xx1836xx. Dlaczego nie jestem weganką - I - Nadziewany mozzarellą kurczak z parmezanem. | #BuzzfeedTest

16:22

Oczywiście ten cykl nie ma na celu urażenia osób będących na diecie wegańskiej czy wegetariańskiej, lekkie prowo wymierzone w stronę tych, którzy taki sposób życia traktują jak modę, a np. w przyszłym tygodniu przejdą na spożywanie wyłącznie wody i energii słonecznej, bo to "fit, cool i hip".

W części pierwszej tej serii [która notabene powstaje od lipca] kurczak, przepis znaleziony w filmiku Tasty [należącego do Buzzfeeda] znany pod angielskim pseudonimem "stuffed chicken parmesan".
Powyżej przepis i metoda wykonania, a poniżej moje dywagacje na temat owej potrawy.

Kurczaka i ser uwielbiam, więc owo połączenie to dla mnie match made in heaven, dodatkowo sos "pizzowy" [czy też marinara, jak kto woli] - cudownie. Na początku jednak dodam, że choć smak jest świetny, to panierka na dole nieco "wpije" sosu i nie będzie taka chrupiąca, jakby się mogło wydawać, innych zastrzeżeń od rodziny nie było.

Co jeszcze dodam, choć składniki i proporcje są wymienione pod filmem, to jednak zauważyłam, że istnieje pewna prawidłowość - często "rozjeżdżają się" z rzeczywistością, na szczęście ja posiadam już doświadczenie w tym temacie i podzielę się nim z Wami.


Nadziewany mozzarellą kurczak z parmezanem

Będziecie potrzebować:
- X kawałków piersi z kurczaka, [poleciłabym rozmiar własnej dłoni, ale podobno mam dosyć małą], lepiej iść w stronę mniejszych, niż większych, a X to liczba porcji, które chcecie uzyskać. Trafiają się bardzo duże piersi z kurczaka, więc jedna spora może zmienić się w dwa kawałki.
- przyprawy do mięsa, takie jak sól, pieprz, [chilli, albo jakaś przyprawa do kurczaka, żeby nie było za mdłe], oczywiście - według uznania.
- mozzarella - teoretycznie możecie wziąć każdy inny ser, ale z mozzarellą macie pewność, że się dobrze rozpuści, dobrze zgra się z kurczakiem, etc. Na filmie jest potarta - za pierwszym razem tak robiłam, ale pro tip na życie: pokrójcie sobie w plastry, wtedy nie wyleci podczas panierowania. W zależności od preferencji, co do ilości sera i kawałów - między jedną, a dwiema kulkami standardowej wielkości - da radę.
- mąką, bułka tarta - potrzebną ilość ciężko ocenić, ale radzę zacząć od mniejszej porcji, w razie czego dosypywać, aby nie zmarnować za dużo.
- roztrzepane jajko[a] - podobnie jak powyżej, może Wam wystarczyć jedno, a mogą być potrzebne trzy,
- olej, albo coś, na czym smażycie - nie trzeba przesadzać, ten kurczak nie musi gotować się w tłuszczu, wystarczy odrobina, aby się dobrze usmażył.
- sos pomidorowy/pizzowy/marinara - ilość jak zwykle "na oko", tak, żeby przykryło spód, a potem było czym po górze posmarować. Może być gotowiec, a może być fantastyczny sos zrobiony z passaty, na który podam przepis poniżej.
- parmezan - albo każdy inny ser, który lubicie. Niby w przepisie mamy twardy i długo dojrzewający, u mnie zazwyczaj ląduje grana padano albo dziugas [taki litewski, przypomina parmezan, ale lubię go bardziej]  - jak lubicie dużo - to dużo, a jak nie, to mniej [ale lepiej, jak jest więcej]
- wybór ziół suszonych - w oryginale była bazylia, ale kto się przejmuje oryginałem, teraz ja tu gotuję - polecam oregano, a także cząber, ładnie komponują się z sosem pomidorowym, ale ogółem to wolna amerykanka: róbta, co chceta.

W końcu dotarliśmy do przepisu:
- możecie chcieć załączyć piekarnik, na 180 stopni Celsjusza już teraz, żeby potem nie czekać jak te łosie, aż się nagrzeje,
- kawałki piersi, z których pozbyliśmy się wszystkich niechcianych rzeczy nacinamy wzdłuż boku, pilnując, aby nie przeciąć ich całkowicie,
- solimy, pieprzymy, papryczymy, czy co tam jeszcze, z każdej strony [polecam też w środku].
- wkładamy pocięty/potarty/rozdrobniony w inny, fantazyjny sposób ser mozzarella.
- panierujemy w kolejności: mąka - jajko - bułka tarta. [do tego rozbełtanego jajka można trzepnąć jakichś przypraw jeszcze, co by nie było takie nijakie],
- tak przygotowane sztuki mięsa smażymy sobie na rozgrzanym oleju. [Polecam metodę, że kładziemy na jednej stronie, pozwalamy się mu spokojnie piec parę minut, a potem przewracamy na drugą, i to samo, niż gorączkowe obracanie co 20 sekund - rozwalicie sobie panierkę, jak to moja babcia lubi robić],
- naczynie żaroodporne, które pomieści nasze kotlety zalewamy sosem pomidorowym, tak trochę na dno, żeby sucho nie było,
- fantastyczne kolety układamy w zgrabnym rządku, albo i innej formacji w naszym naczyniu,
- smarujemy je po górze sosem, zasypujemy startym serem i dodajemy ziół.
- wkładamy do piekarnika, dwadzieścia minut w 180 stopniach i powinno być bueno. [z doświadczenia polecam jednak nastawić sobie timer na piętnaście minut, po upływie tego czasu zajrzeć do pieca, czy nic się tam przypadkiem nie przemienia węgiel, a potem decydować, czy i ile się jeszcze musi dopiekać. Better safe than sorry!]

Podajecie gorące, pachnące i uważacie, żeby się nie sparzyć, kiedy chcecie dobrać się do serowego środka!

Sos do pizzy/ sos marinara/ sos pizzowy

Potrzebne będą:
- x łyżek passaty pomidorowej [to nic innego, jak przetarte pomidory, czasem z jakąś przyprawą], bądź też pomidory w puszcze [ale wtedy musicie blendować], od biedy i z koncentratu można zrobić, ale wtedy weźcie więcej cukru. [Za x podstawiacie pożądaną przez Was objętość sosu, z doświadczenia weźcie x+5, przyda się!],
- woda - w zależności od preferowanej konsystencji,
- czosnek, [koniecznie, bez dyskusji] - tak z ząbek co najmniej się przyda.
- suszona cebula [jak już robimy na bogato, to opcjonalnie można dać]. Ważne: nie prażona, tylko suszona, to dwie różne rzeczy!
- sól, pieprz, cukier, - kwestia własnych preferencji smakowych.
- oregano, bazylia, cząber, szałwia - co kto lubi.

Kroki są dosyć proste - do pomidorowej bazy dodajecie swoje przyprawy - przeciśnięty czosnek można zastąpić suszonym, ale to jednak nie to samo. Ja zazwyczaj daję i taki, i taki. Co jednak tak naprawdę "robi" ten sos, to zioła.

Wnikliwa analiza oraz badania, które przeprowadzałam doprowadziły mnie do tego, że w mieszankach włoskich jest pewna grupa ziół, które są najczęściej używane. Różne są ich kombinacje, i mimo takich samych składników przyprawy te mogą zupełnie inaczej smakować Pragnąc stworzyć własne Italian Seasoning, zaopatrzyłam się w stos torebek i zaczęłam eksperymentować co, i w jakiej proporcji smakuje mi najlepiej.

Moja ulubiona to z pewnością, w podanej kolejności: oregano, cząber, pietruszka, odrobina szałwii oraz ciutkę bazylii. Należy z tym mieszaniem jednak uważać, gdyż np. szałwia i cząber są bardzo intensywne i łatwo można z nimi przesadzić.

Można jeszcze poeksperymentować z cynamonem, który świetnie podkreśla smak pomidorów, jednak ja tego triku używam głównie w zupie pomidorowej, bo tam le pomme d'Amour, jak to Francuzi mawiają, gra pierwsze skrzypce, kiedy robimy sos pomidorowy, to jest on raczej dodatkiem do dania.

Jeśli chodzi o bazę pomidorową - nie należy się ograniczać. Miks passaty z koncentratem jest bardzo ciekawy, można dodawać też np. ketchup. Taki o słodszym smaku zastąpi zwykły cukier, pikantny doda charakteru, a kwaśniejszy uratuje wpadkę po przesłodzeniu.
Niektórzy nie lubią, jak jest za dużo soli, ale pamiętajcie o tym, że "przesolony" może uratować niedoprawioną potrawę. Jednakże dodawać kilograma soli nie polecam, bo choć sos jest "tylko" dodatkiem, to potrafi konkretnie namieszać!

w towarzystwie rukoli, z suszonymi pomidorami, grana padano i sosem balsamico

You Might Also Like

0 komentarze