xx1837xx. "Kiedy wyjdziesz za mąż? - Nie w tym życiu" czyli pierwsze spotkanie Oli Radomiak z fanami.

17:22

Można ją nazwać internetową sensacją ostatnich miesięcy; powoli "kimś sławnym" - w końcu to Gazeta Wyborcza przyszła do niej, a nie ona do Gazety. Jaka jest Ola Radomiak z Piotrkowa Trybunalskiego w "realu"?



Przede wszystkim: wielka. Aby spojrzeć w jej oblicze musiałam zadzierać głowę, a nie jestem znów taka niska. Po tym żenującym żarcie nastąpi spoiler: Ola, tak naprawdę, przede wszystkim, jest bardzo... fajna. To mało literackie określenie, wiem, jednakże nie potrafię wynaleźć czegoś, co nie byłoby banałem.

Nawiasem dodam, że to było pierwsze takie spotkanie, na które poszłam. A właściwie to przejechałam te sto pięćdziesiąt kilometrów, żeby ją poznać. Byłam sama, poddenerwowana, bo ja od dłuższego czasu mam problemy z relacjami międzyludzkimi, nie idę na pewniaka, tylko na lekko miękkich nogach. Pierwsze piwo wypiłam niemalże duszkiem. Ola za stołem, wraz z prowadzącą spotkanie Agatą Ogórek, w pierwszym rzędzie fantastyczna pani Alicja, a ja grzecznie za nią - niegrzecznie się gapiąc i rozmyślając, że Radomiak wyglądała na bardziej rudą na zdjęciach, w sensie, że bardziej pomarańczowowłosą mi się zdała.

Jak sama powiedziała: ludzi dzieli na fajnych i chujowych. Denerwują ją szafiarki, które okładki "czytanych" przez siebie książek dopasowują pod kolor swojego trencza, które nie mają nic do powiedzenia, a ich działalność opiera się na robieniu hajsu. Mówiła o tym, że choć nie zdradza, gdzie pracuje to, przez gadatliwość innych osób, ludzie czasem przychodzą ją oglądać jak jakąś małpę w zoo, czy innym cyrku. Jaka była jako dziecko, a także "osoba typu młodzież" [jeden z wybitnych tekstów Agaty Ogórek]. W końcu, że popularność, z jednej strony przynosi pozytywne efekty - jak np. ludzie piszący, że "Przygody" ich rozśmieszają, poprawiają nastrój; a z drugiej, kiedy widzi, że ktoś z rodziny polubił fanpage to w myślach skanuje, czy nie opublikowała jakiejś historyjki z tą osobą w roli głównej, za którą ów delikwent mógłby się obrazić.

Link do zdjęcia na FB Pasażu [x]
Po oficjalnej części przeszło do rozmów, Ola siadła z nami, cierpliwe składała autografy. Ja wyciągnęłam najintymniejszy od lat zeszyt, znany jako "czarny zeszyt z cytatem z Bukowskiego", w którym pojawiają się najbardziej abstrakcyjne i osobiste myśli, i pozwoliłam jej tam, jako pierwszej, "obcej" osobie, coś napisać.
Siedzieliśmy sobie w kółeczku, rozmawiając o różnych sprawach i choć nie znam wszystkich imion, to jeśli siedzieliście ze mną tam, wtedy i czytacie to teraz - jesteście wszyscy wspaniali. Dziękuję za dyskusję, za miłe słowa dwóch pań, za tamtego mentolowego RGD.
 Wokół Oli zgromadziło się naprawdę fajne towarzystwo, jakaś społeczność, w której widać wielką różnorodność, co mnie akurat bardzo się podoba. Za to kolejne gratulacje należą się pannie Radomiak - łączy ciekawych ludzi.

Koniec końców, z Radomiakową mam zdjęcie, choć selfie z fanami sobie nie robi, wystarczy matka-paparazzo, która czai się za szybami lokalu [btw. polecam Pasaż (czy tam Pasaż Bielaka), dobre piwo, dosyć mocne, nic nie oszukane] i machnie kilka ujęć, kiedy z przejęciem żegnasz się z Aleksandrą i masz ochotę ją przytulić, ale starasz się respektować cudzą przestrzeń osobistą.


Było warto, naprawdę, chciałam tam siedzieć do rana, bo było mi mało takiej atmosfery. 

Z pierwszego spotkania fanowskiego 
"Przygód Oli Radomiak z Piotrkowa Trybunalskiego"
 nadawała N. Meisner


You Might Also Like

3 komentarze