xx1757xx. zostaw to w 2015 | kind of glam make up

00:22

Na początek filmik od Lex - niesamowicie utalentowanej makijażystki/body-painterki, która w swoim najnowszym wideo opowiada o rzeczach, które należy zostawić za sobą w tym roku, [po angielsku, warto zobaczyć]. Dla tych, którzy jednak chcą oszczędzić czas w skrócie powiem, co ten uroczy rudzielec chciał przekazać - żeby w przyszłym roku nie przyczyniać się do siania chaosu w internecie - zaprzestania działań typu "putting someone on a blast" - czyli rozwodzeniu się na temat jakiejś osoby, jej życiu, prywatnych sprawach w sposób negatywny, dlatego, że ktoś nam np. "podpadł". Razem z Lex apeluję również o to, byśmy przestali być postrzegani jako pokolenie hejtujące wszystko i wszystkich.
Ten post powstał głównie dlatego, że urzekł mnie jednym szczególnie zdaniem, parafrazując boisz zacząć robić coś, co cię zainteresowało i to pokazywać [w internecie] w obawie, że zostaniesz wyśmiany, że nie jesteś wystarczająco dobry. Myślę, że te myśli towarzyszą prawie każdemu - nie tylko początkującym artystom, piosenkarzom, tancerzom. Ja dosyć często je miewałam/miewam - ciągle wstydzę się, kiedy po informacji, że piszę, ktoś prosi, bym pokazała. Nie, dziękuję, nie lubię.
Po zobaczeniu tego wideo do głowy od razu przyszedł mi projekt, do którego zachęcała mnie już jakiś czas temu M. Odpowiedziałam jej wtedy, że nie ma mowy, że właśnie nie jestem wystarczająco dobra. Chodziło o zabawę w kanał na youtube z makijażem. Wzbraniam się też przed tym z powodu mojej skóry - jestem AZSowcem i przez jakąś tam część roku nie umiem na siebie patrzeć, a kiedy nakładam te wszystkie maści i kremy to mam ochotę zdrapać sobie twarz, żeby tego nie było. Nie przepadam też za swoim głosem - tym więc zamykam tłumaczenie czemu kanału na YT nie będzie przez najbliższy rok, co najmniej.
Lex uświadomiła mi, że jednak "walić to". Lubię się malować, pacykować czy tapetować - jak kto woli to nazywać. Dzisiaj akurat powstał makijaż, który nazwałabym typowym do bólu - dla mnie. Jest to z pewnością coś, co najczęściej gości na mojej twarzy - mowa o oczach utrzymanych w tonacji nude połączonych z dosyć dramatycznym eyelinerem i stonowanymi ustami feat. konturowanie on point.


Jest to raczej glam look czyli wymaga nałożenia dosyć wielu produktów [przynajmniej na mojej twarzy, każdy makijaż należy dostosowywać do siebie i swoich potrzeb]. Moja skóra jest w fazie odnowy po dosyć mocnym wysypie atopowym, zatem, mimo silnej pielęgnacji miejscami jest nadal przesuszona - zwłaszcza centrum czoła i nos. Pod makijażem mam krem nawilżający, który jednak nie robi ze mnie człowieka-latarni świecącej jasnym blaskiem. Tyle tytułem przydługiego wstępu.
nie przyglądając się bardzo i na pierwszy rzut oka można by było stwierdzić, że na twarzy mam może nieco pudru i pomalowane rzęsy, co jednak ma się daleko od prawdy.

Po porannej wycieczce do banku i sklepu postanowiłam "zmalować" sobie na twarzy coś jeszcze. Na zdjęciach powyżej mam nałożone, kolejno [po wyżej wspomnianym kremie i widocznym tuszu do rzęs]:
1. Bazę pod podkład redukującą zaczerwienia.
2. Na miejsca, w których przeważnie szybko zaczynam się świecić [broda, nos, pod oczami, czoło] bazę matującą i przedłużającą trwałość,
3. Konturowanie na mokro, czyli: na miejsca "wysokie" na twarzy takie jak kości policzkowe, mostek nosa czy obszary, które mają być rozświetlone, odbijać światło; u mnie to zazwyczaj jest środek czoła i pod oczami.
4. Będąc przy oczach zaczynam też zabawę z korektorami. Koryguję również cienie po oczami, które w moim przypadku są w głębokim odcieniu fioletu, może to przez fakt, że mam bardzo jasną karnację; i nigdy nie pozbywam się ich całkowicie - taki mój znak rozpoznawczy. Jeśli chodzi o mój sposób korekcji - być może w internecie mignął do was sposób z czerwoną szminką pod korektor - ten trik działa, jednak czerwień należy zostawić ludziom o skórze barwy czekolady, dla jaśniejszej karnacji warto poeksperymentować z brzoskwiniowym/łososiowym/czasem nawet czymś bardziej pomarańczowym; ja aktualnie używam łososiowego właśnie i przykrywam go zwykłym, dobranym do mojego kolorytu skóry. Technika? Pod oczami wolę używać palców niż pędzli, czasem wspomagam się gąbeczką stożkokształtną [np. Beauty Blender], lecz to z pewnością kwestia osobistych preferencji.
Sposób po lewej uważam za mniej skuteczny i polecam nakładanie metodą "trójkąta", gdyż w ten sposób tworzymy ładne rozświetlenie, które z pewnością działa na naszą korzyść, zwłaszcza po nieprzespanej nocy.
5. Kwestia co zrobić z korektorem - mam mieszane uczucia co do strobingu - metody nakładania dużej ilości pudru na płynny kosmetyk, czekania 5-10 minut, po czym usuwania nadmiaru np. pędzlem wachlarzykowym. Ma to utrwalić korektor, zapobiec załamywaniu się na dolnej powiece i dawać ładny highlight. Może to sprawka moich przepraw z korektorami - zawsze mi się "zbierają", nieważne, co zrobię bądź mojej zbyt jasnej skóry - u mnie strobing cudów nie czyni, jednak polecam każdemu spróbować, może akurat jemu podpasuje ta metoda. Niemniej jednak korektor zabezpieczam delikatnie transparentnym pudrem [sypki, biały, często z dopiskiem HD powder/high definition powder/setting powder].
6. Konturowanie na "mokro" to coś, co robię rzadko, jakoś szybciej mi idzie, kiedy pracuję na samych pudrowych kosmetykach. Jednak w przypadku, kiedy chcę, żeby konturowanie było na jak najwyższym poziomie łączę obie metody - na "mokro" i na "sucho". Poniżej bardzo profesjonalna "konturmapa" mojego autorstwa, która przedstawia miejsca, gdzie zazwyczaj kładę bronzer, róż i rozświetlacz.
wprawdzie bardziej kojarzę się sobie z deserem lodowym, ale niech będzie.
7. Jeśli chodzi o mój "mokry" kosmetyk do robienia "cieni" na twarzy używam ciemniejszego podkładu, za płynny rozświetlacz biorę drugą jaśniejszy o ton od mojej skóry korektor. Jeśli chodzi o róż - mam parę w kremie/płynie, lecz nie jestem aż taką fanką "różowienia się", więc używając "mokrego" nie używam "suchego" i na odwrót. Kiedy już skończę wszystko rozcierać na te same miejsca nakładam odpowiednie kosmetyki w kamieniu. Bronzerów używam jednak aż dwóch, o tym jednak opowiem w poście, który obiecuję zrobić od dawna. Słowo o rozświetlaczu - mniej, znaczy więcej, naprawdę, myślę, że dostosowanie odpowiedniej ilości to bardzo ważna i zarazem trudna sprawa - zbyt mało sprawi, że nie osiągniemy zamierzonego efektu, a za duża będzie wyglądać nieestetycznie - z dwojga złego jednak lepiej mniej i dołożyć, niż za dużo i świecić się jak kula dyskotekowa.
8. Po konturowaniu, blendowaniu, końcowej warstewce pudru przychodzi czas na brwi. Przyznam się bez bicia - brwi to element, któremu poświęcam chyba z dobre dziesięć minut, kiedy robię glam looki. Na pierwszych zdjęciach miałam na nich tylko tusz, którego zadaniem jest ujarzmienie niesfornych włosków i nadanie im głębszego koloru.
9. Na powiece mam natomiast trzy cienie - kto by zgadł? [Miałam zrobić zdjęcia moich palet, ale oczywiście zapomniałam, a obecnie jest 23:25, więc światło jest straszne, zatem pożyczę sobie z internetu]. Pierwsze trzy pochodzą z palety Makeup Revolution o nazwie "What you waiting for?"
W tej części korzystałam z części matowej palety, czyli z okrągłych cieni nr 1, 2 i 3 licząc od lewej. Pierwszy cień, który tutaj wygląda na biały [a może to moje ustawienia monitora] mi przypomina raczej kość słoniową - jest dobry do rozświetlania kącika oczu i wygląda naturalniej niż czysta, śnieżna biel, tak więc jest on u mnie we wewnętrznym kąciku, drugi i trzeci natomiast znajdują się w zewnętrznym i razem zblendowane mam w zagłębieniu powieki - wyglądają praktycznie jakbym nie miała makijażu oczu, ale czyni różnicę - oko ma ładniej zarysowany kształt. 

Teraz czas na właściwą część tego, co zdziałałam popołudniu. 
Robienie zdjęć makijażowi nie jest wbrew pozorom takie łatwe, jak się wydaje.
10. Z natury moje brwi są dosyć gęste, mam jednak problemy z "spare spots", które muszę wypełniać, by nie wyglądać jakbym łysiała na brwiach, a także z ich długością - we wczesnym okresie bycia nastolatką wyrwałam parę włosków za dużo, które jak na złość nigdy nie odrosły - przedłużam więc swoje łuki na końcach.

  • Pierwsze zdjęcie ilustruje proces, kiedy kredką nabraną na pędzelek obrysowuje i nadaję pożądany kształt - niektórzy robią to samą kredką, je jednak mam "ciężką rękę" i czasem zbyt ciemne mi te brwi wychodziły, od tego czasu jednak skośny pędzelek jest moim najlepszym przyjacielem. Do czesania brwi [a także wyczesywania nadmiaru produktów] polecam czystą spiralkę, taką jak z tuszu do rzęs, według mnie jest ona najwygodniejsza i najbardziej skuteczna. 
  • Druga fotografia to moment wypełnienia konturu cieniem. I czesanie, czesanie i jeszcze raz czesanie brwi. Cieniem zabezpieczam też dorysowane kredką fragmenty, na których nie ma włosków [czyli moje końce brwi], tak, by nie doszło do nieestetycznego ich rozmazania. Znów czas na czesanie. 
  • Trzecia przedstawia "rzeźbienie" brwi z pomocą płynnego korektora, coś, co robię tylko na wielkie wyjścia. Dodając rozjaśnienia sprawiamy, że nasz łuk brwiowy jest lepiej zaznaczony, tworzymy iluzję optyczną, iż jest on bardziej "wypukły". Nakładamy korektor, po czym blendujemy go z resztą makijażu uważając, żeby nie pobrudzić sobie brwi.
  • Czwarte to po prostu obraz moich gotowych brwi z racjonalnego dystansu i pod w miarę normalnym kątem.
11. Przyszedł czas na oczy, posłużyłam się tutaj głównie Naked 3 i dwoma, moimi ulubieńcami, jeśli chodzi o błyszczące cienie do rozświetlania z MR "WYWF?".
Zazwyczaj zaczynam od zagięcia powieki, praktycznie przy każdym makijażu, modeluję w ten sposób oko, nawet jeśli potem nie nakładam innych cieni/eyelinera.
Urban Decay ma u mnie wielkiego plusa za tę paletę, cienie Limit i Nooner [odpowiednio nr 4 i 7] są moimi ulubionymi matami, których namiętnie używam.
dobre zdjęcia makijażu oczu wymagają chyba jakiegoś wyższego poziomu wtajemniczenia.
Zatem - co tutaj się podziało:
  • Pierwszym krokiem jest dla mnie nałożenie najpierw jaśniejszego - Limit w całym zagięciu powieki i na tak zwany "outer v" czyli w zewnętrznym kąciku, potem dołączam ciemniejszy - Nooner, który również wędruje do zagięcia powieki, jednakże jedynie do ostatniej, mniej więcej, 1/3 jej długości, a także do zewnętrznego kącika.
  • Myślę, że dodanie akcentu na dolnej powiece wiele daje, zatem mniej więcej od środka, do końca oka, zaraz pod linią rzęs nałożyłam Darkside [przedostatni w palecie].
  • Prawdziwa zabawa jednak zaczyna się, kiedy zaczynam przyciemniać górną powiekę. Zaczynam od iskrzącego się cienia Buzz na środku powieki,w jego koniec mieszam Mugshot, a kompozycję spajam Darkside, tworząc kształt czegoś pomiędzy C i V, powiedziałabym, ze takie zaokrąglony V-shape.
  • Ostatnim krokiem jest dodanie rozświetleń delikatnie opalizującymi cieniami.


Mowa o pierwszych dwóch prostokątnych cieniach [w kolumnie]. Jest to niesamowita biel [jednak taki cieplejszy odcień] z bardzo drobnym brokatem [powiedziałabym shimmer , ale nie umiem teraz znaleźć takiego polskiego zamiennika, który oddałby to, o co mi chodzi] i kolejny, tym razem szampański z domieszką różu, znajdujący się tuż pod nim. Biel wędruje do wewnętrznego kącika oka, jak i na linię dolnych rzęs, by w połowie spotkać się z Darkside. Różowy szampan, jak zwykłam go nazywać jest cieniem, którym pomagam sobie zblendować całość, sprawić, że makijaż będzie spójny.
12. Tusz na rzęsy i można by tu skończyć makijaż oka, ale potem zechciałam dołożyć kreskę [i musiałam zmienić miejsce robienia zdjęć, bo jak później zobaczycie, światła się robiło coraz mniej].
13. Zaczęłam od prostych, bez skrzydełka, jednak potem je domalowałam - myślę, że różnica jest.
14. Na koniec - usta, myślałam czy zostawić je naturalne, czy pobawić się w jakieś ciekawe zestawienie - padło na połączenie dwóch konturówek Essence, o których już pisałam i które uwielbiam [mam już całą kolekcję, miałam ją pokazać w poście razem z bronzerami, ale...]. Kolory to 11 - in the nude i 05 - soft berry.
tutaj sztuczne światło już, zdjęcia robi się zdecydowanie trudniej, gdyż powstają cienie, kolory się zniekształcają, lecz to wyszło całkiem nieźle, zwłaszcza, jeśli chodzi o usta.



Wiem, że ten post był baaardzo długi i cieszę się, jeśli wytrwasz do tego momentu, dziękuję za uwagę i cieszę się, że w końcu przełamałam się i pokazałam zdjęcia mojego makijażu, a więc skóry, z bardzo bliska, bez grama retuszu.

You Might Also Like

2 komentarze

  1. pozwolisz, że zapiszę sobie konturmapę? haha
    świetny post
    monsv.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne, mam nadzieję, że Ci posłuży ;)

      Usuń