xx1826xx. Wiele tysięcy pózniej.

01:49


Ponad sto tysięcy wejść tutaj, z jednej strony mało, z innej znów dużo, a ja nawet nie mogłam tego celebrować.

Nie było mnie tutaj, ale to nie znaczy, że nic nie tworzę. Funkcja notatek, w moim telefonie, jest bardzo przydatna, znajduje się tutaj kilka tekstów, w mniej lub bardziej zaawansowanym rozwinięciu, także spokojnie.

Moja prezencja tutaj jest taka nikła z prostego powodu - (zbyt) dużo się u mnie dzieje. Poza tym, podjęłam pewne decyzje, które były kosztowne - metaforycznie, jak i dosłownie, mogą być nawet nieco szokujące, ale chcę myśleć, iż poczyniłem kroki w dobrym kierunku. Od kiedy "odświeżałam" swoje plany na najbliższą przyszłość, lżej mi ja sercu. Niech to będzie dobry znak. Żeby nie zapeszać, o reszcie powiem dopiero w przyszłych postach.

Bardzo luźna myśl mi się narzuciła teraz, związana ona jest z jako-takim "zapoznawaniem się" ze mną. Ogółem, jak wiadomo, jestem bardzo miła i uprzejma; staram się odpisywać na wszystkie wiadomości, przez pierwsze dziesięć odpowiedzi nie używam przekleństw, etc. Są jednak rzeczy, które odpychają mnie od kogoś na wzór dwóch, jednoimiennych, magnesów. Jako, że posługuję się tym nikłym wrażeniem, a raczej lekkim niesmakiem po wczorajszej konwersacji, wymienić muszę zjawisko podchodzenia do poznania kogoś z gotowym jego obrazem w głowie. Nie mówię, że stereotypowym (choć tak też może się zdarzyć). Pierwsza wiadomość brzmi niewinnie, w miarę, bo "zakolegujemy się.". To nie pytanie. Stwierdzenie? Rozkaz? U mnie wywołuje małe iskierki złośliwości i zaczepnie pytam skąd taki pomysł i pewność. Parę wiadomości pózniej i jestem już podirytowana, śmiać się zaczynam w momencie, gdy zostaję wrzucona do worka z wszystkimi ludźmi, którzy piszą. "Bo z reguły są bardziej otwarci, można z nimi podjąć rozmowę na każdy temat.". A co to ma być kurwa za rozmowa, jak ktoś wyjeżdża ze stwierdzeniami na Twój temat, w ogóle Cię nie znając. Pomijając już moje zamiłowanie do cynicznych odzywek i stosowania środków stylistycznych, które nie dla wszystkich są zrozumiałe, stwierdzenie, parafrazuję teraz, bo nie chcę wstawiać dokładnego cytatu, w obawie przed oskarżeniem o pogwałcenie praw copyrightu, "odpuszczę sobie, bo nie warto" - moim "to nie warto było absolutnie urocze" i jakże ciętą ripostą mówiąca o tym, że moje pojmowanie rzeczy, jako uroczych jest SPACZONE, śmiałam się do rozpuku.

Umrę samotnie, naprawdę. Matka miała rację, ze mnie jest ekstrawertyk jak chuj, w rzeczywistości jestem odludkiem.

Pozdrawiam ciepło wszystkich nierozumiejących sarkazmu i ironii!

You Might Also Like

0 komentarze