xx1816xx. Tydzień w mieście | skończyły mi się daty historyczne, więc chwilowy przestój.

22:25


Jestem bardzo zmęczona, choć dziś, 31-ego lipca AD 2016, tj. w niedzielę spałam, jadłam, spałam, szukałam mieszkania, jadłam, szukałam mieszkania. Jestem zirytowana, rozdrażniona i nie mam, z pozoru, ochoty na nic. Ewentualnie coś rozpierdolić, bo w nocy analizowałam zmiany jakie zaszły i nie potrafię sobie z tym poradzić, nie umiem zapomnieć, nie umiem przejść nad tym, ot tak. No kurwa nie,
Wszystkiego najlepszego, Harry.

Trzydziestego lipca roku dwa tysiące szesnastego natomiast matka zażyczyła sobie żebyśmy z ojcem towarzyszyli jej podczas eskapady na rowerach. Szanowny rodziciel mój z tej okazji zamontował mi cudo techniki jakim jest rowerowy uchwyt do telefonu, więc spokojnie mogłam nabijać kilometry na moim jajku w Pokemonach. Byliśmy też u mojej babci i dziadka, po raz X obejrzeć nową kuchnię, wyszłam wkurwiona, jak zawsze od nich. Potem szukałam wraz z nowo poznaną koleżanką ze studiów mieszkania. Przez kilka godzin, znalazłyśmy w sumie jedno. Jest to w chuj frustrujące.

Dwudziestego dziewiątego lipca nawet nie wiem gdzie byłam.

28-ego za to jechałam do banku, robiłam odpowiedzialne rzeczy, a potem łapałam pokemony. A przed czternastą był wypadek, w sumie spadnie na młoda dziewczynę, której wina jest przepisywana nieco niesprawiedliwie, ale co ja tam wiem. Ja się przecież nie znam

27 lipca był dniem wzruszeń i notatki na szybko pisanej pod pewnym blokiem: Cóż, dzisiaj prawie popłakałam się ze wzruszenia. Przez pewną starszą panią, która dzielnie maszerowała z kijkami, ale nie potrafiła wejść do autobusu - ten, którym dzisiaj jechałam miał bardzo wysoki próg, pomogłam jej więc. Podziękowała, a później nieśmiało zagaiła, że przy wysiadaniu będzie to samo, spytałam więc, dokąd jedzie. Okazało się, że na malowniczy przystanek Rybnik Sąd, wprawdzie jechałam trochę dalej, ale stwierdziłam, że wysiądź z nią. Tak też się stało, kiedy już obie wysiadłyśmy podziękowała i powiedziała "ma pani nie tylko urodę, ale także piękne serce", musiałam się zaczerwienić jak mały buraczek, zapewniłam ją, że to przecież nic takiego, tylko podałam jej ramiona do przytrzymania w końcu. Pożegnałyśmy się, a ja z wrażenia przegapiłam przejście dla pieszych i szłam dopiero następnym...

Dwudziestego szóstego? Dwudziestego piątego? Więcej grzechów nie pamiętam, jestem na to zbyt zmęczona. Zbyt tęskniąca. Może znów medytowałam, może malowałam. Chuj raczy wiedzieć.

You Might Also Like

0 komentarze