xx1848xx. trupioblady

21:56


Odgrażałam się już tyle razy, że w końcu napiszę; odpiszę wszystkim na maile i listy... 
Udało mi się z listami, i to na dwa razy. Dzisiaj jednak muszę wrócić tu.

Ze stolika straszy mnie niedopity drink, z dnia, kiedy postanowiłam, że znowu zacznę pisać po wstawieniu się, może i miałam pomysły, ale skończyło się na pisaniu kodów, a nie ekshibicjonizmie, który zwykłam tutaj uprawiać.

Od dwóch tygodni jestem dwudziestoletnia, pewnie powinnam odświeżyć Hłaskę i przeżywać w sposób piękny i dwudziestoletni [dem literature jokes], ale tego nie robię. Zastygam czasem, czas ucieka mi między palcami, czasem rozmawiam z tymi wszystkimi ludźmi na grupie u Oli, przzez chwilę jest dobrze, rozumiemy się, a potem wkładam telefon po poduszkę i patrzę się w sufit.

Te dwa tygodnie temu rozmawiałam z młodym mężczyzną [ha! to ci dobre żarty!] i opowiadał mi on, że ma wobec mnie poważne zamiary, z których w głębi serca śmieszkowałam. I słusznie! Ludzi przerasta moja intensywność. Nawet zaprzyjaźnianie się ze mną to durny pomysł, jeśli nie jest się gotowym na pewne dozy szaleństwa. A przypominam sobie tylko dlatego, że na instagramie miał kiedyś wstawione, że słucha tej piosenki, która mi także leci teraz w głośnikach. "Ivy". No i lubił Kanye, tak mało ludzi, którzy lubią Kanye...

Dużo wokół mnie ostatnio tej menażerii gównażerii [nie mogłam się powstrzymać], siedzę i króluję, moi, atencyjna dziewczynka, jak usłyszałam pewnej nocy, kiedy próbowałam nie zasnąć, a potem nie zacząć się wydzierać. Żądliłam na oślep, żeby dopiero po dłuższej chwili się uspokoić i dojść do wniosku, że przecież wszyscy, jak jeden mąż potrzebujemy atencji.

A ja już jestem taka zmęczona... Dopiero niedawno zaakceptowałam fakt, że rzeczywistość wygląda już inaczej, ja już nie czuję tak samo, a momentami nie czuję wcale. Nic, a nic. Jedynie dużo rzeczy mi się wydawało; przed chwilą, uzmysławiając sobie co tak właściwie "odjaniepawlam" napisałam do K. Zmienia się tyle rzeczy, ale nie to, że ufam mu nad śmierć. Pod lewą ręką mam nawet zapalniczkę z koalą, mój ulubiony przypominacz tamtych czasów.

Teraz jednak na poważnie powinnam się zająć własnym zdrowiem, po ostatnich rewelacjach, które usłyszałam czeka mnie seria badań, wizyty u kolejnych specjalistów i, miejmy nadzieję, dosyć pokojowe leczenie. Jak to pani doktor powiedziała - za dużo tego w tak młodym wieku.

No i studiami. Sesja w końcu ostatecznie za mną. Gdyby nie pomyłka pana doktora to byłabym już od dwóch tygodni zupełnie spokojna, a tak, trochę się pomęczyłam. Mimo wszystko, to nikłe osiągnięcie, jakim jest zaliczenie pierwszego semestru napawa mnie dumą. Oh boi, było trudno, a teraz wcale nie jest łatwiej. Zaangażowałam się jednak, wiem, że nie ma nic innego dla mnie na tym świecie. Dostaję czasem głupie pytania, że jakim cudem param się pisaniem, studiuję matematykę i czasem sobie pofilozofuję, jak ja to chcę łączyć, czy książkę matematyczną napiszę [hehe] czy strony będę liczyć [hehe^2]. W chuj zabawne [pierwsze przekleństwo dzisiaj?]. Jakbym nie mogła zgrabnie żonglować tymi zajęciami; mojej ukochanej poświęcać więcej czasu, a resztę podzielić na pisanie i inne artyzmo-autyzmy. Wszystko się da, absolutnie.

You Might Also Like

1 komentarze