xx1747xx. Prezenty | Preludium

01:11

PREZENTY - któż nie lubi ich dostawać? Z wiekiem przyszła mi również radość z obdarowywania nimi; z momentu, kiedy na twarzy drugiego człowieka pojawia się szeroki uśmiech, bo tak, udało mi się, podarowałam coś, co trafiło w gusta.
Tę notkę miałam napisać parę dni wcześniej, gdyż temat nasunął mi się, kiedy pakowałam prezenty. Nie, nie takie, które kupiłam dla kogoś. Pakowałam prezenty dla siebie. Nie, to nie moja nadmierna miłość do siebie tylko historia ta sama, co przy każdej okazji, gdy mam coś dostać. Naprawdę, mało kto się wysila, żeby zastanowić się i wpaść na pomysł z czego bym się ucieszyła. Dlatego niemalże, ze łzami wzruszenia w oczach przypominam sobie prezenty na moje 17te i 18te urodziny, które dostałam od najwspanialszych matfizowskich kobiet, czy nawet taki drobiazg jak to, że na okładce kartki jest kotek - Marcelina zawsze zwraca na to uwagę, zauważyłam, że moja ciocia ostatnio też. Nie lubię zbytnio dostawać pieniędzy, między znajomymi jeszcze to jakoś ujdzie, że na urodziny dajemy sobie zazwyczaj koperty - zwłaszcza jak wiem, że solenizant ma jakieś kosztowne hobby, to warto wspomóc, ale kiedy dostaję je od rodziny, to jest mi przykro.
Czemu?
Ano, wydawałoby się, że rodzina powinna cię znać. Truizm? Nie, wcale nie. Rok w rok, czy to urodziny, święta wielkanocne, dzień dziecka, mikołajki czy Boże Narodzenie ta sama gadka. "A co ona chciałaby dostać? Może jej kupicie, a ja wam dam pieniądze?" - kierowane do moich rodziców. Jeśli i oni nie wiedzą, wtedy dostaję kopertę z brzydką kartką i banknotem. Jej, jakie to przemyślane. Wyraża tyle uczuć i więcej niż tysiąc słów.
Ojcu nie chce bawić się w podchody i mówi: "kup, co chcesz, zamów na adres babci.". Mama robi to delikatniej: "a wiesz, bo Jagoda się pytała czy nie wiem o jakiejś książce, którą byś chciała, albo czy nadal lubisz szary, bo coś tam widziała dla ciebie..." powiedzmy, że wybaczam, ciocia przynajmniej stara się coś wymyślić.
Może przesadzam, może faktycznie trudno kupić mi prezent? Bo przecież kto by tam wpadł, że lubię czytać Baudelaire'a, Witkacego, Hłaskę czy Bukowskiego... No kto? Czyżby na moich półkach stały książki ww. autorów, które staram się skompletować? Czyżby moje zamiłowanie do artykułów piśmienniczych było nikomu nieznane? Czy nie mówiłam nigdy, że chciałabym pióro z cienką stalówką i długopis do kompletu? Że wchodząc do mojego pokoju widać milion świeczek? Najwidoczniej nie. Znając mnie miesiąc można wywnioskować, że uwielbiam te rzeczy; że cieszy mnie niemalże każda książka, a jeśli widzę, że włożono w jej wybór choć odrobinkę starań i dopasowano pod moje zainteresowania to już w ogóle.

Spakowałam więc swoje prezenty, dwa tomy pism Baudelaire'a, efekty widać powyżej, wraz z kawałkiem mojej biblioteczki i fotelem. Jako, że jestem bardzo uroczą osobą to w dalszych odcinkach pogadanki o prezentach zasugeruję, czym obdarować, żeby nie spudłować.
Cóż, rymy i żarty się mnie trzymają o pierwszej w nocy, nie powiem, że nie.
Do Wigilii 18 dni, zatem czas jest, by znaleźć coś odpowiedniego.

You Might Also Like

0 komentarze