xx1758xx. Noworoczne narzekania

22:32

W Sylwestra myślę o końcu, ale nie roku, wychodzi ze mnie dekadent - z tego myślenia prawie wpadłam pod tramwaj, mam dużo szczęścia, że ktoś mnie w porę odciągnął.  Rok 2016 zaczęłam w stanie raczej... wskazującym, słuchając echa krzyków, śpiewów, przekleństw ludzi dzielących ze mną przestrzeń jednej z krakowskich uliczek. Właściwie to Nowy Rok dobiegł nas na przejściu dla pieszych, wybuchnęły setki petard, race poleciały w niebo, a ja byłam w stanie tylko mocniej wczepić się w ramię mojego szczęścia i wysilić się na pijackie wyznanie miłości. A potem się rozpłakać. Klasycznie. Płakać miałam potem jeszcze dwa razy, bo oczywiście nie potrafię nawet komuś napisać, że go kocham, bez wycia, ponieważ uczucie jest tak silne, że przeżywam je każdym atomem mojego ciała i wstrząsa mną fala emocji, nie polecam, 10/10, kocham mojego borderka.
Przespałam całą drogę z Krakowa do Katowic. Po 30h na nogach zwinięcie się w kłębek było jednym z moich największych marzeń. W pewnym momencie wyczułam jednak palące spojrzenie na mojej, zamkniętej w klatce cudzych palców, dłoni. Nie potrafiłam się powstrzymać, głupi sarkastyczny uśmiech wykwitł na mojej twarzy. Bo co? Bo naczelna maruda owej nocy przekonała się, że pewnych rzeczy nie wie? Czasem zapominam o swojej dojrzałości, dzisiaj jest to czasem, z rozczuleniem myślę "chuj Ci w dupę, niedźwiedziu", ja jestem przychylna ludziom [zazwyczaj], póki nie otworzą swoich paszczy i nie zaczną pierdolić głupot.
Szósta rano, peron pierwszy w Katowicach; chwila smakuje kawą i solą, Bardzo Odpowiedzialny Człowiek wsadza mnie do pociągu, choć niekoniecznie mam ochotę już odjeżdżać, wrócić do rzeczywistości. Ale muszę. I muszę o dwunastej wstać z łóżka, po przespaniu ani czterech godzin. I muszę spotkać się z moją rodziną. I muszę udawać radosną, choć wypełnia mnie uczucie tęsknoty.
Dzisiaj natomiast dzień zaczynam od wypełnienia formularza zwrotów i reklamacji. Wracam do biznesu, biorę się do pracy, za minutkę lub dwie. Przedrzemałam pół dnia, mój esej nie istnieje, ale jestem w połowie książki od Marceliny.
Jest jako-tako. Zawsze lepiej, niż jeżeli byłoby chujowo.
Optymizm trudny, wersja Majzner.

You Might Also Like

0 komentarze