xx1764xx. sfera intymna | dystanse personalne

13:05

touch, iphone, and don't touch me image
Ostatnio trochę zwyczajniej było, tematy lżejsze, lecz pragnę powrócić do czegoś, o czym już kiedyś wspominałam.
***
Podniesionym głosem mówię "nie dotykaj mnie" - reakcją jest śmiech "no o co Ci chodzi? Przestań." - reaguję bardziej agresywnie, odsuwam się - czasem odrywam od siebie cudze ręce "powiedziałam, żeby mnie kurwa nie dotykać" - "ale no przecież nic Ci się nie dzieje" w akompaniamencie hehehe i dalszych prób napastowania mnie sobą, bo to takie śmieszne, fajnie mnie tak powkurzać przecież. To i tak jest tylko zabawa.
Nie, nie jest.
Atakujesz moją sferę prywatną, intymną.
Okazujesz brak szacunku do mojej osoby.
Wreszcie, nie rozumiesz, że brzydzi mnie Twój dotyk.

***
Lubię, kiedy czytając coś możemy się dowiedzieć czegoś nowego, potwierdzonego naukowo, zatem pewna forma szkolnego wykładu obowiązuje u mnie, i tyle.

Wikipedia ma taką uroczą grafikę i objaśnienie, które zamierzam przywołać:
Dystanse personalne - jeden z objawów zachowań przestrzennych człowieka. Są one traktowane jako przedłużenia ciała (ekstensje) i różnie traktowane w różnych kulturach[1].

Wymiary dystansów społecznych zostały opisane przez etologa Edwarda Halla, który początkowo z George'em Tragerem wyróżnił 8 dystansów, a następnie opisał 4. Dystanse są charakterystyczne dla ludzi, jak i innych gatunków zwierząt, przy czym u ludzi wyeliminowane zostały dystans krytyczny i dystans ucieczki[2].

Dystanse personalne i sposób ich traktowania są ważnymi komunikatami niewerbalnymi. Odległość, jaką ludzie zachowują w stosunku do innych osób, pokazuje między innymi stosunek emocjonalny do rozmówcy (lubienie – nielubienie), status społeczny, typ prowadzonej rozmowy (intymna – oficjalna, łatwa - trudna). Skracanie dystansu podczas rozmowy jest sygnałem okazywania emocji[3].


Edward Hall wyróżnił 4 dystanse, dzieląc każdy z nich na dwie fazy, bliższą i dalszą[4]. Dystanse te określił dla osób z klasy średniej Stanów Zjednoczonych, zakładając, że w innych kulturach mogą być one odmienne[5]. Zmieniają się one w zależności od szeregu warunków, z których najważniejsze to: kultura oraz tworzące ją otoczenie społeczne, płeć i wiek.
  • dystans intymny: strefa najbliższa, rozciągająca się od skóry do ok. 45 cm. Do tej sfery dopuszczane są jedynie osoby bardzo bliskie (mąż, żona, chłopak, dziewczyna, dziecko)
    faza bliższa - kontakt bezpośredni dotykowy, do 14 cm
    faza dalsza - 14-45 cm
  • dystans indywidualny (osobniczy) od 45 do 120 cm. Jest to strefa prywatna. Dopuszcza się do niej ludzi nam znanych: przyjaciele, dobrzy znajomi, rodzina
    faza bliższa - 45-75 cm
    faza dalsza - 75-120 cm
  • dystans społeczny od 120 do 360 cm. Jest to dystans dla ludzi obcych i znajomych, z którymi nie wiążą nas zażyłe stosunki. W tym dystansie załatwiane są także wszelkie oficjalne sprawy (kontakt z urzędnikami)
    faza bliższa - 1,2-2,1 m
    faza dalsza - 2,1-3,6 m
  • dystans publiczny powyżej 3,5 metra. Taka odległość zachowywana jest wobec osób publicznych.
    faza bliższa 3,6-7,5 m
    faza dalsza - powyżej 7,5 m - zarezerwowany dla ważnych osobistości jak, np. monarcha, prezydent, etc.
***
Rozpatrzmy jednak dzisiaj tylko dwa pierwsze rodzaje dystansów: intymny i indywidualny.

Dystans intymny, według wyżej cytowanych badań, to strefa zarezerwowana dla najbliższych nam ludzi, pominę osoby/relacje wymienione w nawiasie, gdyż z autopsji wiem, że to tylko od nas zależy kogo uznajemy za osobę najbliższą, bez względu na powinowactwo czy więzy krwi. Sprawdziłam specjalnie ile to 45 cm od skóry, jeśli chodzi o mnie, to jest to długość wyciągniętej przed siebie ręki.
Ileż razy, na co dzień ten dystans jest narażony na intruzów?

Pomijając przejazdy autobusem, gdzie zawsze staram się ustawić tak, by się z nikim nie stykać; pomijając szkołę i ławki, w których możemy zapomnieć o takiej przestrzeni dla siebie, jak i pomijając stanie w kolejce, chociażby w sklepie, gdzie czując czyjś oddech na karku mam ochotę zacząć krzyczeć.

Wiele jest żartów/wykorzystuje się ten motyw w filmach/bajkach/reklamach etc. kiedy przyjeżdża stara babcia/ciotka i rodzice mówią "daj całusa babci", a potem popychają niechętne dzieci, aby w końcu to zrobiły. Wydawałoby się, że taka głupota, ale moim zdaniem to uczy, już w tak młodym wieku, że z powodu "obyczajów" należy się zgodzić na to, abyśmy ze swoim ciałem robili coś, czego nie chcemy. Jeśli sami byliście takimi dziećmi, zmuszanymi do całusów, przytuleń i spoufalania się z ludźmi, z którymi nie mieliście ochoty tego robić, to myślę, że lepiej rozumiecie temat.

Może dla niektórych przypadkowy kontakt, otarcie i muśnięcie to nic wielkiego, ja sama jako dziecko byłam dosyć "przytulaśna" i nie miałam większych rozterek dotyczących przytulania się do dalszej rodziny czy zbliżenia się do kogoś słabiej znanego. Z czasem się to zmieniło.

Mówi się, iż zazwyczaj strach/wstręt przed dotykiem ma źródło w traumatycznych przeżyciach - bycia ofiarą gwałtu/molestowania/przemocy itp. Mnie żadna z tych tragedii nie spotkała, ale od paru lat cierpnę, gdy ktoś niepowołany dotknie, albo nawet znajduje się zbyt blisko mnie. 
To ja decyduję o tym, czy chcę dać się zbliżyć komuś, czy można mi podać rękę, przytulić, czy cokolwiek. I nienawidzę, kiedy się tego nie respektuje. Inaczej jest ze zbyt bliską odległością, jeśli mi się to nie podoba, to staram się jakoś odsunąć, zdystansować, ale kiedy ktoś dalej na mnie "napiera" to zamieniam się w mordercę.

Słowem jeszcze wyjątków - miewam swoje ataki i napady, i podczas nich nawet najbliższa mi osoba może dostać po łapach i zostać zmieszana z błotem za dotykanie mnie. Podczas jednej takiej sytuacji wyrwałam się mamie, po czasie powiedziała mi, że bardzo ją to zabolało; bo przez to, że darłam się "nie waż się mnie więcej dotykać" pomyślała, że jej nie kocham. Także, jeśli od ukochanej, tudzież bardzo bliskiej Ci osoby, z którą do tej pory obowiązywał się dystans intymny usłyszysz "odejdź/puść/zostaw/nie dotykaj" to nie znaczy, że Cię nienawidzi, to znaczy, że po prostu potrzebuje tej swojej intymności i jej broni. Nie staraj się na siłę obejmować ramionami i pytać "co się dzieje?", t może tylko pogorszyć sprawę. To moja ogromna prośba, wcale nie trzeba mieć kartki z diagnozą, jakiejś fobii czy innych zaburzeń emocjonalnych/psychicznych by chcieć się zdystansować.

Myślę, że nikt z nas nie lubi czuć się napastowany, bo to naprawdę niekomfortowe uczucie. Dlaczego więc nadal uzurpujemy sobie prawo do tego, aby naruszać cudzą strefę prywatną? Powyższe podziały ulegają zmianie, gdyż nie mierzę przyjaciołom metra odległości, w której to mają stać rozmawiając ze mną, jednakże, w ramach grzeczności, na początku powinniśmy znajdować się w sferze dystansu indywidualnego.
Bądźmy taktowni, savoir-vivre jest fajny.


You Might Also Like

3 komentarze

  1. Hmmm... dawno mnie tu nie było u Ciebie, ale postanowiłem nadrobić zaległości :)
    O ile make-up i pokrewne tematy mnie nie kręcą (co bynajmniej nie znaczy że powinnaś z nich zrezygnować - nie jestem zapewne wystarczającym powodem :P) to ten temat jest intrygujący, a nawet bardzo.
    Podzielam twój tok rozumowania i dałbym ci za ten wpis piąteczkę, moż -e z plusikiem - a to z racji podążania w dobrym kierunku... :)
    Szóstki nie dam bo brakło mi w tym jednej bardzo istotnej rzeczy (a pomiędzy wierszami czy też w innej formie niedopowiedzenia tego nie znalazłem) - dotyk to też forma komunikacji.
    Żyjemy w czasach, w których otaczające nas strefy o jakich mówisz zostały dramatycznie zmienione w odniesieniu do ich normalnego przeznaczenia - są one w stanie podwyższonej gotowości - powiedziałbym, że ich funkcje w naszym codziennym życiu zostały przestawione do takich jakie powinny być w stanie wojny: żyjemy w stanie bezpośredniego zagrożenia.
    Wmówiono nam, że wszystko wokół przenosi śmiercionośne bakterie, syntetyczne substancje przesłaniają nam te naturalne, które obecnie nas wręcz brzydzą, każdy człowiek w naszym otoczeniu jest w pierwszej kolejności uznawany za śmiertelnego wroga, etc.
    Przecież "normalnie" (zdefiniowane tego stanu jest chyba niemożliwe...) poprzez dotyk, dopuszczenie innych (nie tylko ludzi, ale też zwierząt, roślin jak też i przedmiotów) jest pewną formą komunikacj, przekazu informacji. Przecież ludzie tak bardzo czasem pragną być przytuleni i to nie przez kogoś z ograniczonej puli osób policzalnych na palcach jednej ręki! Pewne gesty, podanie dłoni na powitanie, samo dopuszczenie kogoś blisko nas, bycie obok kogoś - to wszystko jest przejawem akceptacji, ciepła, emocji, ...
    Dziś jesteśmy dla siebie wrogami i świat w jakim żyjemy zmusza nas do traktowania wszystkich jak niechcianych intruzów, musimy bronic swoich stref ochronnych i otaczamy je zasiekami robiąc z nich pola minowe...
    Jak wiadomo akcja rodzi reakcję, stąd też nadmierna defensywność wyzwala u innych irracjonalną potrzebę przełamywania tych barier - zaczynają więc robić to w sposób głupi, bezcelowy, przekorny, złośliwy. To z kolei prowadzi do kolejnego umacniania fortyfikacji i tak w kółko....
    Efekt? No chyba nie muszę mówić, bo za dużo wody będzie lać się z tego mojego komentarza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to zależy, wiem, że są ludzie, którzy absolutnie nie znoszą jak ich ktoś obcy dotyka. Ja zupełny wstręt przed kontaktem fizycznym miewam dosyć rzadko, jednakże kiedy werbalnie to manifestuję, to wtedy nie ma zmiłuj.
      Na co dzień to ja łapkę podam, owszem, ale nie lubię tego nadmiernego spoufalania się, bo niby tacy otwarci, my, ludzie XXI wieku jesteśmy [gówno prawda]. We wszystkim trzeba znać umiar.

      A może po prostu zimna ze mnie suka.

      Usuń
    2. oczywiście - umiar trzeba znać w każdej dziedzinie - 100% racji!
      mi jednak chodzi bardziej o patologię jaka powstała współcześnie w zakresie komunikacji międzyludzkiej - budujemy wszędzie nadmierny dystans, a "jedyna porządana forma komunikacji" to już nie nawet "przez szybę" ale przez wifi...

      Usuń