xx1798xx. all night long

23:59

Nie wiedziałam wielu rzeczy, a jeszcze bardziej nie wiedziałam jak sobie poradzić z tym, że ich nie wiem.

Napisałam to zdanie siedemnastego kwietnia czyli nieco ponad dwa tygodnie temu.

Trochę się podziało od tamtego czasu.
Nie chcę mówić, że przeszłam głęboką wewnętrzną przemianę; prawdą natomiast jest, że zobaczyłam rzeczy, o których mi się nie śniło, w momencie, którego od dawna pragnęłam. Będąc zupełnie na granicy należy dokonać wyboru. I dokonałam. Nie wiem czy to tchórzostwo czy odwaga, wyjdzie w praniu, jak zwykle.

Zdążyła wyjść nowa płyta Beyonce, niektóre wersy z tekstów piosenek na niej się znajdujących głęboko się we mnie wryły. Nie ukrywam i nigdy nie ukrywałam, że moje relacje z K stanowią bardzo istotną część mojego życia, że choć czasem rozerwałabym go na strzępy, to mimo wszystko to jest ride or die. Kolejnym faktem jest to, że oboje prowadzimy dosyć intensywne życie, przez co ja się wkurwiam, bo czasu wciąż mamy dla siebie za mało "Nothing else ever seems to hurt like the smile on your face/When it's only in my memory/It don't hit me quite the same/Maybe it's a cause for concern/But I'm not at ease". I nie powiem mój mózg mi tego nie ułatwia, bo chore projekcje produkuje to miejsce odpowiedzialne za granicolinię, znaczy się, borderline. I mam tylko "What are you doing, my love?". Ścieramy się, zupełnie jak dawniej, robimy sobie wyrzuty "Who the fuck do you think I is?", no bo kurwa, kim?; doprowadzamy do szału i milczymy "He always got them fucking excuses/I pray to the Lord you reveal what his truth is" A potem "There's something that I'm missing, maybe my head for one". W końcu jednak, po kolejnej kłótni i obrazach majestatu [dwoje dumnych ludzi to niezbyt dobre połączenie] - "But y'all know we were made for each other"./"You always come back to me"/"Go back to your sleep in your favorite spot just next to me".

Przez ostatnie trzy i pół roku rzeczy obracały się o 180 stopni w dowolnej kolejności, wirując jak tornado i dając obraz kruchy, i niestabilny. Dlatego mimo wszystko walczysz o to, co było tym stałym elementem twojej egzystencji, mimo, że boli, że jesteś krzywdzony "Are you aware you're my lifeline, are you tryna kill me". Oczywiście, że były takie momenty, kiedy chciałam wszystkim rzucić, poddać się, zostawić w tyle nawet jego. Bo są momenty, kiedy mimo tego jak niesamowicie silna jest więź to ma się ochotę wstać i wyjść. Bo boli, kurewsko boli, bo wiesz, że nie zasługujesz na to, co się dzieje. Podejmujesz więc decyzję, mówisz "żegnaj, nie potrafię tak dłużej". zasypiasz płynąc w wodach jednego z najgłębszych i najbardziej zasolonych mórz na świecie, w ciemności i niebezpieczeństwach czyhających pośród odmętów własnego smutku. Budząc się wcale nie jesteś lżejszy. Wcale nie jest lepiej. I jest tylko jeden wniosek, jeśli coś jest zbyt cenne, by to zostawić, trzeba pracować. "Spend my life in the dark for the sake of you and me ". To nie jest zbytnio wygórowana cena.

I tak, w tym momencie odkrywam swoje karty, mam wyłączony filtr; jestem taka zmęczona, choć zostałam nieco ugłaskana to wściekłość jeszcze nie zniknęła z moich żył. Jestem wymagającym partnerem. W życiu, w miłości, w przyjaźni. Potrzebuję uwagi i zrozumienia i potwierdzenia. Czułości, troski, czasu. I jestem wściekła kiedy mi tego brakuje. Ale mam to na swoje własne życzenie, wchodzę w relacje tylko z tymi ludźmi, którzy potem okazują się być zarazem piekłem i niebem na ziemi.



Nothing real can be threatened


Oh I missed you my love.

You Might Also Like

0 komentarze