xx1780xx. Being good to myself.

16:51

W moim życiu, do którego przywykłam, iż jest rollercoasterem, pojawiły się, o ile to dobre słowo, kolejne niespodzianki.
W piątek zostałam finalistką konkursu organizowanego przez KUL, poznałam parę nowych osób, z czego dwie persony, przypadkowo - laureaci dwóch pierwszych miejsc, bardzo mnie zainteresowały. To doświadczenie jest dla mnie rzadkie, głównie dlatego, że z wiekiem robi się ze mnie antysocjal i nie lubię dopuszczać do swojego grona nowych osób, a poza tym, ciężko jest mnie primo - zainteresować, secundo - utrzymać to zainteresowanie. To jednak mniej ważne.
Ostatnie wyniki badań krwi niemalże zwaliły mnie z nóg, w wieku 19 lat muszę zmierzyć się ze świadomością, że do zawału mam niedaleko. Mogłabym to zwalać, że leki, że genetyka, ale wiem, że nie polepszam sobie tego nałogowym paleniem i stylem życia. Ktoś mógłby zadać pytanie - czemu się tym przejmuję, przecież i tak często myślę o śmierci - śmierć z wyboru jest czymś zupełnie innym niż zgon z powodu choroby. Więc owszem, boję się, martwię się. I osoba, na którą liczyłam, że też się przejmie - jeśli w ogóle to zrobiła - to tego nie okazała.
W ów piątek, głównie dzięki lekom nie trzęsłam się jak osika, lecz potrzebowałam wsparcia, i choć dostałam je od wielu osób, to od tej, na którą liczyłam - nie.
Wiele takich rzeczy zbiera się potem w jedną całość i boli, boli dodatkowo, bo jak każdy borderek mam swoją "ulubioną osobę" [favourite person, FP]. Pomimo potrzeby atencji, jakiegoś chociaż częściowego zrozumienia od bliskich mi osób, to rola FP jest "gorsza", gdyż zachowanie tej osoby najbardziej wpływa na osobę z BPD. Od kilki miesięcy mam sprzeczne myśli, bo choć border-me nie umie bez tej osoby żyć, ogółem zależy mi na niej i nawet jeśli kocham ją ponad wszystko, ponad siebie, ponad życie i śmierć to zdroworozsądkowa ja czasem dochodzę do głosu.
Relacje z FP [osoba ta może się zmieniać, nie jest powiedziane również, że to musi być długi okres "faworyzowania"] często bywają toksyczne, zazwyczaj nie z powodu owej ulubionej osoby, lecz przez sam wymiar w jakim jest ona stworzona. Gorzej jest, gdy FP - tak jak moja - jest świadoma - zaburzenia, tego jak mocno może oddziaływać na zaburzonego itp. I mimo to, często nie daje taryfy ulgowej, choć jej zwolenniczką prawdę mówiąc [w momencie, gdy myślę racjonalnie] nie jestem. Jednakże czasem, w tych najgorszych i najsłabszych sytuacjach, można by było choć trochę "zmięknąć".
Ciężką sytuacją jest również ta, w której obie osoby mają bardzo silne charaktery. Mnie osobiście zawsze ciągnęło do osób, u których jedna lub więcej cech jest niemalże obsesyjnie silna - nie lubię nijakości, podświadomie. Przez lata moimi FP byli zazwyczaj bardzo skrajni ludzie, z którymi relacje były bardzo intensywne - w obie strony - kiedy było dobrze to skrajna euforia, a w złych momentach apokalipsa i armagedon. Ścieranie się dwóch silnych osobowości rzadko kończy się bezkonfliktowo.
Ciężko jest również kiedy ja jestem w zły momencie i szukając wsparcia trafiam na równie zły, albo i gorszy okres u tej drugiej osoby. Wtedy krzywdzimy się nawzajem.
Przez ostatnie miesiące miałam silne dylematy. Dziś ich już nie mam. Jestem kobietą z pokroju tych "ride or die", nieważne co, zawsze u boku. Ale nie za wszelką cenę, teraz już wiem. Muszę być traktowana dobrze, to mi się należy. I jeśli tak nie będzie, to nasze drogi będą musiały się rozejść.To trudna decyzja, bo faktycznie, zależy mi bardziej niż na czymkolwiek, ale nie mogę się truć, jeśli chcę, by mi się polepszyło.

You Might Also Like

0 komentarze