xx1817xx. Wiozę się pociągiem z Warszawy do Katowic.

14:33

Z pociągu PKP InterCity Premium nadaje korespondentka N. Majzner.

Kolejny raz jakiś australopitek nie wyłączył dźwięku w telefonie i uraczona jestem czyimś napierdalaniem w klawisze (takie na ekranie zapewne), które doprowadzi do wysłania jakiejś, zapewnię ARCYWAŻNEJ, wiadomości. Pik-pik-pik kurwa.

Całe szczęście, że ów cud technologii, jakim jest ten pociąg, nie dość, że wyposażony został w wygodne fotele, które można regulować, to jeszcze są gniazdka z prądem. Nie zmienia to jednak faktu, że się trochę wiercę, gdyż przez ostatnie dni chodziłam tyle, że wyklułam koło siedmiu jajek, a w Pokemony grałam mniej, niż zwykle. Zrobione kilometry dały mi w kość (głownie biodrową i górną część kręgosłupa). Moją towarzyszką jest pani w wieku koło pięćdziesięciu lat (może? Coś koło tego.), która nie wydaje się być zbytnio zadowolona z tego, że ktoś tak uroczy jak ja, się do niej dosiadł. Przerzuca strony "Dobrych rad" i patrzy przez okno, szczęściara, dostała lepsze miejsce. W ogóle, numerowane miejsca w pociągu są genialne. Porządek jest super. Pani właśnie odebrała telefon, chyba od swojego dziecka, raczej starszego, ma bardzo ładną dykcję i głos nieco przypominający moją późniejszą polonistkę z gimnazjum, wybaczam jej tę niechęć teoretyczną do mnie, rozmawia cicho i krótko. Jest współpasażerem roku.

Ostatnie dni, jak wspominałam, były dosyć intensywne, jak cały tydzień zresztą. We wtorek byłam w Krakowie, w piątek z rana jechałam do Warszawy, dużo spraw mam na głowie. Dogrywamy kwestie związane z mieszkaniem, także powoli szykuje się wyprowadzka, a ja zaczynam być coraz bardziej rozdarta w tym temacie, ale to są rozważania na osobnego posta.

W sumie teraz tylko piszę taką notkę bardziej informacyjną, bo minął tydzień sierpnia, a u mnie nadal cicho. Będzie o Krakowie, będzie o Warszawie i będzie o Rihannie i Big Seanie.



You Might Also Like

0 komentarze