xx1846xx. eyes on fire

12:32

Dzień kota - osiągnięcia życiowe na godzinę 11:55 kształtują się tak, że wstałam, zjadłam i wysłałam BARDZO WAŻNEGO MAILA [z którym zwlekam od trzech dni] przed południem.
Z innych rzeczy, które warto celebrować: regularnie medytuję, co pozwala mi jako tako nad sobą panować, a w sesji poprawkowej czeka tylko jeden egzamin. Przynajmniej analizę mam zdaną, a na ustnym z informatyki nie zemdlałam i wybroniłam się na 4, nie umiejąc praktycznie nic. Zdolności krasomówcze zatem jeszcze posiadam.
Jutro w końcu wracam z austriackiego wygnania, wcale nie wypoczęta, wcale nie z przeczytanymi nowymi książkami, i z pewnością nie nauczona na ten jeden egzamin. O pisaniu nie wspomnę, bo to już naprawdę woła o pomstę do nieba.

!!!POSŁAŁAM G ZDJĘCIE, ŻE PISZĘ, A ONA CHCE SHOUT-OUT. PROSZĘ, MAŁGORZATO, KRZYCZĘ TWE IMIĘ!!!

Mówię mu, że się boję, nawet tłumaczę dlaczego. Niby recepta jest prosta: praca. Gryzę wargi do krwi i się trzęsę; w końcu mam realizować marzenia, które siedzą we mnie od ponad dekady, a ja zaczynam mieć wątpliwości. Mówię, żeby spojrzał na mnie i dostrzegł, że nie jestem standardowym kandydatem na matematyka teoretycznego, i że mnie ciąga w różne strony. A potem dostaję wykład o tym, że mam się skupić na swoim przyszłym zawodzie, a celebrować wiedzę w trakcie, o ile będę potrafiła, a jak nie, to później, kiedy będę już miała stabilną sytuację życiową. I znów czuję się niedojrzała i nieodpowiedzialna. I znów uprawiam czarnowidztwo - mówię, że doktoratu nie będzie. A on mi mówi, że będzie. Tylko muszę pracować. I przekonać samą siebie, że logika to na pewno to. Zresztą, to właśnie jest ten problem, jeden z wielu zresztą. Co tak naprawdę sprawiło, że w to poszłam?


Poboczne myśli, które gdzieś mi tam krążą, nawet kiedy na rauszu pogrywam w remika; nawet kiedy rozmawiamy o czymś innym; nawet, kiedy piszę list.
I nagle do mnie coś dochodzi. Ile rzeczy się zmieniło przez tę parę miesięcy. Że z potrzeby codziennej rozmowy z kimś tak ważnym, nagle została tylko chęć odezwania się, ale nawet nie wiem w jaki sposób.
Potem uderza myśl "czuję inaczej", co jest jednocześnie uwalniające, ale i straszne. Wiem, że jest we mnie ta sama miłość, ale ona już nie pali, nie skręca i nie powoduje, że nie umiem spać w nocy.
Przed oczyma przewijają mi się obrazki, które układają się w kilka słodko-gorzkich lat. I wiem, że nigdy tego nie zapomnę, mam ich zapis wypalony w mózgu, spisany na kartkach, utrwalony na zdjęciach i w pikselach, doprawiony elektronicznymi stronicami. Przewijają się, bo zostałam poproszona, bym o tym opowiedziała. Trochę mierzi jednak fakt, że traktuję to jako wspomnienia, i dopiero teraz sobie uświadamiam, że żyję już innym życiem i nie wiem, czy kiedykolwiek powrócę do tamtego miejsca.

 rose, fire, and flowers image
To jest bez ładu i składu. Po prostu, należy czytać między wierszami. Jak zaaaaaaaaaaawsze.

You Might Also Like

0 komentarze