xx1755xx. Dlaczego nie ma Wigilii

18:18

Albo raczej, dlaczego jej nie będzie.
Abstrahując od tego, że święta Bożego Narodzenia są dla mnie częścią tradycji, nie religii, tudzież okazją, żeby dobrze życzyć bliskim mi osobom, to w tym roku daleko mi do jakichkolwiek odczuć pseudoświątecznych. Nie pomógł mi nawet jarmark świąteczny we Wiedniu, z którego dotychczas wracałam zachwycona wyszukanymi ozdobami, wykonanymi z mistrzowską precyzją ze szkła i metali szlachetnych; z setkami zdjęć w aparacie czy telefonie; z nowymi pomysłami na dekoracje. W tym roku pustka. I choć fakt ten nie powinien mnie zastanawiać, bo w końcu - to tylko trzy dni w roku, właściwie 2,5, które celebrowane są u mnie w domu ze względu na to, że moja rodzina to katolicy, mnie to nie dotyczy. Jednak, coś jest na rzeczy, czuję jakby to był jakiś wyznacznik, że zmieniłam się ja, moje życie, moje postrzeganie pewnych rzeczy. Nie wiem czemu, może to fakt, że za oknem nieco mroźna, ale wiosna; może to stres i zmęczenie ostatnich dni... tygodni? miesięcy nawet. Może to wiecznie wysłuchiwanie cudzych kłótni, które źle na mnie wpływają. Może to dzieje się z wiekiem, cynizm zdaje się we mnie wsiąkać jak dym papierosowy.
Nie przepadam za muzyką świąteczną; znaczy się - jak gdzieś leci to okej, ale sama z siebie sobie nie włączę. Królują wciąż moje playlisty z tidala - "catching dem feels" i "under pressure", a na nich jak zwykle czarne rapsy. Zatem śpiewam z Jhene Aiko, bawię się w głuchy telefon z Drake'iem. Zero merry christmas czy innych czerwononosych rudolfów, choć kiedyś śpiewałam "Last Christmas" już w sierpniu. Co roku oglądałam też klasyki takie jak "Kevin sam w domu" i "Kevin sam w Nowym Jorku", teraz nic z tych rzeczy, dziś w nocy skończyłam za to dwa dramaty. Jedyne, co związane ze świętami i przyniosło mi radość to pakowanie prezentów i robienie kartek dla przyjaciół. Nic więcej. Z moją rodziną to ani się na zdjęciu dobrze nie wychodzi, a w tym okresie gorączkowych przygotowań mam już zupełnie ich dosyć.
W życiu Izabeli Łęckiej była wieczna wiosna, ja natomiast żyję w zawieszeniu, a życie robi mi fast forward. Najlepiej czuję się w cieniu, ciemnościach i  z powiewem świeżego, chłodnego powietrza. Magia świąt już nie występuje, w ogóle, jakoś coraz mniej jakiejkolwiek magii. Tylko półmrok, świeczka o zapachu karmelu, kawa czarna jak noc i czasem ciepło cudzego, ale jakże swojego, serca.

Wesołych Świąt, moi drodzy, może jeszcze u Was nie wszystko stracone.

You Might Also Like

0 komentarze