas gimnazjum, więc ranga wiekowa w naszym zespole szkół waha się między 13., a 19 rokiem życia - w tym wieku mamy już wyrobione pewne nawyki żywieniowe i to, że nie będzie danego produktu w sklepiku szkolnym, nie oznacza, że nie zakupimy go w sklepie mieszczącym się 100 m od szkoły. Mogę legalnie kupić papierosy i alkohol w dowolnym miejscu je oferującym, ale pszennej bułki w szkole już nie, czy to nie jakiś absurd? Nie dalej jak wczoraj widziałam przelotem zajawkę materiału dla którejś z telewizji o tym, że dzieci noszą własne przyprawy  - sól, pieprz czy cukier, by doprawiać potrawy serwowane na stołówkach, gdyż są one po prostu bez smaku. Czy taki był zamysł tej ustawy? Czy chciano tylko "utrudnić" nam życie? Właściwie - właścicielom sklepików również, pan Grzegorz staje na uszach, robi sałatki zwykłe i owocowe, nieco łagodzą gorycz wywołaną brakiem dawnych kanapek, gdyż [przynajmniej w mojej opinii] są bardzo dobre. Jednakże, gdyby nie był taki elastyczny to poniósłby straty, jak i również istnieje opcja, że musiałby "zwinąć interes". Ustawa godzi więc w polskich przedsiębiorców z mniejszym bądź większym stopniu. Pomysły z jogurtami i innymi takimi - kłania się nietolerancja laktozy. Zabrano kawę, a czemu nie herbatę - jest w niej teina! Może za niedługo będzie sprzedawana kranówka - przecież dobra; kiedyś wszyscy pili i byli zdrowi, a także chudziutcy jak witki.
Wprowadzając kolejne restrykcje, nie uzgadniając ich nawet z samymi zainteresowanymi - uczniami, czy rodzicami bądź też chociaż  nauczycielami -  rząd szkodzi samemu sobie - kiedy nadejdzie czas wyborów to my, pełnoletni obywatele mogący głosować będziemy pamiętać, kto odciął nas od kawy.

You Might Also Like

2 komentarze

  1. wybory blisko... trzeba działać

    OdpowiedzUsuń
  2. witamy w "dorosłym świecie" - znaczy tym formalnym, urzędowym...
    nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale żyjemy w ustroju faszystowskim (nie mylić z nazizmem!) gdzie wtyka się nos w każde twoje sprawy; w to czy możesz jeść majonez, w to jak krzywy powinien być banan... uważana jesteś za debila, bo nie umiesz przecież żyć ekonomicznie stosując żarówki 100W skoro powinnaś skorzystać z "ekologicznej", kilku watowej jarzeniówki... itd.
    "ja w twoim wieku..." - żyłem w lepszym świecie - nie było wolności politycznej, ale była znacznie większa wolność osobista - coli nie zabraniano w sklepikach szkolnych bo jej nie było (była czasem tylko polokokta :P) - oj świat jest poje..ny! a czy powyższy komentarz innego Anonimowego zachęcającego do udziału w wyborach ma sens? nie... w mojej ocenie nie ma - nie można zmienić tego systemu posługując się jego mechanizmami!

    OdpowiedzUsuń