xx1740xx. -49% Rossmann | Listopad 2015 | Kosmetyki do twarzy

20:44

Rossmann zrobił nam małego psikusa i w rybnickich oddziałach promocja na podkłady, pudry, róże etc. jest już dzisiaj, tj. 13.11.2015. Odkryłyśmy to przypadkowo, gdyż ja chciałam, jeszcze w promocji, dokupić sobie wosku do brwi od Bella [od którego jestem już uzależniona, ale to później]. Przechodząc do sedna - co polecam, uważam za wartościowe czy też sama kupiłam, pewne rzeczy będę testować, ale ogółem, zakupy, których dokonuję rzadko są pod wpływem chwili, zwłaszcza, jeśli chodzi o pudry czy podkłady - w końcu tego rodzaju kosmetyki pokrywają całe nasze twarze. Jako osoba z AZSem potrójnie uważam, bo naprawdę byle co potrafi mnie uczulić. Nie zawsze ważna jest cena - "piękne", czerwone wykwity pojawiały się u mnie podczas używania produktów marek z tak zwanego "high-endu". Pewnie powiedziano to już milion razy - nowe kosmetyki testujmy; zanim położymy sobie na twarz, a już zwłaszcza na powieki cokolwiek - cienie, bazy, podkład, puder, naprawdę, cokolwiek - przetestujmy to najpierw na ręce, a potem sugerowałabym policzek, nie od razu okolice oczu, bo podrażnienie ich może mieć bardzo przykre konsekwencje.
Jeśli będzie taka potrzeba to poopowiadam nieco o emolientach oraz innych mazidłach, które stosuje do mycia/nawilżania twarzy, co by nie wyglądać jak ziemniak po wykopkach. Duże podziękowania tutaj dla Stri - jej blog, a także instagram to źródło wiedzy, a w razie wątpliwości - należy pytać.

Bazy pod podkład | Korektory

Koło baz z Bella, seria Hypoallergenic chodziłam już jakiś czas. Chciałam dwie - zieloną na zaczerwienienia i różową, która matuje i wygładza. Mimo mojego okresu minimalizmu kosmetycznego bardzo jestem ciekawa jak sprawdzą się na dłuższą metę. Wielkie nadzieje wiążę z zieloną, gdyż mam tendencję do czerwonych wykwitów na twarzy, które jednak nie trafiają do mojej estetyki i lepiej bym się czuła nie widząc ich.
Choć miałam z obiema do czynienia raczej chwilowo, byłam pewna tego zakupu - moja skóra ma tendencję do przypominania szorstkiej kartki papieru [policzki, broda], a po nałożeniu miksu bazy zielonej z różową [taki ze mnie alchemik!] momentalnie cera stała się jedwabiście gładka. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem.
Pragnę tylko dodać, że zielona pachnie ogórkami - nie każdemu może to pasować, więc tak uprzedzam, żeby nie było rozczarowań. Różowa natomiast pachnie jak zwyczajny fluid, delikatnie, kosmetycznie.
Poszukiwania korektora idealnego trwają w moim przypadku dobre 4 lata. Kto widział mnie z rana wie, że moje cienie pod oczami są równie fioletowe, co grzywa pewnego kucyka pony, o tego --->
Nie wierzę już zbytnio w to, że pozbędę się moich "designer bags" pod oczami, jedynie mogę nieco przytłumić ich kolor, baking/cooking korektora nic mi nie daje, nawet próby trików z czerwonymi/koralowymi szminkami. Co do "niespodzianek" pojawiających się okolicznościowo na moim czole/nosie [bo tam moja skóra ma cechy bliższe cerze tłustej] - to mój główny cel. 
Co spodobało mi się w Bellu? Wiadomo, hipoalergiczność na pierwszym miejscu, po drugie - konsystencja, wywołała we mnie entuzjastyczne yasss [i nie tylko we mnie], a teraz, po zakupie, dodatkowo - opakowanie. Przywykłam do tego, ze jeśli kosmetyk zapakowany jest jako kompakt to będzie miał lusterko, które będę namiętnie palcować, gdyż zawsze trzymam za wieczko, i choć czasem owszem, owe lusterka się przydają, to są one bardzo podatne na stłuczenie [guilty], a nie wiem jak inni - ja nie lubię wyciągać odłamków szkła z produktów do makijażu. Jako osoba, która często robi jakieś mieszanki - np. do podkładu, w zależności od pory roku zdarza mi się wmieszać filtr przeciwsłoneczny, mleczko nawilżające, olejek arganowy, przeróżne rzeczy - a jakoś ciągle nie zamówiłam sobie paletki do mieszania, a na ręce nie lubię, to z pewnością owe wieczko posłuży mi w tym celu. Również chcąc zmieszać np. dwa kolory korektorów, mogę to sobie zrobić bez potrzeby używania dodatkowych akcesoriów, czyszczenie jest w miarę proste - spokojnie można umyć pod bieżącą wodą, czy też przetrzeć chusteczką do demakijażu. Kiedy jest się leniem, tak jak ja, szuka się dobrych rozwiązań, ale takich co najmniej 5w1.

Podkłady | Pudry

Mój koloryt cery to porcelana z domieszką różowiutkiej świnki [a niech licho weźmie te skłonności do nadmiernego, wszechobecnego rumieńca], toteż znalezienie podkładu to nieco skomplikowane przedsięwzięcie - uwielbiałam Rimmela Match Perfection, jednakże pewnego dnia odkryłam, że mój kolor - 010 light porcelain został wycofany, zewsząd. W sklepach nie ma, na internecie nie ma, ból. Tak więc poznałam się z Maybelline Affinimat 02 Light Porcelain, ów podkład przeznaczony jest dla skóry mieszanej/tłustej. Powiedziałabym o nim, że jest nieco zbyt lejący - dlatego, że kiedy odkręca się tubkę może wypłynąć nieco zbyt produktu, ale za to jak cudownie stapia się ze skórą, uwielbiam kolor, o dziwo, mimo paru wypadków z "popłynięciem" to jest bardzo wydajny. Na moje czoło jednak, w czasach zupełnego zepsucia, dla pełnego krycia, wypadałoby nałożyć ze dwie cienkie warstwy.
Niektórych może dziwić dychotomia w moich kosmetykach, gdyż posiadam również np. Revlon Colorstay 150 Buff, na którym napisane jest "cera sucha/normalna". Jednakże, takie moje życie - wolę być zaopatrzona w kosmetyki dla różnych rodzajów cery, gdyż moja często przechodzi zmiany, raz skłania się ku tłustej, raz ku suchej. Revlon jest dla mnie nieco za żółty, więc przeważnie z czymś go mieszam, jeśli miałabym go jeszcze raz kupować to chyba sprawdziłabym kolor 100 Ivory. Co jednak bardzo mi się w nim podoba - konsystencja, praktycznie nie czuć go na skórze, a podczas aplikacji ładnie się rozprowadza. Krycie całkiem dobre, ale ostatnio używałam go, gdy moja skóra przechodziła naprawdę ciężkie czasy, więc nie chcę zaniżać mu tym oceny.
Gdybym miała wybrać coś, czego chcę spróbować [jednak, w tej chwili moje zapasy makijażowe osiągnęły poziom niebezpiecznie bliski przepełnieniu] to skłoniłabym się ku mojej nowej obsesji - hipoalergicznej linii Bella - widziałam tam również jasne odcienie, więc jak coś "wykończę" to się pewnie skuszę, jeszcze L'oreal True Match, ale chciałabym tę wersję amerykańską, bez pompki. To "super blendable" mnie nieustannie kusi. Swego czasu bardzo wiele amerykańskich beauty vloggers go używało.
Również Bourjois Flower Perfection, ma ciekawy sposób aplikacji - w opakowaniu jest specjalna gąbeczka, to zainteresowanie tłumaczę sobie raczej "innowacyjnością", niemniej jednak, gdyby któryś odcień mi pasował, pewnie bym się skusiła. Jednak z tego, co w naszych Rossmannach było, to nic nie przypominało mojego kolorytu chociaż w ułamku.
Jeśli chodzi o pudry, z popularnych, drogeryjnych propozycji przetestowałam Catrice, Rimmela, Manhattan, Maybelline, jak i wiele innych, lecz od jakiegoś roku? półtorej? wierna pozostaję Maybelline Affinitone 09 Opal Rose zdecydowanie najlepiej współpracuje z moją skórą, bardzo lubię to, że pozostawia matowe, satynowe wykończenie, również krycie jest całkiem w porządku, w dodatku nie ma mowy o efekcie maski. I znów ten sam problem miałam z Bourjois - ich pudry, choć mają genialne wykończenie, cudownie się rozprowadzają, jednak, co dla mnie z tego, kiedy kolory: albo za jasne, albo za żółte, albo w tonacji mieszkanki krajów śródziemnomorskich, jeśli jednak nie miałabym tego problemu to przyjrzałabym się tym dwóm produktom:
52 VanilleUjednolicający puder w kompakcie Healthy Balance
W pierwszym niesamowicie podoba mi się koncepcja opakowania [lusterko obraca się o 360 stopni, fajny koncept], natomiast ten drugi ma przecudowną, jedwabną konsystencję, pudrowałabym się!

Róże | Bronzery | Rozświetlacze

Jeśli chodzi o róże - testowałam w kamieniu, w płynie, w musie, nawet w perełkach, także nieco doświadczenia mam. Podstawowym pytaniem jest - róż z drobinkami brokatu czy bez. Zależnie od nastroju skaczę między tymi opcjami, jednakże chyba wolę matowe. 
Ten, który mam od Estee Lauder to dla mnie potworek, ja się w nim świecę jak kula dyskotekowa, dużo lepiej wygląda na mojej mamie, więc jej go oddałam.
74 Rose ambréZ drogeryjnych mam od Catrice, w kamieniu, dosyć ostry róż, lekko ceglany powiedziałbym nawet. Potem mam te w płynie, kremie z Makeup Revolution, ale o nich post już był. Lubię musy od Maybelline, jednak większość z nich ma bardzo odznaczający się brokat, który ja jednak zostawiam na lato. Z okazji promocji powitałam w swojej kolekcji róż od Bourjois, 74 rose ambre. Na plus na pewno kolor, mały pędzel w środku, którym z pewnością nigdy nie będę tego różu nakładać, ale jakieś zastosowanie znajdę. Zapach ma mocno perfumowany - nie wszystkim to pasuje, ale mnie uwiódł. Opakowanie ma magnetyczne zamknięcie - jeśli się jest niezdarą taką jak ja, to się docenia takie drobne rzeczy. 
Drugi to Bell HypoAllergenic Modelling Rouge 03, śliczny, matowy, bezzapachowy, ładnie się rozciera. Zastanawiałam nad kolorem nr 1, jednakże, w końcu wybrałam trójeczkę, jest delikatniejsza. Choć myślę, że tej zimy jedynka również by się na mnie sprawdziła i rozważam wrócenie po nią do drogerii. Lubuję się we wszelakim kontraście, więc w połączeniu z moją bladością może wyjść coś naprawdę ciekawego.
Kiedyś myślałam, że trzeba się ograniczyć, dla niektórych pasuje róż bardziej różowy, innym nieco ceglasty, łososiowy, koralowy. Dziś z powodzeniem poruszam się między chłodnymi różami, odcieniami brzoskwiniowego, nawet podchodzącymi pod pomarańcz. Wszystko zależy od ogólnej wymowy tego, co dzieje się w makijażu, a przede wszystkim, co się nam podoba, więc nawet jeśli nigdy nie widziałam się w jakimś kolorze, to najwyższy czas spróbować.

Ciężko jest mi znaleźć dobry bronzer - zależy mi na chłodnym odcieniu, jednak większość tego, co znaleźć można na drogeryjnych półkach jest nieco pomarańczowe, ciepłe, jak opalenizna, niekoniecznie tego oczekuję. Kiedy konturuję to nastawiam się na dopasowanie tych sztucznych cieni do mojej, mimo wszystko, chłodnej karnacji. 
Do tej pory używałam Astor Skin Match 4Ever Bronzer 002 Brunette. Bardzo przyzwoity, choć w rzeczywistości cieplejszy niż na zdjęciu od producenta, niemniej jednak dobrze się rozprowadza, małe "ale" co do blendowania - ja się muszę napracować, jeśli przez przypadek zbyt dużo nałożę. Poszukiwania idealnego bronzera nadal trwają, dlatego też następnym, który będę testować jest Bourjois DÉLICE DE POUDRE 52, czyli ciemniejsza wersja, puder jest z drobinkami rozświetlającymi i choć co do bronzerów z pewnością wolę matowe, to jednak chciałam temu dać szansę. Zresztą, z tego, co zdążyłam przetestować - owe rozświetlające drobiny nie błyszczą się jak brokat, delikatnie się mienią, co jest w porządku. Z pewnością efekt po Delice de Poudre jest delikatniejszy niż ten uzyskany z pomocą Astora, chciałabym jednak móc sobie porobić swatche w dobrym świetle, jednak wróciłam dziś zbyt późno, a chciałam napisać tę notkę jak najszybciej. Co jeszcze? Nieziemsko pachnie, być może ów zapach tak mi się podoba, gdyż kojarzy mi się z bliską mi osoba, niemniej jednak, jest naprawdę wyjątkowy. 
Tego idealnego, świętego Graala, niestety jeszcze nie znalazłam - chcę czegoś matowego, chłodnego, czym będę w stanie wykonać porządny "heavy contour". Coś w stylu trzeciego cienia z tej palety Smashboxa, jednak to jeszcze nie jest do końca to - nieco trudno mi dogodzić, jednak może w końcu go znajdę!

Z rozświetlaczami sprawa jest chyba najtrudniejsza. Ciężko polecić mi coś drogeryjnego, gdyż moją wielką miłością są rozświetlacze od Makeup Revolution i swojego Goddess of Love w chwili obecnej nie zamieniłabym na nic innego. Sprawdziłabym jednak Bell HypoAllergic - mają zarówno w kamieniu jak i sypki, i co mi się rzuciło w oczy Wibo Glamour Shimmer.



oto propozycje z Bella.

zdjęcia: bourjois.pl/bell.com.pl/astorcosmetics.com/sephora.com/google.com

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Tydzień na który czekałam najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś bardziej kusiła mnie cienie, szminki i kredki, ale teraz zdecydowanie się z Tobą zgodzę, przeze mnie też był najbardziej oczekiwany ;)

      Usuń