xx1738xx. Poniewczasie

18:39

mój mózg. teraz.

Na świeżo niektóre rzeczy są zbyt trudne - tak było z mszą, za moją babcię - robimy ją w rocznicę urodzin, nie śmierci - szesnastego października. Czasem czuję ten przeszywający smutek, kiedy o niej myślę; kiedy kłócąc się z matką powiedziałam "jej już nie ma" zalałam się łzami, to wszystko jest jednak zrozumiałe - strata bliskiej osoby potrafi boleć bardzo długo.
Jednakże, wtedy, w kościele zobaczyłam kogoś, kogo winię za śmierć babci, i robię to słusznie. Jedyna osoba, o której mogłabym powiedzieć, że jej nienawidzę. Miała czelność pokazać się mi na oczy. Czułam żółć i czułam jad. Gorycz.
We Wszystkich Świętych musiałam pokłócić się z rodzicami, nie poszłam w końcu z nimi na cmentarze. Jedynie potem, ukradkiem, biegłam zapalić znicz i klęczeć na marmurze zalewając się łzami. Chciałabym wierzyć, choć niestety mój ateizm temu przeszkadza, że moja babcia, najwspanialsza na świecie, dobro w czystej postaci jest w niebie, bo zasłużyła na to. Bardziej, niż ktokolwiek, kogo znam. Chciałabym móc wierzyć, że w końcu wynagrodzono jej ból i cierpienie, przez które przeszła, że zaznała spokoju i jest szczęśliwa.
Choć nie znam nieba, ani też piekła, chciałabym, żeby istniało takie dla mojej babci.
Bardzo.



You Might Also Like

0 komentarze