xx1838xx. Jak kupić golf, zostać puszczalską i nie zwariować [hehe, jk].

14:56

Zdarzyła się rzecz. Nie wiem, co mam powiedzieć i czy w ogóle coś mówić, ale kiedy tamtego dnia weszłam na facebooka sprawdzić sobie jakieś pierdółki z powiadomień, zobaczyłam udostępnienie posta przez O... Hiperwentylując się, pomachałam G telefonem przed oczami, po ustabilizowaniu się obrazu w jej oczach, również zaczęła wydawać radosne dźwięki, które u mnie przypominały raczej piski foki dostającej przysmaki, za wykonywanie sztuczek.
Kiedy licznik pokazał dziesięć tysięcy wejść na tamten post, to uzmysłowiło mi, że social media mają jednak potężną moc, sprawa cichnie, zasięg się zmniejsza, a ja nawet trochę się cieszę, bo nie chciałabym "wypłynąć" na czyjejś sławie. Trochę więcej ludzi mnie poznało i to jest naprawdę fajne, więc cieszę się, że tak się stało.
tak czarny golf chciałam.
Poszłam kupić czarny golf. Wymarzyłam sobie, że ma być czarny, prosty, właściwie półgolf, bo zbyt wysoki by mnie denerwował; z grubszego materiału, co by zwalczyć zimno. No i przede wszystkim, co by na inteligentna i człowieka sztuki wyglądać [powiedziałam to mamie, wtedy zwątpiła w cały swój proces wychowawczy]. Myślałam, ze to będzie krótka wycieczka - może zakończy się na pewnej sieciówce, której nazwa składa się z dwóch nazwisk i znaczka "&", bo tam zazwyczaj kupuję swoje czarne basic clothes, ale nie, nie mogło tak być. Ani w drugim, ani w trzecim, nawet w piątym sklepie nie.
Kiedyś bardzo lubiłam chodzić na zakupy, czasem w soboty zrywałyśmy się wcześnie rano z koleżanką, żeby pojechać "na Rybnik" i obejść obie galerie handlowe, teraz, po latach trochę mi siebie samej żal. Spędzanie godzin mierząc i przekopując "szmatki" to średnio pożyteczne czy ambitne zajęcie. Okej, ciuchy są super, wygląd jest ważny, tak samo jak wypracowanie własnego stylu, nadal lubię oglądać pokazy [throwback mocno do początku ubiegłej dekady, gdy siedząc w naszym pszowskim apartamencie na dywanie oglądałam Fashion.TV], ale kwestia tego, że muszę spędzać godziny [prawie dwie] na znalezienie jednej, konkretnej rzeczy, która mnie interesuje, to jakiś bezsens. Oczywiście, jest opcja "kupuj online", ale po pierwsze - na przesyłkę też trzeba czekać, a po drugie - jak masz większy biust to spróbuj sobie kupić jakąś "górę" i nie truchleć, że nie będzie on chciał z danym ubraniem współpracować.
Może wraz z wiekiem rośnie w nas świadomość czego chcemy [a ja na pewno nie chcę iść na ustępstwa] i dlatego jesteśmy bardziej wybredni. Nie chcę się zadowalać byle czym, bo akurat pożądanej przeze mnie rzeczy nie można nigdzie znaleźć. Irytuje mnie jednak też fakt, że na tak wielkim rynku, jakim jest przemysł odzieżowy nie ma, cholera, prostego, czarnego golfu! [ale są za to onesie w kształcie misiów, dinozaurów i innych stworzeń, słodkie i urocze, ale nie na co dzień do noszenia.]
Koniec końców jednak się znalazł, w sklepie, do którego zazwyczaj nie chodzę. Okazała się pracować w nim moja koleżanka z klasy z liceum, która aktualnie pracuje, żeby zarobić na studia, jednocześnie chodzi jeszcze do szkoły, bo chce pisać maturę z przedmiotu, którego w tym roku nie wybrała. Smutno mi się zrobiło, bo niby nauka w Polsce darmowa, ale jednak kosztuje, zwłaszcza jeśli wybrany kierunek jest unikatowy i tylko nieliczne uczelnie go oferują [no i zazwyczaj te uczelnie okazują się być kilkaset kilometrów od domu].

Na ziemię, z tych rozważań sprowadzają mnie jednak constans inni ludzie. Myślenie nie jest rzeczą bliską codzienności, nieprawdaż? W związku z tym:
Ostatnio dowiedziałam się, że się puszczam. Może rozwinę ten wątek. Na pewnym portalu społecznościowym napisał do mnie jakiś młodzian, znamienitym sposobem rozpoczęcia konwersacji ze mną było według niego "hej bendziesz sie zemnom walic?", na moją odmowę, w postaci zwięzłego "nie" otrzymałam niemal natychmiastową odpowiedź "ale dlaczego bedze fjnie bede ci minete robił a ty mi dobrego loda", a następnie "widac ze sie puszczasz". Zaintrygowało mnie to niebywale, więc spytałam co mnie zdradza. Okazało się, że znów winny jest mój biust. Określony później jako "fajny". Przyznam, że puściły mi nerwy przez ten brak logicznego myślenia. Wyraziłam zniesmaczenie taką konstrukcją logiczną i poleciłam pierdolnąć się delikwentowi w łeb, na co dostałam "no raczej myślisz że nie widać jakie obmacane gładziutkie musiał ci jakiś stary pryk nawilżać". Bardzo rzadko nie wiem, co powiedzieć, bo jestem pod zbyt wielkim wrażeniem treści wiadomości. Przestałam odpisywać i zalała mnie fala: "sora nie pisz już do mnie mam lepsze", "*ą","nie dorastasz jej do pięt pierwsze ma lepsze cycki a po 2 nie paraduje nimi w necie tylko bezpośrednio dla mnie co nie znaczy że jest łatwa jest wyjątkowa więc się odpie". 
Mogłaby tutaj nastąpić kurtyna, ale scenicznym szeptem dodam, że bardzo bawią mnie "odrzuceni" "mężczyźni".
Trochę jednak smuci mnie fakt, że chodzą po świecie takie durne jednostki, i że wciąż ludzie myślą, że mają prawo mnie oceniać. No i kwestia, że mam czelność nie nosić tylko golfów, ale i jakieś dekolty. Bezbożnica ze mnie [fakt], pójdę do piekła [o ile ono istnieje], kurwa ponad kurwy [też prawda].
Dziękuję, dobranoc.

You Might Also Like

2 komentarze