xx1795xx. Aparycja jedna, a one cztery.

21:03

Jadę komunikacją miejską, ze szkoły, bo nie poinformowano nas, że Szanowna Pani Dyrektor, z którą mieliśmy mieć pierwsze trzy godziny jest w Katowicach i będzie dopiero około 13stej. No cóż, jak to G ujęła "kpina". Czuję się potraktowana jak pięciolatek, musiało to na mnie mocno wpłynąć, bo nawet Pani w Żabce spytała mnie o dowód, a potem stwierdziła, że jej głupio, bo jesteśmy rówieśniczkami. Może to ja, może to Maybelline, ale biały kołnierzyk i makijaż w postaci samych brwi i odrobiny bronzera ukazuje moją twarz piętnastolatki. Ja jednak nie o tym.
Siedzę więc w tym autobusie, jak zwykle tyłem do kierunku jazdy, zaraz przy wyjściu, to taka moja stała miejscówka. Naprzeciw natomiast siedzą cztery Panie, dziewczyny właściwie, nie potrafię dokładnie określić ich wieku, bo nigdy nie byłam w to dobra, ale myślę, że mogą być około mojego lub młodsze (a wyglądają na starsze, zdradzają je jednak kanapki i podejrzewana destynacja - jedno z Technikum, pod które ów autobus zajeżdza).
O czym ja jednak chciałam? No tak, siedzą cztery Panie i nie do końca ukradkiem mi się przyglądają. Począwszy od mojego dumnie sterczącego koka na głowie, przez moje piękne brwi, przez koszulę, zegarek i kubek na kawę. Tak, wzrok w rodzaju "judging you".
Dobrze, niech Panie sobie oceniają, moja alergia i podirytowanie na szkołę powoduje, że wybaczam im to niedyskretne gapienie. Co mnie jednak uderza, siedzą cztery Panie, a równie dobrze mogłyby być to cztery klony. Tak samo pomarańczowy podkład - może kupują hurtem, bo taniej. To mnie boli, bo wiem, że sama sobie robiłam kiedyś krzywdę złym kolorem - wprawdzie nie nosiłam takiego odcienia, że wyglądałam na pomarańczę, ale zawsze. Potem tak samo narysowane brwi, które tak naprawdę żadnej z nich nie pasują. Usiadły tak, że Panie po zewnętrznych stronach mają spalone prostownicą, kruczoczarne włosy, a Panie w środku ombropodobnecoś, nieco falowane. Trzy duże brązowe torebki, wyglądające niemal tak samo, tylko jedna Pani się wyłamała i ma czarną, może akurat zabrakło brązowych w sklepie. Kolejna rzecz, fascynująca, Pani z czarną torebką ma brązową kurtkę, a reszta na odwrót. Nawet jeśli chodzi o zachowanie - gdy pierwsza wyciągnęła kanapki i zaczęła je jeść, kolejna również; tak samo było ze słuchawkami! Nie wiem jakiego były wzrostu, jakby już miały po tyle samo to zaczęłabym przecierać oczy, bo nawet buty miały tego samego producenta, ten sam model, tylko kolor troszkę inne.
Konkluzja?
Nie jestem żadną wyrocznią mody, mam swoją garderobę pełną czarnych szmatek i je lubię. Mam nawet zieloną parkę [choć tak z cztery lata już] i niedawno po Lunarglide'ach przyszedł czas na Roshe w mojej "szafie". Mamy nawet z Natalią dokładnie te same bluzko-swetry, a z Domi czasem jesteśmy [żeński odpowiednik bractwa to... ???] zakonem białych swetrów.
Uważam jednak, że mimo wszystko udaje nam się zachować indywidualność. Często widzę grupy, zarówno dziewczyn, jak i chłopaków, w której znajdują się "oryginał" i "kopie", albo cała grupa sama w sobie stanowi ksero z kogoś "sławnego". Inspiracja jest fajna, ale próby naśladownictwa 1:1 stylu kogoś innego to chyba nie jest dobry sposób "na życie". Często efekt jest odwrotny od zamierzonego, dlatego, że najzwyczajniej w świecie ciuchy, które na siebie włożymy, bo "ktoś inny je nosi" sprawią, że będziemy przebrani, a nie ubrani. Dodatkowo, taki dyskomfort i dysonans widać po owej, "przebranej" osobie.
fashion, outfit, and style image
a ja poproszę tę koszulkę :3

You Might Also Like

0 komentarze