xx1810xx. Zakaz zawracania

00:24


Do swoich włosów jestem bardzo przywiązana; zawsze marzyłam by mieć takie, jak Miley Cyrus w 2009, niestety, jakoś do tego nie doszło. W każdym razie - pójście do fryzjera i obcięcie tych moich poniszczonych końcówek jest zabiegiem nad wyraz traumatycznym.
Obcinanie włosów jest jednak wydarzeniem symbolicznym - chociażby rytuał postrzyżyn u Słowian, pierwsze kilka centymetrów, najbardziej zniszczonych włosów poszło tuż po zakończeniu matur, wzięłam swoje fryzjerskie nożyczki i ciachnęłam z dobre siedem centymetrów. Niby zwykła czynność, ale kiedy robisz to samemu, to jest jakaś inna.
Oczywiście mogłabym dorabiać filozofię cz inną ideologię, że to było symboliczne odcięcie "zniszczonych" momentów z mojej przeszłości, może i było. Drugi raz spontanicznie nastąpił dziś wieczorem [znaczy się czwartego, notkę kończę szóstego po północy, bo matura, ale załóżmy, że jest poniedziałek, a nie środa]. Po prostu wzięłam i cięłam, moje włosy ledwo sięgają teraz łopatek, a mi trochę szkoda, kiedyś, za jakiś czas odrosną.
Ostatnio sporo słucham Dawida Podsiadły [deklinacja czasem nie brzmi dobrze, ale cóż począć?], a właściwie często siedzę i wyję "czemu jest mi tu źle?", zdecydowanie poprawiła mi się emisja głosu podczas tych kameralnych sesji koncertowych pod prysznicem, kończę przeważnie "Nieznajomym" i czuję się bardzo artystycznie, aż mi się chcę płakać. 
Jednocześnie rysuję i maluję, kredki akwarelowe to nadal mój ulubiony zakup ostatnich tygodni. Chcę też więcej czytać i pisać. I może zabrać się do podręcznika z analizy. I dożyć do czternastego. Potem, w zależności od dalszego rozwoju wypadków będę mogła podejmować kolejne decyzje.
 

You Might Also Like

0 komentarze