xx1840xx. Pojedynek artystyczny na słowa - edycja 2016/2017

19:44

własność P. Szendzielorz
Osiemnastego listopada AD 2016 w eliminacjach zmierzyły się dwie drużyny - zwycięzca poprzedniej edycji, wraz z jej srebrnym medalistą za przeciwnika. Wiadomo było, że ktokolwiek nie wygra - będzie żal drugiej drużyny.
"Miarka" versus "Hanka". Ten pojedynek przyniósł więcej emocji, aniżeli bym sobie życzyła. Konkurs zaczął się jednak recitalem trzech uczestników poprzedniej edycji, którzy stanowili część drużyny ZSEU w Rybniku. Już od pierwszych sekund zaczarowała mnie Karolina Hozer, która wykonując trzy piosenki doprowadziła mnie do płaczu, śmiechu i znowu płaczu. Poniżej znalezione przeze mnie nagrania, niestety nie z samej imprezy, ale zawsze coś [18ego było jeszcze cudowniej]:



Od pierwszych chwil [a także po rozmowie z Panem MB] wiedziałam, że to będzie bardzo trudne starcie, w końcu to niejako rewanż za styczniowy finał. Choć pierwszy recytator z drużyny Miarki mnie nie powalił [młody, zestresowany chłopak recytujący Bukowskiego to nie jest dobry pomysł], to potem szliśmy łeb w łeb, nie będę zbytnio chwalić przeciwników, ale "kupiły" mnie dwie osoby - cudowna, czarująca Ewa Pawliczek, która, również z Bukowskim, pozamiatała i dziwię się, że nie dostała 40 punktów za swoje wykonanie. Według mnie ciężko jest dobrze interpretować Charlesa [jaaa, Bukofan ze mnie wychodzi] i wymaga to pewnej dojrzałości, jak i świadomości emocjonalnej/artystycznej. Jej kolega z drużyny sobie nie poradził, natomiast Ewa bardzo lekko oddała wiersz, który może się niektórym zdawać prostacki [jak i cała twórczość Buka], w końcu to "grafomania" o dupach, alkoholu i wyścigach konnych; nie proszę Państwa, zupełnie nie. Poniżej króciutki fragment występu [byłam zbyt zaaferowana, żeby zacząć wcześniej nagrywać]. 


Finałowym występem ze strony przeciwników II LO był Aleksander Rubiś interpretujący fragment "Miliona małych kawałków" Jamesa Freya. Nie mam nagrania, bo bardzo szybko zaczęłam płakać. Siedziałam, podpierając głowę dłoniami i pozwoliłam sobie płakać. Bo cholera, to było brawurowe wykonanie. Frey nie jest prosty ani w odbiorze, ani w interpretacji, jestem szczerze zaskoczona tym, że właśnie zarówno jego, jak i Bukowskiego wybrano do tego konkursu, niemniej jednak - te dwa wykonania skradły mi serce, wywołały uczucia i ogółem, ode mnie dziesiąteczki.

Moje kochane II LO - na piosence Karoliny Słomki oczywiście się pomazałam, bo czemu nie [za każdym razem mi to robi, ja zawszę na niej płaczę], Ania Drewniok jak zawsze zaskakująca i w iście brodwayowskim stylu reprezentująca naszą [moją byłą już, niestety] szkołę. Jednakże, w tym roku ponownie, moje serce skradła Patrycja Szendzielorz. Niesamowita, cudowna, wspaniała i fantastyczna wokalistka. Myślałam, że po zeszłorocznym występie nie ma szans zauroczyć mnie sobą bardziej [spoiler: mogła], teraz sobie przypomnimy to genialne wykonanie "Tak tak, to ja":
Co ta kobieta robi z publicznością, to ja nie wiem. Nagrania nie oddają mocy jej głosu i finezji interpretacji. Bardzo spójna i przekonująca we wszystkim, co nam prezentuje. Ludzie kiwają, stukają, ruszają częściami ciała do taktu, a ja mam ochotę robić jej chórki, skakać i tańczyć. Absolutna mistrzyni, dla mnie 100000/10 punktów.

Moim ulubionym recytatorem z naszego teamu [na równi z Aleksandrem z Miarki] był Karol Wundziński, świetna robota, potem sobie z panem Markiem rozmawialiśmy prywatnie i stwierdził, że nie był do końca przekonany, bo wiersz powtarzali kilkadziesiąt razy i ani razu nie wyszło tak, jak na występie konkursowym, zasłużone cztery dziesiątki, ode mnie też dziesiąteczka.

Podsumowując - wiadomo, że dla mnie, drużyna z Frycza była lepsza, bo ze strony przeciwników podobały mi się dwa występy, a u nas praktycznie wszystko [z nielicznymi poprawkami]. Patrycja, Karol, Ewa i Aleksander byli dla mnie najlepsi, najcudowniejsi i nie dam sobie nic innego wmówić. W mojej skromnej ocenie osoby, która nie zajmuje się sztuką jako profesjonalista, a jedynie pokorny amator, Żory skupiły się na klasyce, pomieszanej z odrobiną kontrowersji [stąd Bukowski i Frey], natomiast moi ukochani artyści to były uczucia, przy czym została zachowana nienaganna forma. Wiadomo, co podobało mi się bardziej. Bez tandety, nadmiernego sentymentalizmu, a jednak poruszające do łez, podrywające z krzeseł i zapadające w pamięć.

Koniec końców przegraliśmy 265 do 259.  Jury i prowadzący byli pod wielkim wrażeniem, w historii nie było tak wysoko punktowanych eliminacji. Z wszystkich tych emocji się popłakałam, bo żal mi było wspaniałych artystów, których wychował pan B przy współpracy z panem Jarosławem Hanikiem. 

Spotkałam się z Panią Dyrektor, ucięłam dłuższą pogawędkę z panem B [przy papierosku, jednostronnym, to nawet urocze było jak uważał, żeby dym na mnie nie leciał] i poczułam się prawie, jak w liceum, którego cholernie mi brakuje.

A "Mamonę" mam puszczoną na "pętli". 10/10, polecam imprezę.

You Might Also Like

0 komentarze