xx1811xx. Biurokracja to kreacja niesamowicie niepotrzebna.

00:17

dwa oblicza tegorocznej maturzystki.
Papiery, tony papierów, setki przepisów, regulacji, załączników, raportów, odpisów, poświadczeń, deklaracji i upoważnień.
Świat znany mi nie od dziś, jestem córką głównej księgowej, sama pracowałam w księgowości, zajmując się właśnie stertą papierów, bez których można się obejść. Albo jednak nie można, skoro istnieją, to po coś chyba są?
Ano są, po to, aby utrudniać życie. Oczywiście nie we wszystkich, ale w zdecydowanie większości przypadków. Czemu tak nagle z tym wyskakuję, ano, przenieśmy się w czasie do piątego lipca, godziny około 11:30.
W panice przeszukując wszystkie torebki, w których ostatnio chodziłam i inne miejsca, gdzie mogłabym odłożyć portfel usilnie starałam się odnaleźć ów ósmy cud świata, który zawiera wszystkie moje dokumenty i fizyczny dostęp do elektronicznych pieniędzy. Nie, nie da rady, zgubił się, a ja się muszę spieszyć, bo nie zdążę do szkoły i wejdę [nie]elegancko spóźniona. Nie po to mój makijaż był on point, ażeby ludziom rzuciła się w oczy moja niepunktualność, a nie mój rozświetlacz. Pal licho, pieniądz na piwo i jedzenie zawsze się znajdzie, więc lżejsza o mój okrutnie duży portfel wyszłam z domu. 
Przychodzę do sali 2.5, gdyż tam nasza klasa odbierać miała swoje świadectwa i zonk, trzeba mieć dowód, właściwie to serię i numer.  Lekka panika włączyła się w głowie i dzwonię do wszechwiedzącego komputera, mojej matki, znaczy się, czy ona wie, jaki jest numer tego dowodu, czy nie ma jakichś dokumentów zapisanych z nim. Wychodzę, oddycham, a potem gloria i anielskie dzwony w mojej głowie. Eureka! - myślę sobie - Przecież niedawno gdzieś widziałam ten numer... Ale gdzie... - konsternacja - No tak! Eureka kwadrat, profil stworzony w serwisie Elektronicznej Rejestracji Kandydatów na Uniwersytet Jagielloński! Tak, Jagiellonie, ratujesz mnie, jesteś mi przeznaczony!!! 
Radość moja niestety nie trwała zbyt długo, po przedstawieniu wychowawczyni na ekranie mojego telefonu konta, gdzie są moje dane osobowe, pesel, numer dowodu dowiedziałam się "ja nie chcę mieć kłopotów, idź zapytać do sekretariatu". Tak, ciekawe kto robiłby jej problemy, kiedy cały dowód potrzebny był tylko do ceremoniału przepisania go na kartkę. Ciekawe, kto postanowiłby stwierdzić [i jak autoryzowałby te dane] akurat naszą klasę, akurat mój numer dowodu, który skądinąd, byłby i tak poprawny. 
No nic, poszłam więc do sekretariatu, a tam Szanowna i Bardzo Miła Pani prychnęła tylko "NIE", pewnie ją bolało, że swoją prezencją przerwałam jej wypełnianie obowiązków, znaczy się, nicnierobienie, nie, to jednak obraźliwe, w końcu układanie pasjansa to coś. Widząc moją zrezygnowaną minę dorzuciła "Można w każdej chwili odebrać, sekretariat czynny 7-15". Wcześniej Michał wspominał mi o możliwości napisania upoważnienia, które pozwalałoby komuś innemu, kto ma przy sobie dowód, odebrać moje świadectwo.. Zatem uderzam z jeszcze jednym pytaniem, co na takim upoważnieniu musi być, szanowna pani coś zaczyna ględzić, a potem zabija mnie "sprawdź sobie na internecie". No myślałam, że chuj mnie strzeli. Od tego kobieto tam jesteś, żeby udzielić informacji i pomocy, a nie "sprawdź sobie na internecie".
W końcu idę z powrotem do klasy, mówię, że nie bardzo się to da bez fizycznego dowodu, złorzeczę sobie w duchu, żalę, że nie po to tyle czasu makijaż robiłam, żeby wyjść bez świadectwa. Mój piękny blending cieni chyba zrobił swoje, bo w końcu, kiedy już niemal wszyscy opuścili salę, zauważając jakąś odręcznie napisaną kartkę na biurku, pytam się Szanownej JP co z tym upoważnieniem, czy to do niej ma iść, czy do sekretariatu, a ona mi wypala "w sumie nawet nie musisz tego pisać, możesz słownie". Zapala się we mnie lampka NO KURWA NIE, to ja od kilkudziesięciu minut się wkurwiam, a ona mi takie coś. Świadectwo dostałam, znaczy się, Gosia mi je odebrała.
Potem polowałyśmy jeszcze na Profesora B pochwalić się wynikami z rozszerzenia i przybiega JP, że jednak musi być na piśmie; zaraz dojdziemy do zwrotu akcji.
Zatem piszę, ja, NM, legitymująca się dowodem osobistym o numerze ..... [werble] spisanym z konta na ERK UJ upoważniam MS, legitymującą się dowodem osobistym o numerze XXX. Jedną datę i dwa zamaszyste podpisy później wszystko było legalnie załatwione.
Czy Was też uderza kuriozum tej sytuacji? Bezpośrednio nie można było wydać mi świadectwa, mimo, że w mojej intencji leży, aby podawane przeze mnie dane były poprawne, ale jak napisałam komuś, byle komu kartkę, gdzie mogłabym pierdolnąć byle co, to już było to możliwe. Mnie to śmieszy, choć gdyby nie Małgorzata, to by mnie krew zalała, że musiałabym znów zrobić 10 km do szkoły i 10 z powrotem, żeby odebrać kartki papieru, sztuk dwie.
Co do wyników, znałam je już od wpół do pierwszej w nocy, ale opowiem jakże zabawną anegdotkę, do której mam też ilustracje. Od mniej więcej kwadransa po północy namiętnie odświeżałam stronę CKE w oczekiwaniu na formularz logowania/ogarnięcie się serwera/moje wyniki i wtem, gdy po kolejnych, bezowocnych piętnastu minutach odświeżania w końcu pojawiły się upragnione pola do wpisywania loginu i hasła ochoczo wyskoczyłam z łóżka, zahaczając nogą o jakiś ostry kant, pobiegłam do gabinetu i zerwałam z tablicy magnetycznej kartkę z hasłem, robiąc przy tym sporo hałasu, rozrzucając magnesy, a koniec końców, zdając sobie sprawę z tego, że noga zaczęła mnie nieziemsko boleć, tj. napierdalać niemiłosiernie, i oprócz siniaka, zdarłam też skórę z dobrych ośmiu centymetrów łydki. Tak, byłam podekscytowana.
Co do esencji tego wydarzenia - moje wyniki są, jakie są. Cieszę się z setki z podstawy z angielskiego, 96% z rozszerzenia, 93% z rozszerzonego polskiego oraz 92% z podstawy z matematyki, nawet 54 procent z filozofii jest całkiem przyjemne, aczkolwiek mogłoby być lepiej, gdybym szybciej znalazła czas na przygotowywanie się. Natomiast nadal mam do siebie pretensje o egzaminy ustne, bo 90 i 88 procent nie jest dla mnie "wystarczająco" satysfakcjonującym wynikiem, jak i o podstawę z polskiego i rozszerzenie z matematyki. Choć zebrałam gratulacje od wielu osób, w tym pani Basi i pani Beaty, które uwielbiam, to niedosyt jest. Zawsze wyżej, zawsze więcej.
Teraz jest już siódmego, od szesnastu minut, za tydzień wyniki rekrutacji, nieco drżę, ale staram się być dobrej myśli. Liczby stoją [chyba] po mojej stronie.



You Might Also Like

0 komentarze