xx1765xx. Idzie baba do lekarza.

20:00

cupcake and doctor image
Rankiem obudziły mnie nie słoneczne promienie, a uciążliwe piski budzika. I brak głosu. Czy jest na sali jakiś lekarz? Korzystając z tego, że szanowny rodziciel ma L4 i sam musiał umówić się na wizytę, wiec nie musiałam tego robić osobiście.

Rejestracja rusza od ósmej rano, o 8:20 odbieram telefon "Do tej Twojej lekarki już nie rejestrują, mam na 16:45". W porządku, seems legit. Około 16 telefon do poradni, czy jest jakiś poślizg [ostatnio czekałam tam 2,5 h, bez żadnej książki] - oczywiście, że jest - ale tylko godzina.
W końcu nadszedł czas, drzwi gabinetu uchylają się, radośnie mnie zapraszając.
I poczułam się zlana. Naprawdę.

Począwszy od tego, że przyszłam z obolałym gardłem, rano w ogóle było niezdatne do użytku, nie potrafiłam nawet przełknąć ciepłej herbaty, bo parzyło. Kurowałam się jedynie Strepsils miód z cytryną. Szanowna pani doktor spojrzała, powiedziała "RÓŻOWIUTKIE", czyli zdrowaś panno. W domyśle "cóż za farmazony, dupę zawracasz, kolejkę blokujesz". Mówię, że tydzień temu było podobnie, i samo przeszło, ale nie chcę się rozchorować, bo mam studniówkę - NIC PANI NIE JEST. Okej.

Drugą sprawą jest moje osłabienie, początkowo stres i strach, bo zarówno cukrzyca, jak i Zespół Hashimoto, które w mojej rodzinie są obecne dają podobne objawy, badania krwi jednak wyszły na tyle dobrze, że na razie nie ma o tym mowy. Nie miałam cholesterolu zrobionego już dłuższy czas, a od dziecka mam go podwyższony, to grzecznie zasugerowałam, że może by tak skierowanie, bo dawno nie badane... JAK TO? ROK TEMU ROBIONE. WYSTARCZY. Okej, w sumie 20% to nie aż tak dużo przekroczone, więc... Ale wracając do osłabienia - tłumaczę, że sypiam po 16h, budzę się zmęczona, chcę spać dalej, nie mam siły wstać z łóżka, o co chciałam winić jakiś stan depresyjny - ale leki na to już biorę; że kręci mi się w głowie, ciemno się przed oczami robi. MOŻE STRES??? No klasa maturalna, ale mówię, że raczej nie, bo nachodzi mnie to cyklicznie. A TO PEWNIE ESTROGEN, TAKIE HORMONY [serio? a myślałam, że to jakieś skrzaty], PEWNIE CZASEM SPADA U PANI ICH ILOŚĆ I TO ODBIERA SIŁĘ. Może nie wszystkich by to zaniepokoiło, ale we mnie słowa hormon i jego potencjalne zaburzenia nie budzą najlepszych skojarzeń. To pytam czy coś można z tym zrobić, albo jakoś zbadać jeszcze czy to na pewno to, a ona niemalże śmiechem "PANI MA OSIEMNAŚCIE LAT, PANI TO DOPIERO ZACZYNA DOJRZEWAĆ PSYCHICZNIE I FIZYCZNIE". Ja mam inne informacje na ten temat, ale pewnie w szkole kłamią.

W końcu ostatnia sprawa - bilans - przychodzi do rubryczki z chorobami przewlekłymi "JAK TAM TA PANI ASTMA OSKRZELOWA", marszczę czoło ze zdziwienia. Ja? Astma? Zwykła alergia, tylko czasem mnie poddusi jak najgorsze dla mnie alergeny najmocniej pylą. Leszczyna, topola, to owszem, trochę mi się przepływ powietrza zwęża i inhalatory idą w ruch, ale żadna astma. Tłumaczę więc, że nie, żadnej astmy tylko alergia. Na tym pani doktor chce kończyć, ale przypominam [a raczej uświadamiam] o AZSie, tym razem ona robi oczy jak pięciozłotówki - "AAAA, ATOPOWE ZAPALENIE SKÓRY, A OD KIEDY TO PANI MA ZDIAGNOZOWANE???". Jakoś tak... pięć lat? We wszystkich kartach/historiach choroby i formularzach to mam? 

Dobra, przebrnęłyśmy przez bilans. W końcu zapytałam się o zastrzyki z witaminą B - wiem, że Mar je brała na włosy, patrząc po ich obecnym wyglądzie to ja się dam nakłuć 100 razy, ale dajcie mi chociaż połowę tej ilości. "PANI TO Z TYM DO DERMATOLOGA NIECH IDZIE". Jakbym nie była, 10/10, rozmawiałam o tym na wizycie, na której głównym tematem był AZS, więc doktor Agata pomyślała, że to może być stres, ale na stres nie wygląda. No to chciałam zastrzyki, wyszłam z tabletkami. I cynkiem. Choć wiadomo, większość preparatów w tabletkach daje gorsze rezultaty niż zastrzyki. I mimo, że pytałam czy skuteczność i efekty są podobne, to nie uzyskałam odpowiedzi.

Więcej razy moja noga w gabinecie tej pani nie postanie. Przychodzę do lekarza, to chcę się poczuć przede wszystkim - wysłuchana, bo to ja jestem ze sobą 24/7 i jak twierdzę, że rano mój głos był na wakacjach, to nie zmyślam, poza tym, doinformowana, co mi jest, jakie leki brać, czy nie kolidują one z tym wszystkim, co już biorę, czy mam zostać w łóżku, czy skakać na jednej nodze czy medytować przy akompaniamencie szumu fal, no i myślę, że chcę się poczuć "zaopiekowana", a może lepiej - wiem, że jest wielu pacjentów, że mają przypadłości gorsze, trudniejsze do wyleczenia i bardziej skomplikowane niż ja, ale zależy mi na tym, by lekarz widział mnie jako oddzielny, indywidualny przypadek, a nie jak petenta w urzędzie.

Do doktor G się dostanę następnym razem, wyślę tam szwadron ludzi, a jak trzeba będzie to dwie godziny przed otwarciem będę warować pod drzwiami. Sprawdza się to powiedzenie, że aby chorować, trzeba mieć końskie zdrowie.


You Might Also Like

0 komentarze