xx1768xx. alone with you

21:45


Nie lubię, kiedy śladem obecności zostają jedynie kubki po herbacie i zapach na poduszce.

Śniadanie jedliśmy gdzieś o pierwszej trzydzieści, ciągle na wpół śpiąc. Chyba znakiem czasu jest to, że siedzę w mokrych włosach i jedną ręka sprawdzam maile, wiadomości i rozwiązuję jakieś zadanie, na twarzy maluje mi się brak czegokolwiek i noc, która skończyła się snem o czwartej nad ranem.

Między herbatą, ziewaniem, a konsternacją na twarzy pewnego humanisty nachodzi mnie myśl - jak nazwać ten proces, kiedy zamiast wcześniejszej obsesji na temat tego, czy wygląda się jak człowiek, czy włosy nie sterczą we wszelkie strony, jest odpowiedni makijaż i strój pojawia się bladoróżowy szlafrok i pierwsza lepsza, wyciągnięta na chybił-trafił, piżama w kwiatki, do kompletu z turbanem na głowie.

Czy w ten sposób stajemy się prawdziwsi? Bardziej szczerzy? Czy może odchodząc od poprzednich zwyczajów pokazujemy, że się nie staramy? Że już nam nie zależy, by prezentować się jak najlepiej? Co jest prawdą, a co fałszem? - musiałam się zmarszczyć - dyskusje z samą sobą wywołują u mnie pionowe załamanie na czole - "lwią zmarszczkę". Otrzepuję się z myśli, jak zwierzę z wody; nie czas teraz na wewnętrzne dialogi z moją poszatkowaną osobowością.

Włączam znów tryb kontaktu ze światem zewnętrznym - rozmawiamy, o mojej impulsywności, o której wczoraj dyskutowano - przez śmiech stwierdzam, że cały swój spokój i cierpliwość zużywam na jedną osobę, dlatego dla innych nie starczy, aż do tematów zahaczających o empiryzm i życie jako-takie. W powietrzu wisi to, o czym rozmawialiśmy w nocy. Próbuję to w sobie zdusić i obrócić w żart, ale...

Czasem nawet ja nie potrafię, czasem fundamenty tej jednej rzeczy, w którą wierzę, trzęsą się w posadach. Czasem pękam. Ale potem myślę, cholera, od początku nie było obietnic. Wyleczona jestem powoli z "na zawsze", bo podobno tylko Chrystus jest wieczny, a jedynie podatki i śmierć są pewne. Następnie sobie przypominam kim jestem, co zrobiłam, i jaka historia wydarzyła się przez ostatnie 40 miesięcy.

To nie jest romans stulecia. Ani sielanka. Raczej modernistyczny dramat pełen abstrakcji. Ale mogę przysiąc, że czasem dobrze jest obudzić się koło szóstej, z raczej średnio przyjemnym bólem głowy, szukać wody do picia, a znaleźć niewinnie śpiącego osobnika, który samą obecnością przyciąga poczucie bezpieczeństwa.

I nie, ani chęć pokazania się od jak najlepszej strony nie jest fałszywa, ani rezygnacja z krótkiej sukienki na rzecz wygodniejszych ubrań nie jest przejawem braku starania się. Z czasem zyskuje się komfort bycia sobą, każdą wersją siebie, zarówno tą w balowej sukni do podłogi, jak i tą z przekrwionymi oczyma, w dresie, przy kimś.



You Might Also Like

0 komentarze