xx1809xx. Dlaczego nie przepadam za zawodami zaufania publicznego | Lipiec 2016 czasem odbudowy pisarskiej kariery panny N.

22:40

july, flowers, and summer image
jak trzeba będzie, to podpiszę cyrograf, że pisać będę.
Są takie profesje, których przedstawicieli rodzice uczą nas, od małego, szanować; ogółem: szanuj dziecko starszych, bo oni są starsi, mądrzejsi; jeb czołem w podłogę na ich widok, nie odważ się mieć zdania w ich towarzystwie, najlepiej się nie odzywaj, a dodatkowo po stopach całuj lekarzy, nauczycieli i prawników. 

Jebaju, ja tam wolę pielęgniarki, groźne-woźne i kasjerów. I nigdy nie będę zakładać a priori, że jak starszy, to mądrzejszy.

Jak już pisałam w ostatniej notce - byłam w sądzie, w charakterze świadka pewnego zdarzenia z AD 2013. Przychodzę przed drzwi sali rozpraw, zostaję oficjalnie przedstawiona Szanownemu Panu Adwokatowi i jako, że zasady savoir vivre'u znam, to wiem, że ów Pan powinien mi pierwszy podać rękę, ponieważ jest "wyższy rangą", nie obowiązuje tu zasada, że kobieta podaje pierwsza, gdyż nie była to sytuacja towarzyska, a poza tym, na litość, dzieli nas kilkadziesiąt lat, a starszy podaje młodszemu. 

Jestem uczulona na takie rzeczy, może nie tyle w kontaktach koleżeńskich, z rówieśnikami, ale od szanownych panów mecenasów wymagam obycia i kultury. Ironicznym uśmiechem w głębi siebie skwitowałam to powitanie, dobrze, jedźmy dalej.

Zblazowany pan mecenas pyta mnie o kilka spraw, choć mówi przez "Pani" nie odczuwam krzty szacunku, omiata wzrokiem ściany, odwraca się do mnie tyłem, grzebiąc w swojej teczce i wchodząc w słowo. Myślę sobie "o ty, bury chuju, że też na prawie dobrych manier nie uczą". Chłodny profesjonalizm jednak we mnie zwycięża i tylko w głowie układam sobie listę faux pas popełnionych przez Szanownego Pana. Dobrze, że moja pamięć jeszcze nie zawodzi; była długa.

Rozprawa jak rozprawa, sędzina zdawała się być uroczą kobietą, mimo, że mówiła "włanczać" i "wziąść". Wynik jak zawsze, kiedy ja się do czegoś zabieram, pomyślny. W końcu, po tylu latach starań [zawracania dupy] się udało.

W końcu nadszedł czas pożegnania z panem mecenasem, oczywiście, nadal nie podał mi ręki, choć z ojcem się ochoczo "grabał", no nic, trudno, przeżyję, dłuższe przebywanie w jego, zionącej halitozą, obecności nie jest mi do szczęścia potrzebne. Wychodzę więc z sądu z niejakim własnym ojcem, który od razu rusza do opierdalania mnie za moje zachowanie, wypunktowałam więc wszystkie przewinienia, ale ojciec nadal napierdala, że pan mecenas to szanowny, starszy człowiek i wtem mówię "ale ojcze, savoir vivre'u to on za chuj nie zna", co kończy się tyradą, że mam nie przeklinać, etc, potem nadchodzi argument "nie bądź taka do przodu, szacunku za grosz, jak Ty się zachowujesz, ugryź się w język". Szanowna panna N. Majzner nie lubi pierdolenia, zatem szanowna panna Meisner rzuciła na odchodne, w parku pod sądem, siarczyste "idź do diabła" i cisnęła w powietrze ojcu jego klucze z samochodu.

Wnioski? Nie wkurwiać, nie uprawiać pierdolnictwa i nie pouczać, że nawet, pardon my french, niewychowany knur zasługuje na mój szacunek.

Moja reakcja być może była zbyt impulsywna, ale proszę nie oczekiwać o mnie, że z miłością pójdę do sądu, będę tam maglowana, będę musiała opowiadać o dosyć traumatycznych dla mnie przeżyciach, a potem z podkulonym ogonem będę słuchać darcia mordy na mnie za to, że w chuju mam jakieś konwenanse i nie jestem usilnie miła dla kogoś, kto nie reprezentuje żadnego poziomu. Amen. W słusznej sprawie, jak to powiadają, warto walczyć. Co z tego, że pomogłam prawdzie wygrać, kiedy następne pół godziny spędziłam nerwowo paląc papierosy i próbując powstrzymać łzy. Ja z tego nic nie mam, oprócz zszarganych nerwów. Nie pomagają temu wahania poziomu hormonów i ogólny kiepski stan mojej psychiki, o nie.

Nie każdy prawnik, lekarz czy przedstawiciel jakiegoś innego "ważnego zawodu" to człowiek godny tego czołobitnego szacunku. Dziwnym trafem kasjerki z nieopodal znajdującego się osiedlowego są miliard razy milsze, nie wspominając już o byciu taktowniejszymi niż np. 95% lekarzy, których poznałam już w życiu stosunkowo dużo. 

T, student czwartego roku prawa lubi powtarzać, że wszystkim nasra na głowę, bo wszyscy to ciule. Cóż T, ja do takich deklaracji, tym bardziej czynów, się nie posunę, ale szczerze mówiąc, niektórym by się to przydało, żeby sami poczuli gówno, jakie rozsiewają.

Al(OH)3 dzieci, troszeczkę tej goryczy wylałam, niemniej jednak niesmak nadal pozostaje. 
Może ja za dużo wymagam? Ludzie? Dobrze wychowani? 

Ja mówię kurwa, zdarza mi się być opryskliwą i marudną, ale biznes is biznes, jak nie jestem z kimś towarzysko [kto mnie zna i wie, jaki ze mnie straszny człowiek], to się umiem zachować. Wiem kiedy komu rękę podać, kasjerkom też życzę miłego dnia, staram się dawać drobne, a nie rzucać stówę płacąc rachunek opiewający na 4,29 i jeśli tylko kelnerzy nie zachowują się impertynencko, to zostawiam napiwki. I nawet się uśmiecham, chociaż nie lubię, to myślę sobie "może jak nie będę miała miny na pitbulla to się tej kobiecie/temu chłopu będzie chciało wysiedzieć do końca swojej zmiany, może im będzie milej, że nie fukam na nich za standardowe formułki i nie przerywam, kiedy reklamują narzucone przez szefostwo produkty", nawet telemarketerom daję się wygadać, żeby minuty leciały, razem z pieniędzmi. No kurwa, staram być się ludzka dla ludzi, czy niektórzy też mogliby tego spróbować? To nie fałszywa uprzejmość, to jest do cholery umiejętność zachowania się w społeczeństwie.

You Might Also Like

0 komentarze