xx1820xx. Włajaż włajaż - Warszawa i ANTI World Tour

12:00

Czyli reportaż ze Stolicy, w którym odpowiedź na nurtujące pytania w stylu - Czy Rihanna potrafi śpiewać? Czy Rihanna śpiewa na żywo, czy z playbacku? Jak i również subiektywny przegląd zalet i wad dużego miasta stołecznego Warszawa. 
***

Jeśli jednak kiedykolwiek ciekawiło Was jak wygląda biuro, w którym składacie dokumenty do ISP na UJ to proszę:
tak, zrobiłam zdjęcie, gdy Pani wyszła.
***
Do Warszawy nic nie mam - miasto-stolica, pełna historii, wojny, siedzib dużych firm, posłów - Wiejska, prezydenta, placów - Krakowskie Przedmieście - "Lalka" Prusa, jak żywa; no i gdzie ten krzyż? Zaopatrzcie się, bo już niebawem kolejna miesięcznica.
Szkło, Napoleon, Norwid i parasole.
Jeśli miałabym określić, z czym, po tych trzech dniach w niej spędzonych, Warszawa mi się kojarzy to powiem: z upamiętnianiem wszystkiego. Tu z okna skoczył Andrzej Lepper, tam krwią okupiony pomnik-kawałek głazu, a obok tego ściana, która była częścią muru otaczającego getto, tam siadywał Mickiewicz, tu stoi Norwid, w sąsiedztwie Napoleona mogę zapalić papierosa. Rozumiem, historia bogata, ale z pewnością można było zrobić to ładniej, mogło to być bardziej przemyślane, a jeśli chodzi o pomniki/miejsca pamięci - można było uniknąć zbytniej martyrologii, bez ubytku patosu czy szacunku do bohaterów.

Połączenie historii i nowego budownictwa [szklane wieżowce, modernistyczne konstrukcje, etc.] to dosyć trudne zadanie, które jednak, z powodzeniem, wykonano w Pradze, Krakowie, Paryżu czy Wrocławiu, w Warszawie, niestety nie. W mojej opinii wszystko się ze sobą gryzie; jest inkoherentne, a ja, mimo zamiłowania do chaosu, chciałabym, żeby "shift" był płynny.

Warszawa jest dla mnie czymś w rodzaju miasta z gry - takiej, gdzie gracz ma do dyspozycji kawałek planszy, podzielony na kwadraciki i na każdym kwadraciku może postawić jakąś atrakcję - park, budynek w stylu centrum handlowego, muzeum, obiekt sportowy - wraz ze wzrostem levelu można pozwolić sobie na lepsze atrakcje, które dają więcej pieniędzy i prestiżu - graliście w Sim City? Albo jakieś inne gry typu Tycoon z miastem w roli głównej. 

Czymś, co mnie najbardziej urzekło są z pewnością Łazienki - Park Łazienkowski - Łazienki Królewskie - ile ludzi, tyle nazw, proszę sobie wybrać ulubioną. Bujna zieleń, ciekawe ogrody tematyczne, muzea [Stara Pomarańczarnia ♥], rzeźby, pawie, wszystko. Mogłabym spędzić tam całe popołudnie, niestety dwie marudy narzekały, że lekko siąpi deszcz, a poza tym "czas już jeść". Poza tym, "Pałac na wodzie" jest przepiękny; przepiękni są też ludzie ze szkicownikami, sztalugami i innym ekwipunkiem tego typu, którzy starają się przenieść na płótno urok danej chwili, uchwycić nieuchwytny nastrój tego miejsca.

Wspomnę jeszcze trochę o jedzeniu - jedna z lepszych włoskich restauracji, do których miałam okazję pójść. to Bella Napoli - ja byłam w tej na Saskiej Kępie [swoją drogą urocza część miasta] - na Francuskiej 18. Cudowne jedzenie, wspaniała obsługa i nawet smaczne świeże pomidory mieli [których ja przecież nie jem], wszystko było fantastyczne, zadowoliło mnie i moją matkę, a jak wiadomo, jesteśmy strasznie marudne. Polecam!




Co do Ryśki - absolutnie kocham Big Seana na żywo. Haha, można się śmiać, ale bardzo udany support z niego, choć niewielki ułamek znał teksty jego piosenek, wyrzucał z siebie wersy jak kałasznikow i mieliśmy razem małą imprezę przed Rihanną. Może się mu trochę zapomniało, że to nie był jego pierwszy raz w Polsce, ale za wykonanie "Selfish" z jego najnowszego projektu - TWENTY88 - wspólnej płyty z Jhene Aiko, mu wybaczę. Oprócz tego same szlagiery, "Blessings", "All me" czy "Clique".


Niekwestionowaną królową występów na żywo jest dla mnie Beyonce, ale nie zamierzam jej porównywać z Rihanną, gdyż byłoby to nieporozumieniem. Show, który daje Bey jest czymś zaplanowanym niemalże co do milisekundy, mnogość układów, strojów, tancerzy, świateł, dymu, sztucznych ogni - koncerty Mrs Carter to rewia, jakich mało. 

Rihanna natomiast jest bardziej... kameralna? Nie wiem czy to do końca dobre słowo, ale jest Rih, paru tancerzy, chórek, ona parę razy zmieniła stroje, no i był... Wybieg? Unoszący się w powietrzu, na którym Rihanna przetańczyła parę pierwszych utworów. Niemniej jednak - bardzo dobrze śpiewa na żywo. Potrafi niesamowicie rozgrzać publikę, cały stadion śpiewa i uśmiecha się do niej, co R odwzajemnia. Myślę, że to spory komplement dla artysty, kiedy fan woli słuchać wersji live utworów, niż studyjnych nagrań, a moim zdaniem, "Diamonds", "FourFiveSeconds" czy "Love on the Brain" brzmią NIESAMOWICIE i muszę gdzieś poszukać dobrej jakości audio, żeby móc sobie posłuchać i powspominać. Co jeszcze mi się podobało? Emocje, chyba najbardziej. Rihanna niesie je głosem tak, że jesteś na skraju płaczu, potem szczęścia, potem czujesz się jak na imprezie życia, a po wszystkim Ci smutno, że to było takie krótkie.



You Might Also Like

1 komentarze

  1. Tak bardzo zazdroszczę Ci koncertu Riri... Ja za późno się zorientowałam, żeby się tam wybrać, ale może jeszcze w przyszłości będę miała możliwość nadrobienia :)

    blondynkaczuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń