xx1776xx. Jak zawsze.

23:47

Okno jest uchylone, jak zawsze.
Książki dokonały ekspansji i zajmują 90% otoczenia, jak zawsze.
Kawa wystygła, piję więc zimną, jak zawsze.
Czarną, z czterech łyżeczek, z odrobiną cukru, jak zawsze.
Na papierowym biuwarze można zauważyć jej ślady, nieco mi skapnęło, jak zawsze.
Kiedy pracuję pokój wypełnia szum dwóch laptopów, jak zawsze.
W przeddzień moich urodzin sporo pracuję, jak zawsze.
Porządkuję papiery, układam w półkach, jak zawsze.

Pewne rzeczy ciągle będą wyglądały "jak zawsze" niezależnie od tego, ile będę miała lat.
Robienie list będzie mnie uspokajało i będę sobie przypominać, że tak naprawdę, mało co jest dla mnie tak kojące, jak praca. Zaczynam dwudziesty rok życia, w stanie nieco marniejszym, niż bym sobie życzyła, ale to nie moja final form! 
Nie wiem, gdzie będę za rok - znaczy się, w Krakowie, ale wiadomo o co chodzi.
Jeszcze cztery lata temu byłam na bakier ze wszystkim, zwłaszcza ze samą sobą, byłam otoczona przez stado fałszywych ludzi i miałam ochotę rzucić wszystko, a siebie zrzucić w przepaść.
K mówi, że w życiu nie ma przypadków, ja miałam [mam?] odmienne zdanie. Jednak podjęłam parę decyzji, poszłam do Frycza za namowami M i pani K, buntując się w ten sposób przeciwko rodzinie i reszcie świata, poznałam wartościowe osoby, pan B otworzył mi oczy na to, że wcale nie muszę być tylko ścisłowcem, z całą pewnością odbiorcą i twórcą kultury też. Wzięłam życie we własne ręce. Podobno dojrzałam, nie wiem, nie znam się. Biorę leki, chodzę do lekarzy i przestałam bać się pobierania krwi. Zaczęłam się uczyć, czytać mądrzejsze książki i przyznawać się, że lubię chodzić do teatru i na wystawy w muzeach. Przestało mnie interesować zdanie innych.
Powiedzmy tak młodzieżowo, mam wyjebane, mam bardzo mocno wyjebane na to, co myślą inni ludzie, od których oddzielona jestem latami świetlnymi. Wprawdzie nadal zdarza mi się krzywdzić tych, których kocham, ale to cena za to, że czuję się bardziej sobą - może nawet bardziej wiem, kim jestem, choć mój kryzys osobowości i niemożność rozgraniczenia czym jestem, a czym nie nadal nie został zażegnany. Dostałam swoją diagnozę na kartce z pieczątką, nie szukam już tego, co ze mną jest nie tak.

Wyższy poziom artyzmu [i niedługo zapewne artretyzmu], metafizyka i wariatkowo.
Wuj Staś mnie tak nauczył, czytam go nałogowo ostatnio.
Ojciec Charles wpłynął na mnie przez te lata niesamowicie.
To wszystko składa się w całość, powoli.
Schopenhauer miał rację, co do sztuki, to na pewno.

Dopiero mając sztukę i matematykę znalazłam to, co zgubiłam te sześć lat temu.
birthday image
znaczy się, po północy, ale to prawie już.

You Might Also Like

0 komentarze