xx1841xx. Kopnij tę ósemkę, niech będzie nieskończonością.

02:50

Spóźniam się z tym wpisem, powinien był się pojawić trzeciego, bo wtedy właśnie były ósme urodziny bloga. Niemniej jednak, świętuję, po cichu i niezbyt okazale, ale fakt jest faktem - piszę tutaj od ośmiu lat, z częstotliwością - zwłaszcza ostatnimi czasy - która pozostawia wiele do życzenia.

Zaczęłam na pierwszym etapie kształcenia, teraz jestem na czwartym, tak więc muszę przyznać, że to znaczna część mojego życia; miejsce, które towarzyszyło mi od początków mojej kariery matematyka, miejmy nadzieję, że będzie to miejsce, które doświadczy również jej rozkwitu.
Jest wpół do trzeciej nad ranem, ja zaliczam kolejny epizod lekkiej manii, z której to powinnam się cieszyć, jednakże nie wiem [a raczej wiem, a nie dopuszczam tego do siebie], czy korzystam z tego należycie. Marzy mi się tydzień błogiego nicnierobienia. Właściwie to niemyślenia - o obowiązkach, studiach, rzeczach, które zostały mi do zaliczenia. Tydzień wolności od dr AS, którego się chyba trochę boję; analizy matematycznej i logiki klasycznej. Kocham moje studia, ale przesyt nimi odbiera całą radość.

Niby nadchodzą święta, ale to czas, którego nie lubię. Zbyt wiele jest do zrobienia, zbyt dużo jest na pokaz; mnogość osób, z którymi muszę się widzieć, a niekoniecznie chcę. Jak co roku towarzyszy mi chęć czytania książek, oglądania filmów i jedzenia kwaśnych mandarynek, w gronie mocno zawężonym. Wyrabiam sobie tę tradycję wysyłania kartek okolicznościowych, w sobotę wypisałam wszystkie dziewięć, co zajęło mi dużo więcej czasu niż zakładałam, a jutro ojciec ma je dla mnie wysłać [bo siedzę dziewięć godzin na uczelni], a chciałabym, żeby poszły jak najwcześniej, bo wiadomo, że grudzień nie jest najszczęśliwszym miesiącem, jeśli o czas dochodzenia listów chodzi.
Jak widać, wszystko sprowadza się do pisania. Tutaj; na blankiecikach z zimowymi dekoracjami, w brulionach i na skrawkach papieru. Nie umiem nie pisać. Mogłabym się zastanawiać i analizować jak zmieniał się mój styl na przestrzeni lat, ale, ja po prostu siebie nie czytam, ani nie sprawdzam [co ostatnio, przez wiadomość od D, zauważyłam]. Chwała temu, kto wpadł na autokorektę, a także ludziom, którzy wpajali mi zasady interpunkcji - dzięki temu nie poświęcam zbytnio czasu na edytowanie, bo staram się pisać w miarę poprawnie.

Nie mam ostatnio okazji do bawienia się w jakieś artystyczne uniesienia, bo prowadzę tutaj dziennik/pamiętnik [jak ja nie lubię tego słowa! formalnie jest jednak ono poprawne]  - opisówkę. Miałabym i może ochotę napisać coś, w tym moim trademarkowym, patetycznym stylu, ale kto ma na to czas?

Nope, nie ja. Powinnam teraz powtarzać materiał na milion zaległych zaliczeń [no dobra, może mam ich z pięć, ale to i tak sporo]. a siedzę i jestem semi-produktywna.

Więc skończę. Wszystkiego najlepszego i poprawy mojego pisania. Ramen!

You Might Also Like

1 komentarze

  1. Ciekawe czy i mój blog doczeka się takiej pięknej liczby lat.
    A Twojemu kolejnych 8!

    OdpowiedzUsuń